Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 26 października 2013

Dwie drogi na szczyt

fot. skysports.com
Są różne metody rywalizacji o wysokie cele. Można oprzeć się na sowitym budżecie, doświadczonym menedżerze i wysoko opłacanych piłkarzach. Można też postawić na pracę u podstaw. Tak jak Burnley w walce o awans do Premier League.

Dzisiejszego popołudnia o godzinie 18.00 15.00 lokalnego czasu na Turf Moor dojdzie do pojedynku lidera z wiceliderem tabeli Championship. O ile drugie miejsce Queens Park Rangers w klasyfikacji zaplecza angielskiej ekstraklasy nie stanowi żadnej niespodzianki, o tyle pierwsza pozycja Burnley śmiało może aspirować do miana sensacji. Mowa przecież o dwóch klubach, które łączy wspólny cel, ale które obrały dwie odmienne strategie swojego wzrostu.



Odchudzanie płac

- Początek sezonu w wykonaniu Burnley zaskoczył nas wszystkich - przyznał w rozmowie z "Krótką Piłką" redaktor naczelny serwisu kibiców the Clarets, "No Nay Never", Jamie Smith. - Nikt nie mógł przewidzieć, że zanotujemy najlepszy start rozgrywek od ponad 100 lat [dokładnie od 1897 roku], zwłaszcza po tym, jak sprzedaliśmy Charliego Austina parę dni przed inauguracją sezonu.

Burnley ukończyło poprzednie rozgrywki w środku tabeli Championship i niewiele wskazywało na to, by mogło liczyć na cokolwiek więcej w bieżącym sezonie. Ostatnie miesiące na Turf Moor spędzono na odchudzaniu listy płac - tak, aby przygotować się już do rozgrywek 2014/2015, gdy klub nie będzie mógł liczyć na tzw. płatności spadochronowe, wynikające ze spadku z Premier League w 2010 roku. Wschodnią część hrabstwa Lancashire opuścili latem bramkarz Lee Grant, wychowanek Chris McCann i napastnik Martin Paterson, skuszeni wyższymi zarobkami w, odpowiednio: Derby, Wigan i Huddersfield. Wreszcie, do... QPR sprzedany został najlepszy strzelec the Clarets w poprzednim sezonie - Charlie Austin.

Tymczasem tylko Ross Wallace i Dean Marney zgodzili się na podpisanie nowych kontraktów na niższych apanażach. Co więcej, drużynę wzmocnili jedynie pozyskani na zasadzie wolnych transferów Tom Heaton, David Jones, Scott Arfield czy Ryan Noble. Pod koniec okresu transferowego wypożyczono również ze Stoke Michaela Kightly'ego.

Skład gwiazd

Queens Park Rangers stanęło w maju przed następującym dylematem: jak odchudzić prawdopodobnie przekraczającą... budżet klubu listę płac i jednocześnie zgromadzić na tyle mocną kadrę, aby natychmiast powrócić do elity. Z Loftus Road odeszły najbardziej kosztowne nabytki ze stycznia. Christophera Sambę udało się sprzedać z powrotem do Anży Machaczkała, jeszcze zanim rosyjski klub znalazł się w rozbiórce. Do Newcastle wypożyczony został z kolei Loïc Rémy.

Harry Redknapp rozpoczął wzmocnienia od transferu do swojego... sztabu. Następnie wykorzystał swoją reputację i kontakty. Do występów w zachodniej części Londynu przekonał najpierw wracającego do zdrowia po długiej kontuzji Richarda Dunne'a, a później niemieszczących się w kadrze Tottenhamu Benoît Assou-Ekotto i Niko Kranjčara. Dodając do tego pozostanie w klubie szeregu innych wysokiej klasy zawodników, powrót z rocznego pobytu w Marsylii Joey'ego Bartona oraz wspomniany zakup Austina, QPR może pochwalić się niespotykanie mocnym składem na poziomie drugiej klasy rozgrywkowej.

Praca u podstaw

Cel zarówno Burnley, jak i Rangers stanowi ponowny awans do Premier League. Różnica pomiędzy oboma klubami polega na tym, że na Turf Moor postanowiono postawić na długofalowy rozwój klubu na wielu płaszczyznach. Łatwo zidentyfikować dwie główne przyczyny takiej strategii. Po pierwsze, to jedyna droga, aby nawiązać rywalizację z tzw. liderami rynku, czyli większymi i bogatszymi ligowymi konkurentami. Po drugie, tym samym Burnley będzie zdecydowanie lepiej przygotowane na potencjalną promocję do ekstraklasy, niż miało to miejsce przed kilkoma laty.

Zamiast w nowych zawodników, klub zainwestował w działy naukowo-medyczny czy rekrutacji. Wprowadzono też szereg innowacyjnych inicjatyw obliczonych na poprawę meczowego doświadczenia, zwiększenie spadającej frekwencji na meczach i przyciągnięcie na stadion większej grupy młodych widzów. W podobny, cierpliwy sposób budowany jest prowadzony od blisko roku przez Seana Dyche'a zespół.

- Trzy cechy, których wymagam od swoich zawodników i członków sztabu szkoleniowego to duma, pasja i zaangażowanie - tak przedstawił swoją filozofię menedżer Burnley w programie BBC, "Football Focus", przed trzema tygodniami. - Sean Dyche zbudował niesamowicie dobrze zorganizowaną drużynę z wąskiej kadry, a jej przygotowanie fizyczne stoi na niewiarygodnie wysokim poziomie - dodał Smith.

Pierwszym zadaniem Anglika była poprawa gry w obronie zespołu, który na początku ubiegłych rozgrywek tracił średnio ponad dwa gole na mecz. To udało mu się od razu, ale nie bez konsekwencji. Burnley miewało bowiem poważne problemy ze strzelaniem goli, a - co za tym idzie - z wygrywaniem spotkań w drugiej połowie sezonu. Trzeba było poczekać na bieżące rozgrywki, aż the Clarets osiągną równowagę pomiędzy atakowaniem a bronieniem.

Atak a obrona

QPR zawdzięcza swoją wysoką pozycję w tabeli przede wszystkim dobrej grze w defensywie. Drużyna Redknappa zachowała czyste konto w aż ośmiu spośród jedenastu ligowych gier, notując pięć kolejnych zwycięstw w stosunku 1:0. Jako jedyna pozostaje niepokonana na poziomie Championship. Tymczasem Burnley nie tylko traci mało goli (siedem w dwunastu meczach), ale również sporo ich strzela. The Clarets mogą pochwalić się najlepszą różnicą bramek (+ 15) w lidze dzięki temu, że aż w ośmiu spotkaniach uzyskali co najmniej dwa trafienia. Na swoim koncie mają obecnie sześć wygranych z rzędu oraz dziewięć w ostatnich dziesięciu meczach w lidze i Pucharze Ligi. We wtorek podejmą u siebie West Ham w IV rundzie Capital One Cup.

Po sprzedaży Austina Dyche postawił w ataku na duet Danny Ings - Sam Vokes, który wpisuje się na listę strzelców jak na zawołanie. Ponadto zarówno Heaton w bramce, Jones w środku pola, jak i Arfield oraz Kightly na skrzydłach okazali się wzmocnieniami zespołu. Dzięki swojej dumie (dziadek Heatona był kibicem Burnley), pasji i zaangażowaniu (Kightly wykonuje morderczą pracę w defensywie) perfekcyjnie wpisali się w filozofię gry swojego menedżera, dodatkowo dodając drużynie nową jakość w podaniach (Jones) i wykończeniu akcji w polu karnym (Arfield).

W tym samym czasie Austin szybko zaaklimatyzował się w stolicy i właśnie jego gole najczęściej rozstrzygają o zwycięstwach Rangers. Jego powrót na Turf Moor stanowi jeszcze jeden smaczek dzisiejszej konfrontacji. Napastnik może spodziewać się pewnie mieszanego przywitania ze strony lokalnych kibiców. Z jednej strony, zrobił dla klubu wiele dobrego i pozwolił mu zarobić kilka milionów funtów na swojej sprzedaży. Z drugiej, opuścił go bez większego żalu.

Duch a pieniądze

- Wokół zespołu utworzyła się prawdziwa wiara, ale nie sądzę, by ktokolwiek tracił głowę - dodał Smith, przypominając że znajdujemy się ciągle w początkowej fazie sezonu i że the Clarets w żadnym wypadku nie należą do faworytów w walce o promocję do Premier League. - Jeśli Burnley wygra, stanie się poważnym kandydatem w rywalizacji o awans. Ciekawe byłoby to, jak zawodnicy i sztab szkoleniowy poradzili sobie z presją towarzyszącą rosnącym oczekiwaniom i wymagającej publice na Turf Moor.

Czas pokaże, czy Burnley rzeczywiście będzie w stanie nawiązać rywalizację z Queens Park Rangers na przestrzeni pełnego sezonu. Dziś ma szansę udowodnić, że bez wielkich pieniędzy, ale z konsekwentnie realizowaną długofalową strategią i pewną kulturą pracy, można postawić trudne warunki i napędzić stracha liderom rynku. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook