Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 11 listopada 2013

Eriksen nie jest Krulem

fot. skysports.com
31 strzałów, w tym 14 celnych, 0 goli. Z takim bilansem Tottenham Hotspur zakończył swoje dzisiejsze spotkanie z Newcastle United. Za tę statystykę w głównej mierze odpowiadają tytułowe postacie.

Łatanie dziur

Od momentu, gdy stało się jasne, że Bale opuszcza Londyn, Andre Villas-Boas zmagał się z problemem ponownego poukładania zespołu i stworzenia jedenastki, która nadal będzie grać o Ligę Mistrzów. Mając do dyspozycji sporo pieniędzy, zdecydował się na kilku różnych zawodników, w tym Christiana Eriksena.

Co prawda następcy Bale'a upatrywano raczej w Androsie Townsendzie - zresztą Anglik trafił nawet do reprezentacji i grał chociażby w meczu z Polską, gdzie kręcił Grzegorzem Wojtkowiakiem. Townsend jednak nie zdradza takiego potencjału, jak Walijczyk - ba, wydaje się, że to właśnie on znacznie lepiej nadawałby się na lewą obronę niż Bale. Jest bardzo dynamiczny, lubi grać na szybkości i jest obdarzony mocnym strzałem. Z drugiej strony, jak to często bywa ze skrzydłowymi, ma dość ograniczoną wyobraźnię, zbyt często ma przed oczami tylko bramkę, a jego współpraca z kolegami pozostawia sporo do życzenia (w Tottenhamie już jest jeden taki zawodnik).

Rozgrywający zamiast skrzydłowego

W tej sytuacji można być pewnym, że Andros Townsend szybko nie wejdzie w buty Bale'a. Ale nie jest to konieczne. AVB ma do swojej dyspozycji fantastycznego piłkarza, który potrzebuje, co prawda, trochę czasu na adaptację, ale powinien dostarczyć sporo radości kibicom Spurs. Mowa oczywiście o Christianie Andersenie Eriksenie, którego talent do tworzenia i wyobraźnia dorównuje tej, z której słynny był jego wielki rodak. W spotkaniu z Newcastle Eriksen zanotował 9 kluczowych podań (za whoscored.com). Duńczyk znakomicie znajdował kolegów i choć miał jedynie 71% dokładność podań, to nie ma wątpliwości, że był autentycznym rozgrywającym i bez niego nie byłoby nawet okazji do zmarnowania. Tym razem wyjątkowo przygaszony był Sigurdsson, za to Townsend był zbyt często zapatrzony w bramkę, a jego przewidywalny styl ułatwiał zadanie Santonowi (zresztą prawonożnemu obrońcy grającemu po lewej stronie, co nie jest bez znaczenia).

Jestem zwycięzcą Krulem

Bohaterem spotkania został jednak holenderski bramkarz Srok, Tim Krul, który wybronił wszystkie strzały zmierzające na jego bramkę (raz wspomógł go Yanga-Mbiwa). Krul nie należy do czołowych bramkarzy Premier League, zresztą mało kto zwracał na niego uwagę w zeszłym sezonie, gdy zespół z St. James' Park tracił gole seriami. Jest jednak obdarzony świetnym refleksem i dobrze się ustawia na linii, a w tym spotkaniu musiał się wykazać dokładnie tymi przymiotami. Głęboko ustawiona linia obrony Newcastle zajmowała się dośrodkowaniami, zostawiając Holendrowi interwencje na samej linii bramkowej. Można też zauważyć, że w przynajmniej paru sytuacjach piłkarze Tottenhamu sami kreowali go na bohatera, uderzając blisko środka bramki - sam Eriksen oddał tego typu strzał z rzutu wolnego. Niemniej to Holender zebrał burzę braw i przez najbliższy tydzień będzie z siebie zadowolony.



Co jednak będzie dalej? Jeśli Pardew utrzyma swój zespół na właściwej ścieżce, Krul jeszcze nieraz będzie bardzo ważnym piłkarzem dla swojego zespołu. Niemniej, trudno spodziewać się, by akurat teraz zrobił kilka kroków do przodu i wskoczył do absolutnego topu golkiperów (choć jest to prawdopodobne). Za to Eriksen w zasadzie nie ma innego wyjścia, jak być na koniec sezonu wymienianym w jednym rzędzie z Silvą, Cazorlą, Ozilem i Matą. Jeśli tak się nie stanie, rozczarowanie będzie ogromne. Nie można mieć jednak wątpliwości - to był bardzo udany transfer Villasa-Boasa. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook