Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 21 czerwca 2013

Hiszpańscy romantycy walczą o życie

fot. marca.com
Jeśli ktoś wie, jak budować zespół od podstaw, to z całą pewnością są to działacze Rayo Vallecano. Klub z dzielnicy Vallecas niebawem rozpocznie "Mission Impossible III". Dwie wcześniejsze kampanie zakończyły się pełnym powodzeniem - nie tylko udało się uniknąć spadku, ale madrytczycy dwukrotnie stawali się rewelacją hiszpańskich rozgrywek. W zakończonym niedawno sezonie prawie otarli się o europejskie puchary. Teraz zaczną budować zespół na nowo, jeszcze raz od zera.

Strach, niepewność i minimalizm to słowa stosowne do określenia corocznych przygotowań Rayo odkąd tylko wrócili do ekstraklasy. Jak dotąd każdorazowo udawało się wybrnąć z sytuacji zagrożenia. Franjirrojos w dwóch poprzednich sezonach zyskali szacunek w całej lidze. Dysponując najmniejszym budżetem w Primera Division, po pożegnaniu bohaterów rozgrywek 11/12 poczynili niebywały progres. W minionym sezonie uplasowali się na 8. pozycji - najwyższej w 89-letniej historii. Pobili także swój rekord zwycięstw w La Liga. Poprzedni, liczący 15 wygranych należał do podopiecznych Juande Ramosa (sezon 1999/2000).

Mimo to, wciąż nie są w stanie osiągnąć stabilizacji. Z klubem ponownie żegnają się gwiazdy a następców, póki co, nie widać. Rozmarzonym kibicom Rayo śniła się już Europa League, jednak klub dowodzony przez Paco Jémeza zajął 8. miejsce, a więc poza strefą europejskich pucharów. Ratunkiem mogła okazać się dyskwalifikacja Málagi, jednak stołeczny klub nie uzyskał stosownej licencji na grę w pucharach i choć odwołuje się od werdyktu TAS, marzenia o drugim w historii udziale w kontynentalnych rozgrywkach najprawdopodobniej będą musiały zostać odłożone na bliżej niesprecyzowaną przyszłość.

Ewenementem jest jednak to, iż drużyna nie jest budowana metodą prób i błędów, sumą wcześniejszych doświadczeń. Vallecano "zbiera" tych, którzy są dostępni na rynku drogą wypożyczeń lub na zasadzie wolnego transferu. Dwukrotnie zdało to egzamin. Rayo nie tylko wygrało walkę o przeżycie, ale przede wszystkim olśniło swoim stylem gry i wykreowało nowe gwiazdy. Swoją szansę na Vallecas otrzymał chociażby Diego Costa, który po półrocznym pobycie w Rojitas wrócił do Atlético jako prawdziwie utalentowany piłkarz. Wreszcie Rayo wypuściło Leo Baptistao i Lassa Bangourę. W minionym sezonie najlepszym strzelcem zespołu okazał się Piti, który gdyby był tylko nieco młodszy prawdopodobnie zawojowałby Premier League - podobnie jak Michu. W letnim mercado działacze Vallecano znów będą musieli podjąć się trudnej roboty - wyszperać z hiszpańskich klubów rezerwowych - zarówno tych nieopierzonych jak i podstarzałych, co by potrafili się podjąć gry o stawkę.

Sytuacja, w jakiej znajduje się szkoleniowiec Rayo, odpowiada tej, na którą decydują się specyficzni gracze Football Managera, znajdujący klub w najniższej klasie rozgrywkowej z zerowym budżetem i składem złożonym z zaledwie kilku grajków. Tak, tryb hardcore to wyzwanie, które podjął wraz z przedłużeniem umowy Paco Jemez. W chwili obecnej na liście płac brakuje choćby jednego bramkarza i nominalnego napastnika. Daniemu Giménezowi i Cobeño wygasły kontrakty, a Rubén wrócił do macierzystego klubu po zakończeniu wypożyczenia. W kadrze nie ma również żadnego napastnika. Wcześniej wspomniani delanteros byli wielkim atutem klubu ze stolicy. Stanowili punkt odniesienia dla reszty ekipy. Teraz także i oni opuścili szatnię w Vallecas.

Reasumując, w przeciągu trzech lat z Rayo pożegnało się aż 50 piłkarzy, z czego zaledwie za trzech wpłynęła kwota odstępnego do kasy klubowej (Coke Andújar, Michu, Leo Baptistao). Jedynym zawodnikiem, który jest na Vallecas nieprzerwanie od momentu wywalczenia awansu do Primera Division jest Tito, a przed rozpoczynającym się nowym sezonem, zespół pozna po raz kolejny nowego, już szóstego od 2011 roku kapitana.

Sezon 12/13 zwiastuje lata świetności czy był raczej apogeum przed bolesnym upadkiem? Działanie z nożem na gardle najwidoczniej weszło w krew pracownikom przy Payaso Fofó. Nic jednak nie wskazuje na to, by Vallecanos mogli powtórzyć tegoroczne sukcesy. Wszystko wskazuje na to, iż sen o Europie zostanie odłożony na dalszy plan, gdyż w niedalekiej perspektywie zespół z Vallecas znów czeka mordercza walka o utrzymanie. O ile zdążą skompletować kadrę, gdyż treningi wznawiają już 10. lipca. Nazwiska w mediach się przewijają, choć są to raczej nieśmiałe napomknienia o zawodnikach, których na Vallecas potrzebują. A jakich potrzebują? Nieprzeciętnych, z zamiłowaniem do gry dobrego futbolu. Nie lubię ludzi przeciętnych, obojętnych, którzy nie korzystają z szans. "Chcę ludzi, którzy lubią grać dobry futbol" - opisuje charakterystykę pożądanych piłkarzy trener Vallecano. Czasu niewiele, ale przecież mają Paco Jémeza i wsparcie wszystkich futbolowych romantyków.

Maciej Koch
comments powered by Disqus
facebook