Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 22 listopada 2013

Cenniejszy niż Messi

fot. marca.com
Prastare porzekadło mawia - Chcesz być doceniony? Umrzyj. Na szczęście świat futbolu nie rządzi się tak brutalnymi prawami i Víctor Valdés, choć z naderwanym mięśniem łydki i na wylocie z Camp Nou, oddycha sprawnie i, będąc w pełni świadomym, zbiera kolejne zawoalowane wyrazy uznania.

Bo jak inaczej nazwać wszechobecny lament, powstały zaraz po tym jak wyszło na jaw, że portero Barcelony nie zagra przez 6 tygodni. Selekcjoner Hiszpanii stwierdził, że "kontuzja Valdésa boli tak bardzo jak porażka". Jeszcze dalej poszedł Pepe Reina, który uznał, że uraz rywala do miejsca w składzie to dużo gorsza informacja niż fakt, że La Selección poległa. Rozczarowania nie krył też dyrektor sportowy Barcy Andoni Zubizarreta, który jeszcze niedawno nie szczędził pochwał dla nr 1 katalońskiego klubu, przyrównując jego paradę z meczu z Betisem, do robinsonady Gordona Banksa po strzale Pelego na mundialu w 1970 roku.



Tak nie reaguje się na przymusową absencję kogoś, kto jest pośmiewiskiem i kto swą grą przynosi drużynie więcej szkody niż pożytku, a przecież tak bramkarza Dumy Katalonii do niedawna postrzegało spore grono niedzielnych kibiców La Liga, którzy na dobre wyniki reprezentanta Hiszpanii zawsze mieli alternatywne uzasadnienie, a z wpadek (wynikających z wymogu częstej gry nogami) śmiali się do rozpuku.

Opus magnum w ostatnim akcie

Aktualna dyspozycja 31-latka jednak nawet ich musiała przekonać do zmiany zdania. Wygranych z Málagą i Valencią nie byłoby bez jego akrobatycznych popisów między słupkami. Gdyby nie jego przytomność od pierwszych do ostatnich minut nie wiadomo jak potoczyłyby się losy starć z Betisem, Rayo czy Ajaxem. Wreszcie wspomnieć należy, że to Valdes, nawet mimo błędu przy bramce Jesego, był jednym z bohaterów El Clásico, a Superpuchar Hiszpanii doświadczony portero może sobie wpisać do CV wręcz jako trofeum indywidualne, po tym czego dokonał na Camp Nou.



Nie mniej ważne od tych wybitnych występów było jednak jak dotąd to, że Valdés wystrzegał się wstydliwych wpadek, a jego słabsze mecze (jak np. ten z Sevillą) to te, w których nie miał za dużo do powiedzenia przy strzałach rywali.

Decydujące interwencje, bronione karne, pełna koncentracja i ledwie 8 goli wpuszczonych w lidze. Dość bogaty dorobek jak na 3 miesiące sezonu 2013/2014.

Kontuzja w meczu, którego nie było

Aż wreszcie przyszło feralne spotkanie z Republiką Południowej Afryki. Nie dość, że był to, jak zauważa sam del Bosque, prawdopodobnie jeden z najgorszych występów kadry w ostatnich miesiącach, to jeszcze cała wyprawa w odlegle strony okupiona została urazem Valdésa. Co ciekawe, wszystko to miało miejsce w meczu, który - przynajmniej zdaniem delegatów FIFA - wcale się nie odbył.

I tu cała historia się zapętla bo za taki stan rzeczy pośrednio odpowiada właśnie dolegliwość bramkarza La Furia Roja. Gdy na 10 minut przed końcem okazało się, że Valdés nie jest zdolny do dalszej gry, Hiszpania miała już wyczerpany limit zmian. Chwilę wcześniej zmęczonego Iniestę zastąpił Koke. Już wydawało się, że w obliczu niedyspozycji Katalończyka bramkarską bluzę i rękawice na końcówkę przywdzieje Álvaro Arbeloa, ale w tym momencie na prośbę selekcjonera Hiszpanii zainterweniował sędzia techniczny. Czwarty arbiter wziął sobie najwyraźniej do serca, że jest to mecz towarzyski i postanowił ugościć mistrzów świata, wdrażając standardy sędziowania rodem z La Liga i zezwalając im na zmianę nr 7, dzięki której na placu gry zameldował się Pepe Reina. Nietrudno się domyślić, że cała sytuacja poważnie rozwścieczyła selekcjonera RPA Gordona Igesunda, bo zwycięstwo nad liderami rankingu piechotą przecież nie chodzi.

Co było, a nie jest, niby nie pisze się w rejestr, ale zasada ta nie przywróci do zdrowia golkipera Barcy. Jego kontuzji przedstawiciele FIFA nie są w stanie unieważnić.

Życie bez Valdésa

Stwierdzenie, że strata Valdésa spowoduje większą wyrwę w zespole niż absencja Messiego nie będzie specjalnie kontrowersyjne. Nawet jeśli w dużej mierze jest to zasługa zdrowotnych perypetii Argentyńczyka, pobieżna analiza ostatnich spotkań Blaugrany jasno pokazuje, że to 31-letni bramkarz miał większy wkład w rewelacyjny start sezonu, stając się na ten moment - bez wazeliny - równie istotnym elementem

Dla Barcy strata podstawowego portero to test na miarę tego, który musiał przejść Real Madryt, pozbawiony długimi tygodniami swojego filaru - Xabiego Alonso. Tak jak w przypadku Baska będzie to najprawdopodobniej preludium przed dużo dłuższą rozłąką z zespołem i szansa na to by na własnej skórze przekonać się jak wygląda życie bez zawodnika, bez którego dziś nie wyobrażamy sobie katalońskiej ekipy. A jaka jest różnica między drużyną Królewskich z Xabim i bez niego dobitnie pokazała chociażby swoista dychotomia ze spotkania z Rayo, gdzie "główny hamulcowy" stołecznej drużyny zagrał jedynie pierwsze 45 minut. Czy nieobecność golkipera klubu z Camp Nou okaże się równie opłakana w skutkach? Zubizarreta uspokaja i przypomina, że klub ma Pinto, Oiera i Masipa, ale brzmi przy tym trochę, jakby przekonywał nas, że w braku masła dobra jest również margaryna, a najsmaczniejszy to jest w ogóle suchy chleb.

Valdés, żywy lub martwy kontuzjowany, nie schodzi z celowników Manchesteru City i Monaco. Gdy Hiszpan ogłosił, że będzie to jego ostatni sezon na Camp Nou, wielu zastanawiało się, czy znajdzie się poważny kupiec na takiego bramkarskiego parodystę. Dziś wyścig po jego podpis jest tylko trochę mniej elektryzujący od walki o zakontraktowanie Roberta Lewandowskiego. Okres rekonwalescencji Katalończyka będzie więc także doskonałym czasem na nękanie go ofertami przez zainteresowanych w sprawie, bo przecież, gdy Víctor na powrót przywdzieje bramkarski trykot, będzie mógł z ewentualnymi przyszłymi pracodawcami rozmawiać już w pełni legalnie.

Mimo krytycznej sytuacji, są w Barcelonie tacy którzy zachowują względny spokój. Jednym z nich jest zmiennik Valdésa, José Manuel Pinto, który na pełnym luzie przygotowuje się do odpowiedzialnego zadania zastąpienia nr 1.

Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook