Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 12 października 2013

Dominik Furman: cały czas się uczę

foto: legia.com
Jakie zadania wykonuje dziś środkowy pomocnik? Kto robi największe wrażenie w ligach europejskich? I wreszcie - jak gra Dominik Furman? Na te i inne pytania odpowiada sam zainteresowany, piłkarz Legii Warszawa i kapitan reprezentacji Polski do lat 21.

Polska kadra do lat 21 przygotowuje się do ważnych spotkań: w sobotę przeciwko Szwecji na stadionie Cracovii, a także do wyjazdowego starcia z Turcją. Dominik Furman jest jedną z ważniejszych postaci tej drużyny, nie tylko w szatni, dzięki czemu zdobył opaskę kapitana, ale także na boisku, gdzie ze środka pola dyryguje grą zespołu.

Jacek Staszak: Dużo myślisz o piłce?

Dominik Furman: Cały czas, może czasami za dużo, tak mi się wydaje. Nawet gdy mam dzień wolny, albo podczas wakacji, to ta piłka się przewija i czasami mi się wydaje, że tego jest za dużo.

Myślisz o nadchodzącym meczu?

Częściej o poprzednim, zastanawiam się co tam się działo, ale o następnym również – gdy coraz bliżej meczu, to myśli się, co się wydarzy. O poprzednim myślę chyba najwięcej.

Pytam z tego względu, że w rozmowach pomeczowych uwagę zwracasz na taktykę. To zagadnienie cię fascynuje?

Tak, taktyka to jedna z najważniejszych rzeczy w piłce, oglądam sporo meczów lig zagranicznych, patrzę, jak zachowują się zawodnicy na mojej pozycji i nawet zwykłe przesuwanie się piłkarzy daje okazję do wyciągnięcia wniosków. Ale jeśli chodzi o czytanie na temat taktyki, czy szukanie informacji, to nie, tego nie robię. Patrzę jak wygląda taktyka w praktyce, bo w teorii każdy może napisać swoje przemyślenia i może mu się wydawać, że to jest prawda, ale jednak praktyka jest najważniejsza, bo wszystko to, co na papierze, musi się sprawdzić.

Czego wymaga się dzisiaj od środkowego pomocnika?

Od rozgrywającego bramek, asyst i tego, żeby ta gra była płynna, a od defensywnego, żeby jak najwięcej piłek odebrał i dostarczył jak najszybciej do pomocnika ofensywnego, skrzydeł, czy napastnika. Możemy się zagłębiać w statystyki, żeby defensywny pomocnik notował dużą celność podań, też jak najwięcej tych podań powinno być do przodu. Gdybym był trenerem, tego bym wymagał.

Zwracasz uwagę na statystyki?

Na celność podań – nie, nigdy tego nie widziałem. W lidze hiszpańskiej czy angielskiej widzimy te statystyki, porównanie zawodników pod tym kątem. Nie wiem, czy w lidze polskiej są takie statystyki, np. porównanie Furmana z Chrapkiem.

W jaki sposób taktyka kształtuje twoją grę?

W treningach taktycznych trzeba wszystko przeanalizować jak to się powinno robić. W trakcie treningu trener mówi: „przesuń tu, przesuń tam”, „pobiegnij tutaj”, ale najważniejszy jest tak naprawdę mecz, bo tam masz przeciwnika, który pobiegnie w takie miejsce, na które nie pobiegnie kolega na treningu. Trzeba być elastycznym i nie patrzeć się na jedno rozwiązanie, trzeba mieć w głowie kilka opcji.

Wiele osób mówi, że jesteś jednym z lepszych zawodników w kraju, jeśli chodzi o daleki przerzut piłki. Czytałem kiedyś takie zdanie, że „możliwość zagrania widzi się wtedy, gdy potrafi się to wykonać”, czy może więc zdarzyć się sytuacja, że dostrzegasz jakąś opcję zagrania, ale nie umiesz tego zrobić, czy jednak może to zawsze jest intuicja i automatyzm?

Czasami tak jest, że widzi się kolegę i coś przychodzi do głowy. Ja miałem taką sytuację w meczu ze Steauą Bukareszt, gdy wykonywaliśmy rzut wolny i mieliśmy takie rozwiązanie, żeby zrobić to na dwa razy. Kiedy już podbiegałem do piłki, to zauważyłem, że zawodnik Steauy przesuwa się w to miejsce, gdzie miałem zagrać i on momentalnie wybił mnie z myśli i w ułamku sekundy musiałem podjąć inną decyzję, podałem do Kosy, który w ogóle się nie spodziewał piłki, to go zaskoczyło i on też za wiele w tej sytuacji nie mógł zrobić. Tak jest czasami, że widzi się zawodnika kątem oka, ale obrońca też to widzi i się przesunie, to już traci się koncepcję i trzeba szybko zmienić decyzję. W Europie jest wyższy poziom, chciałbym się odnosić do tych meczów, co prawda na razie dwie porażki po 1:0, ale nie wydaje mi się, byśmy grali jakoś naprawdę źle, ale trzeba powiedzieć, że w Lidze Europejskiej trudniej jest rozegrać dobry mecz.



Po spotkaniu ze Steauą sporo osób mówiło, że nie sprawdziłeś się w roli wykonawcy rzutów wolnych i rzutów rożnych, choć wykonujesz je już od dłuższego czasu. W meczu z Wisłą z kolei to wychodziło nieźle, szczególnie wrzutka do Tomasza Brzyskiego. Niektórzy mówią, że stałe fragmenty można łatwo wykorzystać, ale też łatwo obronić. Ale czy samo wykonywanie stałych fragmentów jest trudne?

W meczach ze Steauą mieliśmy do czynienia z dwiema wieżami i trzeba było ich jakoś ominąć. Zarówno Szukała i Gardos radzili sobie z piłkami, które posyłane były w to miejsce, w które chcieliśmy zagrać i ludzie wtedy mówią, że to już jest zła piłka. Pomijając te spekulacje, czy one były dobre, czy złe – ja wiem swoje. Stałe fragmenty są łatwe do obrony, ale są też łatwe do zdobycia bramki, można wyćwiczyć i poświęcić mnóstwo czasu, ale ciężko jest to wszystko zgrać, musi być chwila, dobry timing nabiegającego, ale gdy zostanie dobrze pokryty, to zawsze będzie ciężko.

Grałeś przeciwko Gundoganowi i Rakiticiowi, choć największe wrażenie na tobie zrobił Taison, jak powiedziałeś w wywiadzie dla „Weszło”...

..ale tylko dlatego, że oni nie grali wtedy na sto procent swoich możliwości.

No właśnie, w tym sezonie grałeś już przeciwko znanym rywalom, którzy grali jednak na sto procent i mam tutaj na myśli dwóch środkowych pomocników: Bourceanu ze Steauy i Hernanes z Lazio. Zrobili na tobie wrażenie jako zawodnicy?

Na pewno są to piłkarze bardzo dobrzy, ale jeśli miałbym ich porównywać, to lepszy jest zdecydowanie Hernanes. Bourceanu jest zawodnikiem bardziej defensywnym, Brazylijczyk jednak gra trochę wyżej, może gdyby grali razem, to dobrze by się uzupełniali, ale to Hernanes jest postacią na pewno bardziej znaną i ogólnie lepszym zawodnikiem. Podobał mi się spokój w grze i jednego i drugiego, cwaniactwo boiskowe, widać było, że nie grali pierwszego meczu w Europie, tylko mają ich na koncie już kilkanaście lub kilkadziesiąt. Ja dopiero zaczynam swoją przygodę na tym szczeblu, ale mam nadzieję, że w przyszłości moja gra będzie bardziej dojrzała.

Czyli wyciągnąłeś lekcję ze starcia z Hernanesem?

W każdym meczu można się czegoś nauczyć, ale od Hernanesa mimo wszystko dużo więcej niż ze spotkań w Ekstraklasie.

Mówisz, że oglądasz dużo meczów lig europejskich. Jakie są twoje ulubione rozgrywki?

La Liga, choć oglądam zarówno ligę angielską i hiszpańską, czasem jeszcze niemiecką, o której jednak często zapominam. Z Kibu Vicuną, asystentem trenera Urbana, rozmawiałem o Hiszpanii i doszliśmy do wniosku, że tam jest więcej taktyki, w Anglii z kolei jest większa żywiołowość gry. Może i mecz średniaków – Southampton – West Ham będzie ciekawszy niż choćby Celta Vigo – Osasuna i pewnie większość ludzi tak by powiedziało, ale ja chyba wolałbym obejrzeć ten drugi.

Kto ci najbardziej imponuje w lidze hiszpańskiej, pomijając Xaviego, Busquetsa czy Xabiego Alonso?

Na pewno Ruben Pardo z Realu Sociedad. On jest w moim wieku, choć nie pojawił na boisku dopiero w tym sezonie, grał już wcześniej, a mówi się o nim, że to będzie nowy Xabi Alonso, a nie każdy kibic w Polsce pewnie go zna. W Betisie jest czarnoskóry Nosa, który strzelił już trzy bramki w lidze. Jest jeszcze Mario Suarez z Atletico, w Valencii też jest Javi Fuego, widziałem mecz jego drużyny z Betisem, wcześniej był podobno jednym z najlepszych zawodników kolejki, a z ekipą z Sewilli popełniał straszne błędy. Betis wygrał 3:1, świetny mecz Salvy Sevilli, ale Fuego nie zagrał dobrze.

A w Anglii?

Podoba mi się jeden ze starszych zawodników - Scott Parker, który teraz przeszedł do Fulham. W Manchesterze City Fernandinho jest czołową postacią, choć można, opierając się na nim, porównać dwie rozgrywki: ligę angielską i Ligę Mistrzów. W Derbach Manchesteru Fernandinho zagrał wraz z Yayą Toure świetny mecz, a potem z Bayernem po jego stracie padła bramka i w całym meczu był niewidoczny.

A propos Bayernu - nie zdziwiło cię, że Phillip Lahm gra na środku pomocy?

Widziałem go już na tej pozycji w meczu z Chelsea w Superpucharze Europy. Oglądałem wtedy drugą połowę tamtego spotkania, tego samego dnia graliśmy na Cracovii i zaskoczyło mnie, że on akurat występuje w środku pola, ale trzeba przyznać, że robił to naprawdę dobrze. Nie notował strat, dobrze się ustawiał, ale miał pomoc w postaci Kroosa i Schweinsteigera, jak się ma takich kozaków obok siebie, to twoje umiejętności idą w górę i gra się łatwiej.

Najbardziej Lahm jest chwalony za to, że ustawia się podczas ataku pozycyjnego tam, gdzie za chwilę może być strata, żeby ewentualnie przejąć piłkę. Mówiłeś czego się wymaga od środkowego pomocnika, nie masz takiego wrażenia, że w tym momencie najbardziej pożądana jest szybkość myślenia?

Tak, przewidywanie, gdzie stracimy piłkę i gdzie będzie miał ją przeciwnik jest ważne i zarówno trener Urban, jak i trener Dorna zwracają na to uwagę. Powiedzmy, że dwóch napastników, skrzydłowych i drugi środkowy pomocnik są pod polem karnym przeciwnika i rozgrywamy akcję. Wtedy pozostała piątka, czy czwórka, nie powinna myśleć, co tam się dzieje, tylko co za chwilę może się wydarzyć i nie zostawiać dużych odległości między sobą a przeciwnikiem, tylko podejść jak najbliżej przeciwnika, aby nie miał dużo miejsca i czasu, gdy będzie miał piłkę. Lahm robi to świetnie i na pewno Guardiola szepnął mu kilka porad.

Zauważyłem u ciebie, że kiedy twoja drużyna traci piłkę, to ustawiasz się tak, żeby szybko odebrać piłkę, a nie od razu wrócić do bloku defensywnego. To jest coś, czego wymaga od ciebie trener, czy to twoja naturalna gra?

To jest wyuczone przez trenerów Legii, Kibu cały czas mówi, żeby piłkę szybko odebrać. Oczywiście, gdy piłkę straci lewy obrońca, a ja jestem na prawej stronie, to nie będę biegł sto metrów, żeby wziąć się za odbiór. Ale gdy jestem blisko, to trzeba na przeciwniku wymuszać szybsze myślenie, żeby nie miał dużo czasu, żeby zwrócił swój wzrok na piłkę, on nie powinien widzieć, gdzie ma podać piłkę. To wychodzi raz lepiej, raz gorzej, ale cały czas się uczę.

W polskiej lidze jest to o tyle łatwiejsze, że często mamy do czynienia ze słabym przyjęciem piłki tyłem do bramki przeciwnika?

Rozmawiałem ostatnio z Wojtkiem Gollą i obaj nie mogliśmy uwierzyć, że Edi Andradina mógłby tak słabo przyjąć piłkę, jak w ostatnim meczu przeciwko Górnikowi. W końcu w Ekstraklasie jest to technik pierwsza klasa. Wtedy bodajże Zachara przejął piłkę, świetnie wymusił stratę. Ale wiele zależy od zachowania przeciwnika. W lidze hiszpańskiej, na co Kibu zwrócił mi uwagę, środkowy, czy defensywny pomocnik, nie powinien ustawiać się tyłem do bramki przeciwnika, tylko bokiem, żeby mieć jak największe pole widzenia, jak największy zasięg podania. W Barcelonie do perfekcji opanował to Busquets, on ustawia się bokiem i kątem oka widzi, komu może zagrać. W Polsce stoi się plecami i widzi się tylko obrońców, nad tym trzeba pracować, bo będąc zwrócony bokiem widać więcej niż tylko swoją bramkę.

Nie masz takiego wrażenia, że szukasz za często ładnego rozwiązania?

Może tak być, ale trzeba ryzykować w piłce. Trener Urban często mówi, że graniem do tyłu można osiągnąć to, że nie będzie się tracić piłki, ale czy da się wtedy więcej zespołowi? Raczej nie, więc trzeba podejmować ryzyko.

Kiedy uciekasz spod krycia, to cofasz się, żeby otrzymać podanie. Czy takie są zalecenia, czy wolisz mieć piłkę przy sobie?

Jedno i drugie. Gdy będę uciekał do przodu, to tam jest mniej miejsca, taki już mój nawyk z akademii czy z Młodej Ekstraklasy. Środkowy pomocnik powinien spędzać jak najwięcej czasu z piłką i trzeba robić wszystko żeby ją mieć.

Po meczu z turecką reprezentacją młodzieżową tak między słowami mówiłeś, że Turcy lepiej operowali piłką, dłużej się przy niej utrzymywali, choć zagraliście wtedy lepszy mecz w obronie. Wolisz futbol bardziej ofensywny niż grę z kontry?

Tak, wolę tak grać, a w tamtym meczu bardzo rzadko tę piłkę miałem. Pamiętam, że tamto spotkanie porównywałem sobie Gran Derbi sprzed trzech, czterech lat, gdy Barcelona dominowała Real i Królewscy skupiali się na obronie. Oglądałem ten mecz w telewizji i mówiłem sobie, że Khedira czy Xabi Alonso mają łatwo, bo tylko się przesuwają, a to jest jednak cholernie trudne. Tracisz dużo sił, a potem, kiedy tak biegasz 5-10 minut za piłką i nagle ją dostaniesz, to strasznie ciężką ją dostarczyć dalej, szczególnie, gdy jesteś pod kryciem, a mając piłkę, trzeba mieć tak jakby „czystą głowę”, a będąc zdyszanym ciężko się rozgrywa.

Gra w defensywie jest bardziej męcząca psychicznie?

Tak, szczególnie gdy widać, że przeciwnicy w posiadaniu piłki czują się dobrze i łatwo cię ogrywają. Czasami się nie dziwię, jeśli piłkarzom, którzy przegrywają i biegają za piłką, puszczają nerwy, bo jednak trzeba być na ich miejscu i wczuć się w ich rolę.

Któryś sposób gry jest trudniejszy?

Na pewno trudniej jest mieć tę piłkę i ją rozgrywać, ale ja bym ją chciał mieć jak najwięcej. Wydaje mi się, że w Legii i tutaj w reprezentacji mamy taki potencjał, żebyśmy to my przeważali i grali jak najwięcej atakiem, bo to potrafimy, tylko czasami się nie udaje.

Miałeś ciężką kontuzję – zerwanie więzadeł krzyżowych – właściwie u progu swojej kariery, praktycznie zaraz po tym, gdy zdecydowałeś się związać przyszłość z piłką. Tak można było to odbierać, bo miałeś wtedy 18 lat.

Można tak powiedzieć, to była pierwsza kolejka Młodej Ekstraklasy, mieliśmy mecz na Cracovii, w ten sam dzień Legia grała z Arsenalem na otwarcie nowego stadionu. Decyzja o byciu piłkarzem nie zapadła w jednym momencie, nie usiadłem sobie przy stole i nie powiedziałem sobie „dobra, idę w stronę piłki”, tylko to było dłuższe myślenie o tym. Ja od początku chciałem zostać piłkarzem, ale w tamtym czasie poczułem większą szansę na to, że może mi się udać.

Czy powrót do regularnych treningów był trudny? Nie bałeś się wchodzić w starcia, podejmować ryzyko?

Pierwszy trening, jaki miałem z drużyną, był przed meczem z Zagłębiem Lubin w Młodej Ekstraklasie, chyba ze trzy dni przed tym spotkaniem. Wtedy mieliśmy gierkę treningową i na tej gierce był pierwszy skład i ci, którzy się nie załapią. Trener do mnie podszedł po treningu i się zapytał: „Jak to możliwe, że ty tak grasz po kontuzji?”. Sam nie wiedziałem, a szkoleniowiec zaczął konsultować się z lekarzem, czy już może mieć wziąć na mecz, bo chciałby to zrobić, byłem w dobrej formie. Pojechałem na to spotkanie i każdy był zdziwiony, a ja także, że tak to się układa. Wszedłem na dwadzieścia minut i cholernie się bałem, przegraliśmy 1:0. Ten strach był, ale nie taki, że się bałem dotknąć piłki, czy coś w tym rodzaju. Później oczywiście uważałem zwłaszcza wtedy, gdy były słabe warunki atmosferyczne, na przykład padał deszcz, a boisko było grząskie.

Związanie swojej przyszłości z piłką było, jak sam mówisz, po dłuższym namyśle i tutaj przeszedłbym kilka lat dalej, do poprzedniego sezonu. Trenowałeś już z pierwszym składem, gdy szkoleniowcem Legii był Maciej Skorża, ale w którym momencie poczułeś się zawodnikiem pierwszego zespołu?

Od momentu, kiedy przyszedł trener Urban. Znał mnie już, gdy byłem zawodnikiem Akademii, zapraszał też kilka razy na treningi pierwszej drużyny i wiedziałem, że on da mi szansę, gdy będę na nią zasługiwał. Gdy trener Urban przyszedł, to momentalnie zorientowałem się, że prędzej czy później ta szansa na grę będzie.

Trener Urban rozmawiał z tobą na początku sezonu?

Indywidualnie nie, ale do wszystkich w szatni mówił, że każdy zaczyna od zera i tak było. Każdy miał równe szanse, które każdy wykorzystał. Jedni lepiej, drudzy gorzej.

Dla „Weszło z butami” na pytanie „Ekstraklasa, czy 2. Bundesliga?” wskazałeś tę drugą opcję. Aż tak polska liga odstaje od innych?

Nie oglądam za dużo 2. Bundesligi, ale wiem, jakie jest tam zainteresowanie, jakie tam są stadiony. Gram teraz w Legii i stąd nie odszedłbym do tej ligi, ale gdybym występował w którymś z pozostałych zespołów Ekstraklasy, to pewnie wolałbym grać na niższym szczeblu w Niemczech.

Wspomniałeś też, że czytałeś ostatnio autobiografię Andrzeja Iwana. Łapałeś się za głowę w czasie lektury?

Trochę tak. To były inne czasy, teraz to, co robili piłkarze w tamtym okresie na pewno by nie przeszło. Teraz, może nie na każdym kroku, ale media wszystko potrafią wyłapać i nawet nie chodzi o to, że tego nie robimy ze strachu, ale też dlatego, że piłka jest inna. Futbol poszedł do przodu i myślenie człowieka też powinno iść do przodu. Picie dzień przed meczem – ja bym tak nie mógł.

Łatwiej być teraz piłkarzem?

Musiałbym być w tamtych czasach i to ocenić. Ale widać teraz w Polsce, że młodzież atakuje, jest kryzys i młodszych zawodników jest o wiele, wiele więcej niż trzy, cztery lata temu. Dlatego można powiedzieć, że łatwiej, ale to wciąż trudne pytanie. Ogólnie można powiedzieć, że życie piłkarza jest ciężkie, trzeba się temu zawodowi oddać w stu procentach i nie można być zarówno piłkarzem, jak i księgowym, trzeba cały czas myśleć o piłce i trenować.
Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook