Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 19 października 2013

Czternastodniowa zabawa bez konsekwencji

fot. goal.com
Bardzo mnie ucieszyła zapowiedź Zbigniewa Bońka, że na nazwisko nowego selekcjonera poczekamy dwa tygodnie. Prezes już wie, ma wizję kandydata idealnego, ale nie powie. Cudnie!

Bite czternaście dni dywagacji, typowań, dyskusji i sporów o to, komu powierzyć, jak twierdzi większość kibiców, największy skarb polskiej piłki - kadrę narodową. Prawdopodobnie będzie to Adam Nawałka, ale mimo to trwa festiwal nazwisk kandydatów, mniej lub bardziej sensownych. Mnie się to podoba, lubię czytać i słuchać rzeczowych dyskusji o tym, kogo ludzie chcieliby widzieć na takim stanowisku, co w wielu przypadkach jest jednoznaczne z tym, że właśnie na tej osobie przez najbliższe miesiące skupią całą swoją frustrację. Licząc się z liczbą gromów jakie zwykle spadają na selekcjonera polskiej kadry uważam, że najodpowiedniejszym kandydatem na selekcjonera kadry byłby Pancernik Schleswig-Holstein, gdyby tylko w 1944 nie zatopili go Brytyjczycy.

Te wybory, typowania, mówią o nas bardzo dużo jako o ludziach, przede wszystkim o tym, czy jesteśmy w stanie brać na siebie odpowiedzialność za czyny i słowa. Trzeba wyjść od oczywistego stwierdzenia, że ludzie chcieliby decydować o wszystkim. Wybierać prezydenta kraju, prezydentów miast, burmistrzów, radnych, posłów, premiera, senatorów, księży, papieża, komendanta policji, piłkarzy, trenerów, selekcjonerów, lekarzy. Myślę, że taka liczba wyborów personalnych generuje zbyt dużą odpowiedzialność jak na jednego człowieka, dlatego trzeba dziękować matce naturze, że nie wybieramy bezpośrednio tych wszystkich osób, inaczej nie starczyłoby nam na to dni w kalendarzu. Z drugiej strony, sądząc po tym jacy przedstawiciele narodu zasiadają w Sejmie, cieszę się, że na przykład kibice piłkarscy w jakimś ogólnopolskim, jawnym (tajnym?) głosowaniu nie wybierają selekcjonera reprezentacji. Oczywiście nie wybierają czysto teoretycznie, bo wpływ na wybór mają, a dowodem na to jest osoba Franciszka Smudy.

Wszyscy pamiętamy jakie nastroje panowały wśród kibiców po - niezbyt eleganckim - zwolnieniu Leo Beenhakkera. Niemal wszyscy uwierzyli, że jedynym, który jest w stanie doprowadzić ten zespół do czegoś spektakularnego, jest Franciszek Smuda. Przyznajcie się, powalczcie przez chwilę ze swoim sumieniem. Czy chcieliście Franciszka Smudę na stanowisku selekcjonera? Chcieliście! A wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? JA TEŻ CHCIAŁEM. I do dziś nie mogę pogodzić się z myślą, że gdybym miał jednoosobowo decydować o wyborze selekcjonera, to popełniłbym ten sam błąd, który popełnił Grzegorz Lato - zatrudniłbym Smudę. Myśl, że ten wybór zrównuje moją decyzyjność z decyzyjnością Grzegorza Laty doprowadza mnie do szału. Straszna myśl, ale takie są fakty. Otuchy dodaje mi fakt, że w swoim szaleństwie nie byłem odosobniony.

Podobnie rzecz ma się z innymi wyborami. Kiedy idziemy do urn, oddajemy głos na dowolnego przedstawiciela narodu, wraz z nami podobnie głosuje ok. piętnastu procent społeczeństwa i co? Zwykle jest tak, że musimy się liczyć z czterema latami wstydu za tego człowieka. Kiedy dodatkowo pomyślimy o tym jaką kwotę delikwent kasuje co miesiąc Z NASZYCH PODATKÓW, wtedy już z całą pewnością mamy ochotę zabić się własną pięścią. Jednocześnie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że bylibyśmy dziś skłonni dokonać wyboru selekcjonera i być może większość z nas nie czułaby lęku przed dziennikarzami zgromadzonymi na konferencji prasowej, na której ogłaszalibyśmy nazwisko nowego zbawiciela polskiej piłki kopanej. Różnie mogłoby być natomiast z wzięciem na siebie pełnej odpowiedzialności za ten wybór. Bo nas, kibiców i dziennikarzy, za nasze typy i dywagacje raczej nikt nie rozliczy, a prezesa Bońka tak. Może to i lepiej. Więc do czasu wyboru nowego trenera - bawmy się i typujmy ile wlezie! Maciek Paprocki
comments powered by Disqus
facebook