Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 7 maja 2014

Jak rozwiązać taki problem?

foto: skysports.com
To był prawdziwy występ piłkarza renesansu - rozbijał akcje, rozprowadzał piłkę, szukał dryblingu, włączał się do ataków, blokował strzały. Problem w tym, że we wtorkowy wieczór na Old Trafford wszystko to Marouane Fellaini robił nie dla swojego zespołu.


To może być zbyt ostra ocena - bo przecież Manchester United w pożegnaniu z Old Trafford w obecnym sezonie wygrał. Niektórzy powiedzą, że spektakularnie, choć bardziej przez wzgląd na wydarzenia około meczowe i narrację, których oczywiście Fellaini nie był częścią. To zresztą całkiem nieprzypadkowe, że nawet w tak pozytywnym, wybijającym się zdarzeniu wielki Belg przeżywał swój mały dramat.

Wystarczyło spojrzeć na jego zachowanie przy drugim golu - gdy już James Wilson wpakował piłkę do siatki, dobijając strzał Fellainiego właśnie, Belg nie zebrał się pospiesznie, by gratulować młodzianowi. Nie - on w samotności pochylił głowę do murawy przez chwilę leżąc i następnie powoli się zbierając. Przecież to mogły być jego chwile.

Może nawet Fellaini nie powinien być osądzany przez wzgląd na cenę, którą David Moyes niefortunnie za niego wyłożył. Bo przecież tam było więcej desperacji, nieudanej próby skorzystania z wygasającej klauzuli i coraz mniej czasu do zamknięcia okienka transferowego. Jednak nie przez cenę Marouane Fellaini miał być symbolem "nowego rozdziału" Manchesteru United.

To miał być sygnał - "możemy wydawać (i to sporo za dużo), działamy bezczelnie (nawet jeśli desperacko i na ostatnią chwilę), interesują nas tylko wielcy piłkarze (wzrostem?) i szukamy zawodników z potwierdzoną klasą (choćby tylko jednym sezonem)". - To piłkarz o wielkich możliwościach i sile, który na pewno zrobi różnicę w tym składzie - mówił we wrześniu David Moyes.

Szybko przenosząc się w czasie - na Old Trafford nie ma już Davida Moyesa. A Marouane Fellaini - co tu dużo mówić - jest problemem. Na boisku, bo nie potrafi się nijak wpasować do futbolu, który Manchester United grał, ma grać i będzie grał. Poza nim, bo jest wielkim pomnikiem nieudolności klubu w zastąpieniu Fergusona, wyznacznikiem niepowodzenia Moyesa, obrazkiem przesadzonej szczodrości Woodwarda. I po prostu nie da się go przeoczyć.

We wtorkowy wieczór stawał bardziej na drodze Manchesteru United niż stanowił kolejny fragment trasy do zwycięstwa. Jego pozycja w środku pola z racji słabego rywala nie musiała ograniczać się do klasycznej gry defensywnego pomocnika, ale też nie był on tak mobilny, by nazwać go "box-to-box", a już na pewno nie był rozgrywającym. On po prostu trwał.

Buttner z frustracją zareagował, gdy mu Fellaini zablokował strzał. Van Persie machnął ręką, gdy Belg przestrzelił w jednej z ostatnich sytuacji. Januzaj pokręcił głową, gdy nie podał mu w dobrej sytuacji na skrzydło, wracając z akcją do obrońców.




Po prawdzie - to nie był tragiczny występ. Fellaini miał 95% dokładnych podań, trzy skuteczne odbiory, zaliczył (pierwszą w sezonie!) asystę, stworzył dwie sytuacje, trzy razy był faulowany... Ale dla Belga był to pełen przegląd obecnego sezonu. Zagrał dobrze, ale nie na tyle dobrze, by sądzić, że kiedykolwiek będzie na tyle... dobry. Że w ten system Manchesteru United się wpasuje.

Belg po prostu grał, jakby bardziej pasował do Hull - był piłkarzem, którego im brakuje, nie Manchesterowi United. Wysokiego, świetnie zbudowanego piłkarza, który potrafi utrzymać piłkę w ataku, zastawić ją i odegrać do wbiegających z głębi pola kolegów. Być ich celem w zagraniach z własnej połowy, przy stałych fragmentach gry i autach. Być posągiem, symbolem pewnej wielkości, oparciem w trudnej chwili pressingu rywala. Mimo wszystko - to tylko w Hull City.

I tu pojawia się kwestia tego, jak Manchester United rozwiąże problem taki, jak Marouane Fellaini. Zawodnika, którego nie chcą, bo nie potrzebują. Piłkarza o określonym talencie, ale z sezonem do zapomnienia. Talent, który "działa" tylko w specyficznych warunkach. Reprezentanta Belgii, który w piłce klubowej odnajdzie się tylko na poziomie, gdzie nie płacą prawie trzydziestu milionów za takie umiejętności.

Sprzedać po znacznej, pewnie podwójnej przecenie? Utrzymać jeszcze (na zapewne bardzo podobny) sezon i zrobić to samo? Starać się wpasować ten za duży, za wolny i za słaby technicznie "organ" w nowo tworzony zespół przez trzeciego menedżera w jego karierze na Old Trafford?

Gorzej, że coraz bardziej wygląda to tak, jakby ani Manchester United nie chciał wpasowywać Belga w swój zespół, ani Belg nie chciał grać dla Manchesteru United. Atmosfera zepsuła się już dawno, jeden kiepski mecz z Hull tego nie zmieni, choć może problem Fellainiego podkreśli.

Na Old Trafford to będzie bardzo długie lato... Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook