Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 30 października 2013

Glik jako pierwsza deklaracja Nawałki?

foto: skysports.com
Żadna konferencja prasowa, wywiad czy rozmówka nie zastąpią wrażenia, jakie nowy selekcjoner wywiera na kibicach swoimi pierwszymi powołaniami. Przedstawiając siebie jako człowieka z pomysłem na Lewandowskiego, Adam Nawałka listą zawodników z klubów zagranicznych dał też do zrozumienia, kto do jego wizji nie przystaje.

Kamil Glik, kapitan Torino, legenda stadionu Olimpijskiego w Turynie, główny bohater przyśpiewek i raperskich kawałków. Przy okazji postrach napastników, bezkompromisowo używający łokci, kopniaków i pięści w starciach z najlepszymi atakującymi Serie A oraz kilka kolejnych mitów związanych z byłym stoperem Piasta Gliwice. Jeden z czterech najczęściej grających polskich piłkarzy w zakończonych spektakularną klapą eliminacjach do przyszłorocznego mundialu, Kamil Glik znalazł się poza planem Adama Nawałki.

Pod czujnym okiem Waldemara Fornalika miał w reprezentacji okrzepnąć i być liderem środka obrony, ale momenty jeśli były, to skończyły się wraz z samobójczym golem w sparingu z Urugwajem. Tuż po naprawdę udanym meczu z Anglią, też jako zapowiedź przyszłych fatalnych miesięcy Glika w kadrze. Kolejne pojedynki z Irlandią, Ukrainą, Czarnogórą i te dwa nieszczęsne starcia na koniec eliminacji to już materiały do analizy jak nie budować linii obrony, jak źle mogą ze sobą stoperzy współpracować, jakie banalne błędy popełniają indywidualnie.

Glik poniekąd jest świetnym odniesieniem dla eliminacji kadry Fornalika. Młody, ale też odziedziczony po poprzedniku. Zdolny, ale wymagający pracy, rozmowy i wskazówek, których oczywiście zabrakło. Lider, który na takiego wychodził tylko w wywiadach, rzadko na boisku. Aspirujący, którego aspiracje - jak i drużyny - realnie skończyły się na warszawskim meczu z Anglią.

Czy teraz jest on ofiarą promocji Fornalika, czy bardziej niepasującym elementem w świeżej układance Nawałki? Zdrowy i wciąż grający w Torino, Serie A zawodnik poza pierwszymi powołaniami człowieka, który przecież tak włoski futbol sobie ceni, ponoć ze wszystkimi aspektami taktycznymi włącznie?

Oczywiście brak Glika wywołał dyskusję o tym jak powinna wyglądać obrona reprezentacji - i to na pewno nie dwie wieże, może skuteczne przeciwko drużynom, które grają futbol prosty, bezpośredni i polegający na toczeniu batalii powietrznych, ale zbyt wolno operujące w starciach z ruchliwymi konusami, którzy balansem ciała szybko gubią w dryblingu tych dryblasów. Czy też nawet zmuszając ich do fauli w strefach zagrożenia.

Tylko czy taka diagnoza jest poprawna? Talent defensywny Kamila Glika był i jest inaczej wykorzystywany przez trenera klubowego i selekcjonera. Giampiero Ventura gra trójką z tyłu, a ten system w Polsce wciąż jest przecież kojarzony z zamierzchłymi czasami, herezją oraz Dragomirem Okuką. Debata o wszelkich zmianach taktycznych wciąż jest nie na miejscu, bo Adam Nawałka chociaż obiecywał dobranie tejże do dostępnych wykonawców, rewolucji się nie będzie podejmował. Przynajmniej nie tej przy magnetycznej tablicy odwzorowującej boisko...

Oczywiście Adam Nawałka mógł uznać, że Kamil Glik ostatnimi występami nie przejawiał zdolności do przemianowania się z gry w trójce stoperów na grę czterema w linii. Przypomnijcie sobie błąd w meczu z Czarnogórą, gdy tak ochoczo wyskoczył on ze swojej pozycji zostawiając tam wyrwę wykorzystaną przez rywali - w klubie zwykle takie zapędy ratuje grający w środku kolejny stoper.

Jednak tych spotkań do kolejnych eliminacji pozostało Nawałce znacznie mniej niż miesięcy, a więc brak powołania dla piłkarza, który ostatnio zmagał się z Gonzalo Higuainem jest czymś więcej niż tylko wolą sprawdzenia innych opcji. Jeśli nie doszło do zawirowań zdrowotnych, o ile nagle Glik nie wylądował w gipsie, albo po prostu kiedyś w przeszłości zadarł z nowym selekcjonerem, główne wytłumaczenie może być jedno - Adam Nawałka nie ceni sobie obrońcy Torino.

Tym dziwniejsze to się wydaje, że poza taktycznymi niedoskonałościami, brakami w technice czy błędami z poprzednich eliminacji, Kamil Glik przejawia większość z cech, których Nawałka zdaje się szukać u swoich piłkarzy. Ambicję, chęć ciężkiej pracy, pewnego rodzaju zachowania na murawie i posłuszeństwo wobec woli trenera (inaczej nie dostałby opaski kapitańskiej w Torino). Już sam brak tych aspektów u sporej liczby doskonale nam znanych kandydatów nakazuje zadanie pytania - czy Glik jest na tyle futbolowo ograniczony, że osobowością nie jest w stanie nadrobić do Szukały, Jędrzejczyka czy Kowalczyka?

Dwa mecze towarzyskie to doskonała okazja do wypróbowania i wyciągnięcia przynajmniej minimalnych wniosków z współpracy dwóch różnych par stoperów. Zakładając, że powołany zostanie Kamiński z Lecha, ale też Rzeźniczak z Legii, to intencją selekcjonera może być dalsza rotacja. A może - iście diabelski to plan Adama Nawałki - Glik jest dla niego opcją tak pewną i przyszłościową, że niepotrzebną na najbardziej wstępnym z kolejnych etapów selekcji?

Tylko, że od trenera przy okazji pierwszych powołań oczekiwano pewnego oświadczenia - że będzie hołd dla Ekstraklasy (przynajmniej ośmiu z ligi dostanie list od selekcjonera) można było się spodziewać, ale odstawienia jednego z liderów poprzednich eliminacji nikt nie oczekiwał. Deklarację Nawałki więc lud otrzymał, tak samo jak temat do dyskusji. Żadnym jednak powołaniem selekcjoner nie zastąpi wrażenia kibiców po pierwszych spotkaniach. Oby wreszcie na zero z tyłu. Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook