Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 18 marca 2013

Gra o amerykański tron

fot. MLSSoccer.com
Don Garber, komisarz Major League Soccer, jest człowiekiem sukcesu. Wytycza sobie cele, do których dąży niestrudzenie od kilkunastu lat. Cele te, dla wielu niezbyt realne, stają się faktem szybciej, niż mogłoby się wydawać. Teraz komisarz zamierza sprawić, by MLS zdobyła miano najlepszej ligi na świecie. Śledzący poziom sportowy i organizacyjny tych rozgrywek wiedzą jednak, że będzie to niemożliwe bez zdominowania kontynentalnych północnoamerykańskich pucharów. A to wiąże się z pokonaniem Meksyku.

Garber chce, by w 2022 roku najlepsi piłkarze świata podpisywali kontrakty z ligowymi potentatami, a poziom sportowy wzrósł na tyle, by przyciągnąć sponsorów i większą publiczność przed telewizorami. Medialność ligi wzrasta, jednak nadal ustępuje innym profesjonalnym ligom: koszykarskiej, futbolowej i hokejowej. Liga MX, mający długie tradycje czempionat południowego sąsiada, wyrobił sobie markę, z którą już teraz liczyć się muszą najwięksi gracze w tej części świata. Bardzo przemyślany system rozgrywek i rozwijany na przestrzeni lat system szkolenia sprawiły, że najlepsze meksykańskie drużyny w północnoamerykańskiej Lidze Mistrzów odprawiały z kwitkiem ekipy z Hondurasu, Kostaryki czy Salwadoru. Ze Stanów Zjednoczonych również. W tym roku jednak Los Angeles Galaxy bez problemów wyeliminował Herediano z Kostaryki, a prawdziwą sensację sprawił trzeci klub MLS, Seattle Sounders. Tigres, jeden z najbardziej utytułowanych klubów Meksyku, przegrał ze skazywanymi na porażkę ekipą „Rave Green” na własnym stadionie 1:3, żegnając się z turniejem już w ćwierćfinale. Po tym meczu pojawiły się głosy, że Stany Zjednoczone atakują pozycję lidera na kontynencie i trofeum pojedzie w tym roku do nich. To wiązałoby się z występem na Klubowych Mistrzostwach Świata. Po raz pierwszy w historii istnienia tych rozgrywek klub z MLS stanąłby przed taką szansą.

Nie każdy jednak dostrzega, że Liga MX i MLS będą różnić się dopóty, dopóki różnić się będą systemy rozgrywek. Upodobniana na wzór europejski liga meksykańska rozgrywa sezon w systemie jesień-wiosna, z Aperturą i Clausulą. Mistrz jest wyłaniany dwukrotnie. Spadki i awanse czynią ją bardziej dynamiczną i zróżnicowaną. W Meksyku nie można kupić sobie miejsca w lidze, kto wygrywa ten gra dalej, kto utrzyma równą formę przez cały sezon zgarnia wszystko. MLS jest podzielona na etapy i klub wytycza sobie w ciągu sezonu kilka celów: najpierw awans do play-offów, następnie przejście kolejnych faz, wygrana na szczeblu konferencji a na końcu mistrzostwo całej ligi. Jest to z pewnością motywujące, jednak połowa klubów już w połowie sezonu kończy zabawę o jakiekolwiek punkty. System wiosna-jesień rozmija się nieco z kalendarzem FIFA i okienkami transferowymi, przez co kluby muszą szukać piłkarzy w Europie wśród takich, którzy nie posiadają kontraktu z żadnym klubem.

Meksyk kocha piłkę nożną z wyboru, Stany Zjednoczone z rozsądku. Po Mistrzostwach Świata w 1970 roku kraj zapałał miłością do futbolu tak bardzo, że zaczęto na nowo organizować rozgrywki i organizować nowe kluby. Podobnie zrobili północni sąsiedzi po swoim mundialu w 1994 roku, jednak zanim doszło do ostatecznego uformowania się drużyn biorących udział w mistrzostwach i zanim postawiono pierwszy piłkarski stadion, rozpoczął się XXI wiek. Obecne zasady dobierania piłkarzy do klubów (draftu) i kryteria przyznawania licencji na występ w lidze mają niewiele, bo około dziesięciu lat. Dość powiedzieć, że niewielkie i nie zawsze wypełnione stadiony amerykańskie wyglądają przy tętniących życiem obiektach w Meksyku (np. na stołecznym Olimpico Universitari, 63 tysiące miejsc) jak zebranie kółka różańcowego.

Władze Major League Soccer walczą nieustannie z problemem frekwencji, a zadanie powinien im ułatwić rosnący poziom sportowy. Z tego powodu za sprawę honoru uznaje się trafione decyzje transferowe, za które nie zawsze odpowiadają klubowe zarządy, ale coraz częściej władze ligi. W zeszłym tygodniu do Seattle Sounders trafił Obafemi Martins, a pamiętajmy, że na tamtejszych boiskach biegają już Robbie Keane, Thierry Henry, Landon Donovan, Carlo Cudicini czy Marco Di Vaio. Biegają i mają się dobrze. Zaskakują również po raz pierwszy o dłuższego czasu młodzi piłkarze, debiutanci wybrani w drafcie. Cieszy trafna decyzja Garbera o podpisaniu współpracy z trzecią klasą rozgrywkową w Stanach (formalnie osobnym tworem), dzięki czemu rezerwy klubów MLS będą mogły ogrywać się w niższej lidze. Dumni Jankesi uważają jednak, że najlepszym miejscem do wychowywania młodych amerykańskich piłkarzy jest... Meksyk, gdzie gra kilku piłkarzy niespełnionych w ojczyźnie. Kibice wierzą, że kiedyś wrócą, lepsi i bogatsi w doświadczenie. Nie biorą jednak pod uwagę, że z Meksyku wiedzie krótsza droga do Europy niż ze Stanów Zjednoczonych.

Osobiście bardzo liczę na sukcesy klubów takich jak Los Angeles Galaxy czy Seattle Sounders. Są to dwa z kilku zespołów, które mogą w tej chwili nawiązać walkę z firmami pokroju Santos Laguny, Tigres czy Monterey. Jeżeli Donovan, Keane i spółka pokonają Monterey w CONCACAF Champions League i awansują do finału, może to być zapowiedź nowego etapu w amerykańsko-meksykańskiej rywalizacji. Rywalizacji budzącej emocje do tej pory głównie na szczeblu reprezentacyjnym, teraz z szansami na grę nie tylko do jednej bramki w wydaniu klubowym.

Z pewnością o rosnącej presji wie komisarz Garber, któremu pozostało dziewięć lat na dogonienie lig europejskich. Wówczas jednak Meksyk powinien być już dawno w tyle, a w finale Klubowych Mistrzostw Świata 2022 mistrz MLS musi stoczyć wyrównaną walkę z Barceloną, Realem Madryt lub innym najlepszym w tym czasie klubie Europy.

Tobiasz Pinczewski Tobiasz Pinczewski
comments powered by Disqus
facebook