Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 15 grudnia 2013

Kapitan z wozu, Królewskim lżej

fot. marca.com
Jacek Gmoch złapał się za głowę i zaszył w Grecji. Antoni Piechniczek nerwowo poruszył się na fotelu przy kominku w swym domku w Wiśle. Jerzy Engel wyrzucił mazaki. Marcelo Bielsa oszalał do końca, a Andrzej Gomołysek zamknął taktycznie.net. 3-4-3? 4-4-2? 3-3-3-1? 4-2-3-1? Nic z tych rzeczy. Najlepiej gra się w osłabieniu.

Całkiem niedawno poruszaliśmy temat niechlubnego rekordu Sergio Ramosa i zastanawialiśmy się, czy nie lepszym wyjściem dla Realu byłaby sprzedaż obrońcy i pozyskanie Iñigo Martínez. Już w sobotnie popołudnie stoper Realu zadbał o to, byśmy nie byli gołosłowni.

Piekło na El Sadar

Była 32. minuta pojedynku Realu Madryt z Osasuną na El Sadar. Sergio Ramos ściera się w rogu boiska z rywalem, a Clos Gómez dopatruje się w tej akcji faulu Hiszpana. Jakby tego było mało poirytowany kapitan Los Blancos otrzymuje żółtą kartkę. Protokół pomeczowy mówi jasno, że Ramos został ukarany za powalenie rywala na murawę, ale powtórki pokazują, że poza niecnym zamiarem defensor w żaden sposób nie zawinił. Zawodnik Osasuny uciekł z nogą i kontaktu nie było. To jednak sprawa na osobną dyskusję.

44. minuta i historia się powtarza. Ramos, nieco przypadkowo, ale jednak trafia łokciem Roberto Torresa. Sędzia jest bezlitosny, nie daje drugiej szansy. Daje za to drugi żółty kartonik, a w konsekwencji tego, wyciąga po chwili i czerwony. 12 minut na skompletowanie dwóch takich upomnień - dla zwykłego śmiertelnika - szybko. Dla człowieka, który jest w stanie tego dokonać w niespełna minutę? Błahostka. Podniecać się tym, to jak pasjonować się faktem, że Usain Bolt przebiegł 100 metrów w 9,90 sekundy.


¡Así se autoexpulsó Sergio Ramos en El Sadar! przez realmadridplay

Do tego momentu Real prezentuje się fatalnie. Trafiający z niebywałych pozycji Ronaldo, oblewa test z elementarza każdego szanującego się napastnika, w doskonałej sytuacji oddając lekki strzał obok bramki. Luka Modrić desperacko próbuje przełamać niemoc drużyny, próbując wymusić podyktowanie rzutu karnego. Faktycznie dochodzi do kontaktu między nim a Arribasem, ale wątpliwe jest by doszło do niego skutkiem celowego ruchu obrońcy. Histeryczna reakcja Chorwata nie poprawia sytuacji. Tylko Benzema prezentuje poziom na tyle wysoki, by realnie myśleć o pokonaniu zawodników z Królestwa Nawarry. Problem w tym, że Francuz operuje tego dnia bardziej jako boiskowa "10", a nie jako rasowy snajper. To jednak co było w tym wszystkim najgorsze, to dwa gole Oriola Riery i koncertowa gra podopiecznych Javiego Gracii.

W tym układzie "czerwień" mieniła się jako kolor utraty wszelkiej nadziei. Wyrok na Królewskich. Gdy wydawało się, że porażka jest sprawą przesądzoną, znów okazało się, że nic nie wiemy o futbolu, że jest to dyscyplina pozbawiona wszelkiej logiki i że w ogóle głupi jesteśmy.

Czyściec

Nie mija nawet dobra chwila od pożegnania z Sergio Ramosem, a podanie od Ronaldo otrzymuje Isco i strzałem z dystansu pokonuje Andrésa Fernándeza. Reakcja godna podziwu, ale pozostawało jeszcze drugie 45 minut. W każdym innym meczu byłaby to dobra wiadomość dla Królewskich, ale w dniu w którym brakowało jedynie by potykali się o własne nogi, nie była to radosna nowina.


Osasuna - Real Madrid 2-1 Gol Isco 45' przez realmadridplay

Ustawienie Realu wymagało zreorganizowania. Z początku Ancelotti był jednak ostrożny. Nie dokonał żadnych zmian personalnych i przesunął na środek obrony Xabiego Alonso, licząc na doświadczenie i stalowe nerwy Baska. Szybko jednak okazało się, że to nie wystarczy. Osasuna, pod nieobecność przestawionego Alonso, łatwo wygrywała walkę o środek boiska, a zawodnik z "14" na plecach nie czuł się w roli stopera komfortowo, dopuszczając graczy Los Rojillos do okazji strzeleckich. Każde kolejne natarcie gospodarzy groziło golem, a Real pozbawiony niezastąpionego regulatora tempa gry nie był w stanie swobodnie rozgrywać na połowie rywala.

Włoch szukał więc dalej. Najpierw mizernie prezentującego Bale'a zastąpił Di Marią. Kilka nieudanych rajdów Argentyńczyka pokazało jednak, że nie tu pies jest pogrzebany. Na boisku za Modricia pojawił się więc Nacho, by scementować blok obronny i dać więcej swobody Xabiemu Alonso. Real mógł od teraz grać bardziej bezpośrednio.

I to był strzał w "10". Gra Realu zaczęła mieć ręcę i nogi. Piłka w środkowej strefie zaczęła swobodniej krążyć, a to zaowocowało dwoma spóźnionymi interwencjami Francisco Silvy. Chilijczyk skompletował dwa żółte kartoniki w 4 minuty. Wyczyn godny...Ramosa.

Dobrze wiemy, że rzut karny to nie od razu gol (choć jeśli strzela Ronaldo czy Diego Castro istnieje spore prawdopodobieństwo, że tak), ale w tym spotkaniu panowała inna zasada - czerwona kartka to gol dla Królewskich. Pomocnik Osasuny jeszcze dobrze nie zszedł do szatni, gdy Pepe umieszczał piłkę w siatce po dośrodkowaniu Isco.


Osasuna - Real Madrid 2-2 Gol Pepe 80' przez realmadridplay

Real stracił punkty, ale uniknął kompromitacji. Gdyby wygrał, grając w "10" i przegrywając 0:2, byłby drugą drużyną w historii ligi, której udała się taka sztuka. W ten sposób przeszedłby do historii po raz drugi w ciągu kilkunastu dni - wcześniej zrobił to, strzelając 4 gole Galatasaray, grając w osłabieniu. Do tej pory nie dokonał tego nikt. Obie te historie łączy jedno - szybka czerwona kartka dla Ramosa...

Potrzeba matką wynalazków?

Może w tym tkwi sedno sprawy? Może Real najlepiej gra w osłabieniu? Może Los Blancos, miast męczyć się w ustawieniu 4-2-3-1, powinni na każdy mecz wychodzić w formacji 3-2-3-1, bez jednego ze stoperów? Bilans przemawia za takim właśnie rozwiązaniem. Real z Ramosem to Real nieskuteczny i tracący gole - 0 bramka strzelonych i 2 stracone, 1 punkt. Królewscy bez swojego kapitana to maszyna nie do zatrzymania - 6 zdobytych goli, 1 stracona i 3 dodatkowe punkty. Liczby nie kłamią.

To wszystko oczywiście wolne żarty, ale może jest w tym wszystkim jakiś głębszy sens? Bo jeśli brak Ramosa nie wpływa na lepszą organizacje gry, to może chociaż budzi w drużynie ducha walki i wpływa na ich koncentrację? Przykłady na potwierdzenie tej tezy, to nie tylko dwie przywołane przygody. W ubiegłym sezonie wicemistrzowie Hiszpanii bez Ramosa musieli radzić sobie na przykład w spotkaniu z Celtą w Pucharze Króla i wtedy również zareagowali bardzo pozytywnie, tak jak i w późniejszym Gran Derbi na Santiago Bernabeu, kiedy to eksplodował talent Varane. Potrzeba matką wynalazków?

W Madrycie muszą w to wierzyć, bo na tydzień na Mestalla nie zagrają zawieszeni za kartki Ramos i Pepe oraz kontuzjowany, przynajmniej do 6. stycznia, Raphaël Varane. Stołeczna ekipa niby przygotowuje odwołanie od pierwszej kartki swojego kapitana, ale jednocześnie już mówi się o eksperymentalnym duecie Arbeloa-Nacho na środku obrony. Może, zamiast tracić siły na walkę z Komitetem Technicznym Arbitrów, warto zaryzykować? Wszak Real bez Ramosa to istne perpetuum mobile. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook