Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 15 października 2013

Komisja na ratunek Anglikom?

foto: skysports.com
Peter Shilton pewnie nie wiedział jeszcze, czego się spodziewać po młodym zawodniku Tottenhamu, podobnie jak jego koledzy z pola. Był nim niepełnoletni, chudy i wysoki piłkarz, który otrzymał swoją pierwszą szansę w trudnym wyjazdowym meczu ze Stoke City w samym środku zimy - tak dziś, jak prawie czterdzieści lat temu, nie brzmi to zbyt zachęcająco. Glenn Hoddle jednak podszedł do gry bez żadnych kompleksów, stwarzając kilka sytuacji innym, a gdy wreszcie sam znalazł odrobinę miejsca na trzydziestym metrze przed bramką angielskiej legendy, uderzył w samo okienko. Shilton był bez szans.

To była tylko zapowiedź wielu kolejnych takich goli jednego z najbardziej kreatywnych piłkarzy, jakich miała Anglia. Jak to w przypadku kultury piłkarskiej tego kraju, na zawodnikach o tak nieprzeciętnym talencie i umiejętnościach ciążyło pewne brzemię - Paul Gascoigne był wiecznie pijany, a Glenn Hoddle wierzył w... wróżki.



Można stwierdzić, że Anglicy mają do futbolu podejście metodyczne. Odwołując się bezpośrednio do boiska, jeszcze przed jedynym tryumfem w Mistrzostwach Świata ich sposobem na bicie lepszych było np. obfite nawadnianie boiska (vide mecz Wolverhampton z Honvedem Budapeszt w 1954 roku) czy szukanie swoich szans w matematyce. Ówczesny menedżer Wilków, Stan Culis i późniejszy selekcjoner mistrzów świata, Alf Ramsey bezgranicznie ufali wyliczeniom pewnego oficera RAF, Charlesa Reepa. To jego (skądinąd absurdalne) wyliczenia, że ponad 91% ataków w badanych spotkaniach składa się z trzech i mniej podań doprowadziły do przyjęcia określonego stylu gry na wiele, wiele lat przez znakomitą większość drużyn klubowych i reprezentacji.

- Im mniej podań wykonasz, tym większa jest szansa, że żadne nie będzie złe - mówił Jimmy Leadbitter, podopieczny Ramseya z Ipswich - Lepiej wykonać trzy proste, dobre niż dziesięć w których na pewno coś spartaczysz. Po trzecim powinieneś być już w pozycji do strzału.

Także w ostatnich latach można podać szereg przykładów świadczących o tej metodyce - choćby budowa wspaniałego centrum treningowo-szkoleniowego St George's Park, które niedawno święciło swój pierwszy rok pracy. W założeniu szefów FA miała być to kopia tego czym dysponują inne federacje na kontynencie, "serca" krajowego futbolu, gdzie piłkarsko rozwijać się będą wszyscy, od najmłodszych grup wiekowych, drużyn amatorskich do pierwszej reprezentacji Roya Hodgsona.

Samego selekcjonera również pod temat metodyki można podciągnąć. Przypominając sobie, jak defensywnie zagrała jego reprezentacja z Włochami na Euro 2012, czy jak blisko średniowiecza była już w niedawnym meczu z Ukrainą, albo jego Fulham docierające do finału Ligi Europy z żelazną defensywą, perfekcyjnie wypracowanymi schematami i kapitalnym przygotowaniem fizycznym. Finezja? Niech o oczekiwaniach Anglików świadczy to, że jeden naprawdę dobry występ ofensywnych piłkarzy z Czarnogórą wystarczył niektórym gazetom do całkowitej zmiany podejścia - nie ma już kpin z "kick and rush", ale mowa jest o "modern team" Hodgsona.

