Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 16 czerwca 2013

Jak grała czołówka La Liga?

fot. marca.com
FC Barcelona powinna cieszyć się, że w Hiszpanii nikt nie planuje reformy systemu rozgrywek. Gdyby było inaczej, o mistrzostwo mogłoby być ciężko.


La Liga uchodzi za ligę, w której liczą się tylko dwie drużyny, będące kilka długości przed resztą. Niby jest w tym sporo prawdy, ale jak wytłumaczyć poniższe tabele?


Legenda: mecze, punkty, średnia punktów na mecz, gole zdobyte, gole stracone, średnia goli zdobytych na mecz, średnia goli straconych na mecz.


Legenda: w kolumnach mecze jako gość, w wierszach – jako gospodarz.

Real nie tylko okazał się lepszy w bezpośrednich starciach z Barceloną. Ujmując czołówkę nieco szerzej, biorąc pod uwagę 6 pierwszych lokat w teorii gwarantujących grę w pucharach, to wciąż Królewscy są górą o punkt wyprzedzając Barcelonę. Los Blancos swą dominację w meczach na szczycie przypieczętowali wspaniałą statystyką strzelonych goli, trafiając średnio niespełna 3 razy na każde takie spotkanie. Jak to możliwe, że Ligę zakończyli na drugim miejscu i to z rekordową stratą 15 punktów do Barcelony? Przede wszystkim "andaluzyjski koszmar". Drużyna Mourinho z wycieczek do najcieplejszego regionu Hiszpanii przywiozła... 0 punktów, przegrywając z Sevillą, Betisem, Granadą i Málagą. Drużyna z La Rosaleda to zresztą jedyny przedstawiciel czołówki, który znalazł sposób na to by ograć Królewskich.

Być może gdyby Florentino Pérez spojrzał na tę tabelkę nie pożegnałby się tak łatwo z The Special One. Co do Portugalczyka to aż dziw, że sam nie skonstruował podobnego zestawienia i nie zabrał go na konferencję na jednej ze swoich słynnych karteczek. Co możemy radzić wicemistrzom Hiszpanii? Przenosiny do Polski. Tu nie ma piekielnej Andaluzji, a reforma ligi, zakładająca podział na grupę mistrzowską i spadkową, gwarantuje im sukces.

Kazus Realu to jednak nie jedyny paradoks naszych wyliczeń. Nagle okazało się bowiem, że Barcelona ma znakomitą obronę. Z 13 straconymi bramkami w spotkaniach na szczycie Blaugrana bije na głowę Atlético Madryt ze zdobywcą Trofeo Zamora, Thibautem Courtoisem. To znakomita wiadomość dla Andoniego Zubizarrety. Można porzucić poszukiwania środkowych obrońców i zaoszczędzić cenne miliony w klubowej kasie, co z pewnością ukontentuje Sandro Rosella. Wystarczy kupić jakąś reinkarnację Alexa Songa i można z podniesioną głową wchodzić w nowy sezon, w którym Dani Alves i Javier Mascherano znów będą regularnie ładować piłkę do własnej bramki, bo jak widać - to żaden problem.

Ale wracamy na ziemię. Nie sposób nie zauważyć doskonałego rezultatu Realu Sociedad. Txuri-Urdin zakończyli sezon na rewelacyjnym 4. miejscu. Okazuje się, że nie był to przypadek i efekt bicia słabszych od siebie. Baskowie zaczęli co prawda sezon od kompromitującej porażki 1:5 na Camp Nou, ale im głębiej w sezon, tym większa była pewność siebie podopiecznych Montaniera. Po dwóch kolejnych minimalnych porażkach ze stołecznymi drużynami, La Real wpadł w doskonały rytm, którego nie stracił już do końca rozgrywek. Piłkarze z Anoeta na fali sukcesów przerwali trwającą od początku sezonu znakomitą serię spotkań bez porażki Barcelony oraz nie mniej imponującą passę triumfów na własnym stadionie Los Colchoneros. 3. miejsce w naszym "mistrzowskim" zestawieniu, tuż za plecami wielkiej dwójki, potwierdza wysokie aspiracje młodej baskijskiej ekipy i jest dobrym prognostykiem przed startem w Champions League.

Na tym czołówka sensu stricto się kończy. Trzy pozostałe ekipy zostają daleko w tyle. Szczególnie dziwi niskie usytuowanie Atlético. W przeciwieństwie do Realu Sociedad, drużyna Diego Simeone oparła swoją siłę na punktowaniu w pojedynkach z drużynami słabszymi od siebie. Może chwały to nie przynosi, ale ta metoda małych kroków ma w przyszłości szanse na powodzenie, zwłaszcza że drużyna z Vicente Calderon w podobny sposób (tj. wyzyskując słabszych) działa także na rynku transferowym. Do klubu trafił już przecież Léo Baptistao, a następni w kolejce są Demichelis i Patrick Ebert.

W Hiszpanii potwierdza się teoria, że do końcowych tryumfów droga prowadzi nie przez efektowne zwycięstwa w szlagierach, ale przez mozolne gromadzenie punkcików na obiektach Realu Valladolid czy Osasuny Pampeluny. Niespodzianka - te 14 pozostałych ekip naprawdę po coś w tej lidze jest. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook