Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 22 sierpnia 2013

Jak Steaua zaszkodziła Legii?

fot. Facebook Steauy
Legia Warszawa wywiozła z Bukaresztu cenny bramkowy remis, chociaż sądząc po przebiegu meczu i kulturze gry powinna raczej przegrać z kretesem. Na wybranych kadrach z meczu postaramy się przybliżyć, na czym polegała siła Steauy i które elementy Legia powinna dopracować przed rewanżem.

Zawodnicy Legii po raz pierwszy piłkę przejęli po ponad 80 sekundach meczu, kiedy dośrodkowanie z prawej strony wyłapał Dusan Kuciak. Steaua od początku narzuciła wysokiego tempo i na małej przestrzeni potrafiła podaniami ominąć blok obronny Legii. Inteligentnymi ruchami gospodarze co chwila wyprowadzali legijny blok obronny w pole i otwierali miejsce w różnych sektorach boiska.

Kluczem była współpraca defensywnych pomocników Steauy ze stoperami. Ci pierwsi zawsze znajdowali sobie pozycję albo między napastnikami Legii:



albo obok nich, jak zaznaczony na poniższym zdjęciu na czerwono Bourceanu, który zawsze miał do dyspozycji za dużo miejsca. Na niebiesko oznaczono strefę, w której nie ma ani jednego piłkarza Legii. Linia pomocy Wojskowych znajdowała się za daleko, a Rumuni mieli wolne pole i ze spokojem rozgrywali piłkę.



Dzięki płynności ruchów w tyłach i dużych odległości między formacjami Legii piłkarze Steauy byli w stanie tworzyć między sobą trójkąty, takie jak zaznaczone na zdjęciu nr 1, lub nawet romby, tak jak na zdjęciu poniżej



- Nie robisz pressingu na piłce, ale ściskasz przestrzeń - tłumaczył w jednym z programów lider linii pomocy Manchesteru United, Michael Carrick. Niestety, najwyraźniej piłkarze i sztab Legii nie oglądają Four Four Two Performance. W przeciwnym razie wiedzieliby, że gonienie za piłką nie ma większego sensu, a tak męczyli się po pierwsze dlatego, że biegali bez sensu (Lepiej mądrze stać niż głupio biegać - jedno z ulubionych powiedzeń polskich ekspertów, znajduje tutaj zastosowanie), a po drugie dlatego, że tempo, w jakim zawodnicy gospodarzy wymieniali się podaniami, było niezwykle szybkie.

Lekcję pressingu dali za to piłkarze Steauy. Oni, zgodnie ze słowami kilkukrotnego mistrza Anglii, zawsze zamykali przestrzeń i kąty podań w ten sposób, że Legia albo piłkę traciła, albo zmuszona była do gry górą, do najdalej ustawionego zawodnika.



Widać to na powyższym zdjęciu - zaznaczeni na czerwono gracze Steauy zaciskają Koseckiego, który już i tak ma zawodnika na plecach. Jedyna opcja podania to zaznaczona kolorem niebieskim zagrywka do ustawionego w środku zawodnika. Tyle tylko, że wiedzą o tym zawodnicy Steauy i przynajmniej jednemu z nich może udać się przechwyt. Wie o tym również Jakub Kosecki. Dlatego decyduje się na zwód do zewnątrz. Skrzydłowy Legii traci jednak piłkę i rozpoczyna się kontratak Steauy.

Jeszcze lepiej problemy Legii ukazuje sekwencja trzech poniższych zdjęć. Na czerwono zaznaczone istotne pary zawodników Steauy i Legii, a na czarno Latovleviciego, który najpierw zaczyna bez jakiegokolwiek rywala, następnie ktoś goni go od strony zewnętrznej (czyli był ustawiony źle, za szeroko), a na końcu lewy obrońca Steauy wbiega pole karne i na szczęście Legii nie dochodzi do prostopadłej piłki.





Poniższa sytuacja to z kolei kluczowy moment meczu. Jak zaznaczono na żółto, Legia nadal ma problemy z kontrolowaniem przestrzeni. Zawodnicy Legii za chwilę zderzą się ze sobą, a podanie bez problemu dojdzie do zaznaczonego na czarno Bourceanu. Ten jednak zamiast podać do jednego z zawodników w środku, zdecyduje się na dużo bardziej ambitne zagranie.



Decyzja okaże się zła - Broź przejmie piłkę, która doleci do Dossy Juniora. Ten jednym podaniem zagra do Furmana i bramkowa kontra Legii zostanie uruchomiona.

Następna istotna dla przebiegu meczu sytuacja. Mimo straty gola Steaua nie zmienia swojej gry. Nadal odważnie wyprowadza piłkę spod własnej bramki, nawet w bliskim sąsiedztwie napastników Legii. Kluczowym zawodnikiem jest tutaj ten oznaczony czarną kropką. Otrzyma on od Bourceanu piłkę i zamiast skorzystać z którejś z zaznaczonych dróg podania... odwróci się. Dlaczego? Ponieważ przez ponad 50 minut gry nauczył się, że a) napastnicy Legii są od siebie bardzo daleko b) za sobą będzie miał ogrom wolnej przestrzeni, bo pomoc warszawiaków czai się za linią środkową.



Jednak tym razem legioniści trzymali poprawny blok obronny, Miroslav Radović pięknie uruchomił Jakuba Koseckiego i gdyby skrzydłowy Legii nie był na minimalnym spalonym, bylibyśmy świadkami małej sensacji.

Sytuacja z kolejnych kilku minut jest podobna - warszawscy napastnicy znowu są wysoko i bliżej nich stoi linia pomocy. Widać, jak odważnie gra zaznaczony na czerwono Latovlevici - mimo że widzi, że jego kolega jest pod presją, i tak biegnie do przodu. Dlaczego? Odpowiedź jest taka, jak powyżej - bo przez godzinę gry nauczył się, że legioniści będą spóźnieni w środku pola, a on w tym czasie zajmie bardzo wysoką pozycję.



Piłka zostanie jednak odebrana i zostanie zagrana po zaznaczonym na niebiesko torze. Akcja skończy się dośrodkowaniem, po którym groźny strzał Furmana minął bramkę.

Te kilka-kilkanaście minut było, jak zgodnie stwierdziły media i kibice, fragmentem najlepszej gry Legii w tym spotkaniu. Dlaczego? Bo sparaliżowali Steauę. Jak? Zamykając dostęp przez środek boiska, ograniczając miejsce i twardo wstawiając nogę, wykorzystując to do błyskawicznej kontry na zdezorganizowanego przeciwnika.

Dlaczego zatem przez ostatnie dwadzieścia kilka minut Legia miała problemy z obroną dostępu do własnej bramki, a piłkarze Steauy bombardowali Kuciaka strzałami? Ponieważ goście nie potrafili utrzymać małych odległości między atakiem a pomocą, co widać poniżej.





Na zdjęciu 11 węższymi liniami zaznaczono początkowe ustawienie linii Legii - niestety realizator transmisji często skupiał się na zbliżeniach lewego obrońcy Steauy, wobec czego lepsze uchwycenie tej sytuacji nie było możliwe - które było jeszcze mniej zwarte niż w momencie uchwyconym na zdjęciu.

Legia ostatecznie utrzymała wynik remisowy do końca meczu, lecz nie ulega wątpliwości, że w rewanżu czeka ją trudne zadanie. Alexandru Bourceanu skończył mecz z największą liczbą podań, która była ponad dwukrotnie wyższa od tej, jaką zanotował najczęściej podający w Legii Miroslav Radović. Nadto Bourceanu przebiegł o raptem dwa metry mniej niż Dominik Furman, który pokonał z kolei największy dystans - nieco ponad 12,5 km.

Bourceanu był w wczoraj w centrum wydarzeń, zaliczył asystę, a po jednym z jego strzałów Steaua mogła odzyskać prowadzenie. Rumun jest piłkarzem ruchliwym, podobnie jak jego koledzy, czego zdecydowanie nie można powiedzieć o Legii. Przewidywaliśmy, że Bourceanu będzie dla Steauy kluczowym zawodnikiem i tak okazało się w istocie. Teraz Legia będzie zmuszona bronić wyniku, a obrona polega na zamykaniu przestrzeni. Z czym podopieczni Urbana mieli wczoraj duży problem. Bartosz Gazda
comments powered by Disqus
facebook