Pomimo (jednego) świetnego meczu Androsa Townsenda czy Danny'ego Welbecka, faktem jest, że w Premier League mistrzowie kreatywności to obcokrajowcy. Pozycja "dziesiątki" jest zarezerwowana dla Hiszpanów, Argentyńczyków, Belgów, Niemców i innych nacji, a rodzimy talent, zawodnik o wizji, technice i talencie pozwalającej do gry w tej roli pojawia się raz na kilka dekad. Rodzimi menedżerowie rzadko byli przyzwyczajani do posiadania takich piłkarzy w swoich drużynach, często wręcz "zagrożenia" unikali i swoich najbardziej nietuzinkowych zawodników sadzali na ławkach. Wedle polskich standardów, Hoddle i Gascoigne pod względem występów w reprezentacji nie załapaliby się do klubu wybitnego reprezentanta.

Glenn Hoddle to jednak nie tylko ten jeden występ w lutowe mroźne popołudnie w Stoke, ale kilkaset innych momentów geniuszu piłkarza, który słusznie powinien być stawiany za wzór boiskowej kreatywności. Nienaganny balans ciałem, potężne i precyzyjne uderzenie z dystansu, delikatne podcinki, wyprzedzające myśli rywali prostopadłe podania, niekonwencjonalne zwody, zabawa z przeciwnikiem, którą uwielbiali kibice - wszystko to już niestety do obejrzenia tylko na archiwalnych materiałach. Co prawda często znoszony z murawy po ostrych wejściach wkurzonych rywali (co niestety mocno odbiło się na jego karierze), Hoddle już na boisku udowadniał, że jest człowiekiem spoza tego typowego angielskiego futbolowego pudełka.

- Ja bym zrobił wszystko, by wygrać mecz, a Glenn... cóż, on był purystą - pisał w swojej autobiografii Dennis Wise, który byłemu menedżerowi Chelsea poświecił cały rozdział. Jego metody nazywał nieprzekonywującymi, a u samego szkoleniowca miała zbyt często objawiać się ta frustracja wynikająca z oczekiwania, że piłkarze będą robić to na co jemu kiedyś pozwalał talent. Wise nazywał go małomównym dziwakiem, który nikomu ze sztabu czy kadry piłkarzy nie zdradzał pełnego planu.

Jednak angielski pomocnik podkreśla, że Hoddle odmienił klub, wyniósł go na wyższy poziom profesjonalizmu, a transferami Marka Hughesa czy Ruuda Gullita podniósł również jakość zespołu. W 1996 roku odchodził po zakończeniu umowy i z kontraktem podpisanym w siedzibie Football Association, która doceniła ponadprzeciętne osiągnięcia w roli szkoleniowca Swindon Town i Chelsea - również będąc pod presją mediów, które mocno wspierały kandydaturę młodego menedżera. Także wierząc, że część z jego dawnej magii przeniesie się na skostniałą kadrę.

Hoddle wprowadził kilku młodych piłkarzy (Owen, Beckham, Ferdinand), pozbył się tych, którzy nie byli w stanie skoncentrować się wystarczająco na murawie (Gascoigne), ale i tak jego okres pracy z kadrą zdefiniował sposób w jaki się z nią rozstał. Ustawiał swój zespół w 3-5-2, na Mistrzostwach Świata z 1998 roku jego zespół zaprezentował się nieźle, a winy i tak spadły na Davida Beckhama. Kolejne eliminacje zaczął słabo i zaproponowano mu, by porozmawiał po koleżeńsku z kilkoma gazetami naprawiając nadwątlony wizerunek. Zrobiono jednak tylko jeden wywiad - kilka zdań o własnych ewoluujących przekonaniach, reinkarnacji i m.in. osobach niepełnosprawnych, które cierpią za grzechy z poprzedniego wcielenia wystarczyły, by medialna oraz społeczna burza wypędziła go ze stanowiska.

Wcześniej wychodziły również kwestie raczej nie związane z "karmą", ale równie kontrowersyjne dla mediów. Gary Neville po latach pisał o tajemniczych zastrzykach, które podawali piłkarzom członkowie sztabu Hoddle'a, a on sam włączył do niego specjalistkę od medycyny alternatywnej i sposobów motywacji. Przed meczami zwykł podchodzić do każdego piłkarza i kładąc mu rękę na sercu życzyć powodzenia - Gdyby tylko za jego talentem do trenowania drużyn oraz inteligencją szły umiejętności do zarządzania ludźmi... - narzekał po latach Neville - Ale był on bardzo dobrym szkoleniowcem, który chciał, by Anglia grała w ten dobry sposób.

- Patrząc na to co wydarzyło się później z kadrą, którą tworzyłem to można się zdenerwować - mówi dziś Glenn Hoddle, który przygotowuje się do nowej roli. Po nieudanych lub co najwyżej przeciętnych epizodach w Southampton, Tottenhamie i Wolverhampton, stworzył on w Hiszpanii akademię dla bezrobotnych piłkarzy - tych, którzy zostali odrzuceni po ukończeniu akademii w wielkich klubach, oferując im szansę rozwoju i ponownego odbicia się od zawodowego dna. - Osiemnaście lat to za wczesny wiek, by jednoznacznie wskazać kto osiągnie sukces - tłumaczył Hoddle. Wymyślił także system dla młodszych, wciąż nieodkrytych talentów, które nagrywały na video swoje popisy i wysyłały jego trenerom do oceny.

W stworzonej przez Grega Dyke'a ośmioosobowej komisji będzie działał tylko kilka dni w miesiącu. Niewątpliwie w ostatnich dniach pojawiło się wiele krytycznych słów dotyczących samego sensu tego projektu i uczestników, ale akurat pozycji Hoddle'a nikt nie kwestionuje. Współpracować będzie m.in. z byłym szkoleniowcem Leeds United, Howardem Wilkinsonem, który przecież na początku lat dziewięćdziesiątych stworzył od podstaw klubową akademię. To na jej efektach bazowała prawie dekadę później drużyna Davida O'Leary'ego grająca z powodzeniem w Lidze Mistrzów...

Wciąż w sile wieku, ze świeżymi pomysłami i mądrzejszy o kilka lat trudniejszej pracy u podstaw, przyglądaniu się z boku i spoglądaniu na swoją przeszłość z dystansem, Glenn Hoddle wraca do współpracy z angielską federacją. Media go uwielbiają, typowały go przecież do pracy z kadrą jeszcze przed Euro 2012, a tego lata również łączyły z młodzieżówką. Teraz w roli twarzy komisji specjalnej stawia czoła znacznie ważniejszemu zadaniu niż w każdym sezonie, eliminacjach czy tyle lat temu na Victoria Ground w Stoke, gdy w przeciwnej bramce stał Peter Shilton. Losy futbolu angielskiego może się nie decydują, ale niepokojący trend w lidze oraz niknące szanse dla młodzieży wymagały zdecydowanych ruchów ze strony prezesa Football Association.

Pewnie w ciągu następnych kilku dni dowiemy się, czy nadal tak im ufa nowa twarz komisji specjalnej Football Association, którą stworzył prezes Greg Dyke, by ratować krajowy futbol. - Nic dziwnego, że jako pierwszego ogłoszono Hoddle'a. Poza nim ciężko zrozumieć jest dobór innych nazwisk i sens całej komisji - ćwierknął w swoim stylu Gary Lineker. Telewizyjny prezenter zresztą nie jest jedynym, który zadaje niewygodne pytania. Czy Greg Dyke przemyślał sposób działania tej komisji? Co wśród jej członków robi Danny Mills, były zawodnik Leeds, który w środowisku nie jest znany ani z rewolucyjnych pomysłów, ani faktycznej pracy na rzecz angielskiego futbolu? Dlaczego szef Premier League odmówił uczestnictwa w tym przedsięwzięciu?

Na boisku, w roli menedżera Chelsea, a później będąc selekcjonerem czy trenerem akademii, Hoddle udowadniał, że jego myślenie wykracza poza sztywne ramy podręcznika trenerskiego wydawanego przez FA. Gorzej dla Anglii, że zamiast rozpocząć misję ratowania tamtejszego futbolu, zdaje się, że pierwszym poważnym zadaniem przed nim postawionym będzie wskazanie sensu działania tej komisji specjalnej według autorskiego pomysłu prezesa federacji. Jego nieobliczalność i kreatywność faktycznie może się przydać. Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook