Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 8 sierpnia 2013

Błędy Lecha w drodze po awans

fot. pogonszczecin.pl
Nasz drugi klub eksportowy, Lech Poznań, praktycznie skompromitował się w meczu z zespołem, którego piłkarze zarabiają kilka(naście) razy mniej. Media żądają głowy Rumaka, a bronić go nie jest łatwo. Tym bardziej, że pewne aspekty gry Lecha wyglądają identycznie jak w zeszłym sezonie.

Mariusz Rumak jest mocno krytykowany, choć nie odpowiada za całe zło, jakie spotkało Lecha na początku tego sezonu. Nie odpowiada za plagę kontuzji, jaka się przydarzyła (chyba że podważać przedsezonowe przygotowania, ale to może zrobić jedynie specjalista od fizjologii), nie jest też winny temu, że

Ojamaa wzmocnił Legię,

a do składu dołączyli jedynie Pawłowski, Douglas i Drygas. Estończyk bardzo by się przydał Lechowi, bo aktualnie w rolach bocznych pomocników powinni brylować były zawodnik Zagłębia oraz Lovrencsics, ale za bardzo nie ma ich kim zastąpić - grywają tam również Ubiparip, niezbyt predysponowany do gry na skrzydle (zaskakuje jedynie dobrymi strzałami z dystansu) oraz Możdżeń, któremu buława dawno zniknęła z plecaka. Wobec kontuzji Murawskiego w pomocy grają najczęściej Łukasz Trałka i Szymon Drewniak. Ten pierwszy krytykowany był już wiele razy i bynajmniej nie pomogło mu to stać się lepszym zawodnikiem, bo nie stać go już na rozwój. Trałka ma swoje zalety, gra przyzwoicie w odbiorze, umie zachować spokój w środku pola, z rzadka uda mu się dobre uderzenie z dystansu, ale liderem pomocy nie jest. Z kolei

Drewniak jest ciągnięty za uszy,

choć wydaje się, że to Drygas ma papiery na granie. Różnica między tymi zawodnikami nie jest chyba aż tak duża, ale na razie to ten młodszy został obdarzony kredytem zaufania i w ogóle go nie spłaca. Choć znacznie młodszy od Murawskiego, Drewniak nie jest tak mobilny (powinien to poprawiać, ale postępy widać tylko momentami), siłą rzeczy brakuje mu też doświadczenia, co skutkuje błędnymi decyzjami, przez co ofensywna czwórka Lecha często nie dostaje podań bądź dostaje podania trudne, które nie pomagają im tworzyć sytuacji. Nie inaczej jest na pozycji ofensywnego pomocnika, gdzie w zasadzie musi grać Kasper Hamalainen. Tym samym Lech jest mocno uzależniony od jego formy. Na tej pozycji mogą grać również Pawłowski czy Lovrencsics, zresztą ten pierwszy grał tak w meczu z Cracovią, ale efekt nie był powalający.

Pozorny okazał się komfort wyboru w linii defensywnej,

gdy kontuzjowani byli Ceesay, Douglas, Henriquez i Arboleda. Jak na złość najszybciej do zdrowia wrócił Ceesay, a to właśnie jego może zastępować Kędziora, który zbiera dobre recenzje i pokazuje, że to on, a nie Drewniak będzie młodzieżowcem najmocniej aspirującym do gry w jedenastce Lecha. Kędziora jest silny i dynamiczny, nieźle gra głową, poprawnie się ustawia - może występować na każdej pozycji w obronie. Niestety nie potrafi grać lewą nogą, a właśnie na lewej obronie grał w ostatnich meczach. Oczywiście dobry ofensywny obrońca może prowadzić akcje schodząc z piłką do środka, ale trudno tego wymagać od 19-latka, którego drybling nie jest imponujący, a za głupie straty z pewnością dostanie burę od szkoleniowca.

Z tego względu lewe skrzydło Lecha funkcjonuje bardzo kiepsko. Gdy po prawej stronie gra Możdżeń, również i gra tym skrzydłem szwankuje, głównie przez to, że młody pomocnik musi mocno popracować nad grą bez piłki i dokładnością podania. Ceesay jest dobrym prawym obrońcą ze świetnym dośrodkowaniem, a jego współpraca ze Ślusarskim układała się w zeszłym sezonie wyśmienicie. W obecnym częściej w ataku gra Teodorczyk i atuty Gambijczyka jakby nagle zniknęły. To wynika z różnic między obydwoma napastnikami. W tym miejscu należy napisać o najpoważniejszym problemie Lecha. Teodorczyk nie najlepiej czuje się w szybkim kontrataku, a przecież od poprzedniego sezonu

zespół Mariusza Rumaka opiera grę na błyskawicznym ataku, a nie grze pozycyjnej.

Z Tonewem i Lovrencsicsem na skrzydłach musiało to dobrze funkcjonować, ale tylko na wyjazdach. Gdy w Poznaniu rywal murował bramkę, Lech wielokrotnie nie umiał sobie poradzić ze sforsowaniem linii defensywnej. Teraz jest podobnie, ale Tonew siedzi już w Birmingham, a Pawłowski aż tak szybki nie jest, choć umie przeprowadzać dynamiczne akcje skrzydłem. Co jednak z problemem rozrywania skomasowanej obrony? Pozostał nierozwiązany. I to jest najpoważniejszy zarzut, który można wystosować względem trenera Lecha. Pomimo sporej jakości w drużynie i obrońców, którym piłka nie przeszkadza w grze, Lech nie umie rozgrywać ataku pozycyjnego. Można to było zauważyć w meczach z Zagłębiem i Žalgirisem Wilno. Brak takiego rozgrywającego jak Mila nie usprawiedliwia Mariusza Rumaka.

Do gry piłką dobrze nadaje się Teodorczyk, który bardzo często wychodzi do podań do nogi, ale rzadko urywa się na wolne pole wychodząc do prostopadłych podań. Tymczasem, zbyt często nie ma on komu oddać piłki, gdy wyciągnie stopera ze środka obrony. Nie można wszystkiego tłumaczyć brakiem formy. Póki co,

Rumak postawił na Ubiparipa,

który faktycznie zdobył dwie bramki (i zarazem dwa punkty) dla Lecha, do tego jest dość pracowitym zawodnikiem, ale niestety jego gra nie jest wystarczająco przydatna dla systemu gry Lecha, a skuteczność ciągle jest do poprawy. Jednak w systemie 4-2-3-1 w momencie dośrodkowań (a Lech głównie atakuje skrzydłami) napastnik najczęściej ściąga na siebie dwóch stoperów, więc pole do popisu mają inni zawodnicy. Podczas gdy Hamalainen wychodzi często do klepki ze skrzydłowym, w polu karnym pojawiają się wyłącznie napastnik i drugi skrzydłowy (zwykle mizernego wzrostu, bo Lovrencsics i Pawłowski nie są wielkoludami). Obydwaj środkowi pomocnicy czekają biernie 10 metrów od pola karnego. I to jest właśnie

drugi główny problem Lecha - bierność środkowych pomocników.

Asekurowanie defensywy jest ważne, ale pozostawianie ofensywnej czwórki odizolowanej od reszty zespołu zawsze kończy się źle, zwłaszcza gdy rywal gra bardzo mocno cofnięty. To właśnie środkowi pomocnicy muszę regulować grę i asekurować bądź atakować w zależności od potrzeby oraz od ustawienia rywala. Oczywiście, jeśli chce się grać z kontrataku, nie ma potrzeby wysokiego ustawiania się, ale nie jest to zbyt dobrym pomysłem w dwumeczu, w którym przegrywa się 1:0. Reaktywna gra zwykle jest dobrym sposobem na odnoszenie zwycięstw, ale ma swoje ograniczenia. Lechowi brakuje urozmaicenia - można się spierać, czy wynika to bardziej z problemów kadrowych, czy odpowiada za to trener.

Lech musi mieć spójny pomysł na grę

Jeśli zamierza atakować od pierwszych minut i grać piłką, niech w składzie znajdą się zawodnicy, którym piłka nie przeszkadza w grze, a do tego nie obawiają się wchodzić głęboko na połowę rywali (obecność Henriqueza powinna pomóc w powrocie do normalności po lewej stronie). Ofensywni pomocnicy muszą zagęszczać przedpole bramki rywali, a boczni obrońcy być aktywni przy liniach.

Jeśli zaś Lech chce grać z kontrataku (co może być złym pomysłem, ale nie musi), to w składzie potrzebni będą szybcy zawodnicy z ciągiem na bramkę - być może warto również postawić na dwóch napastników. Bowiem wbrew ciągłym pytaniom polskich mediów do selekcjonera, obecność (bądź jej brak) dwóch napastników w składzie ma znacznie więcej wspólnego ze sposobem gry niż z ofensywnym lub defensywnym nastawieniem. Niestety, Rumak dawno nie próbował takiego rozwiązania i obawy o zgranie zawodników byłyby zasadne. W poprzednim sezonie jednak, głównie dzięki skrzydłowym, gra kontratakiem w ustawieniu 4-2-3-1 funkcjonowała świetnie. Jeśli jednak zmiany personalne powodują wadliwe działanie systemu, warto zastanowić się nad zmianą. Lech może wyjść z tarczą z tej bitwy, ale potrzebna mu jest

maksymalna mobilność, agresywność i pewność siebie

zawodników wychodzących na boisko. Tutaj pole do popisu ma Mariusz Rumak, ale zadbać muszą o to przede wszystkim sami piłkarze. Natomiast doświadczenie i wiedza trenera powinny decydować o tym, że to on zdecyduje, jak należy grać, a piłkarze powinni ten plan wykonać. Dobry plan i dobra gra będą oznaczać awans. Brak któregokolwiek z elementów zaowocuje katastrofą. Kto lepiej wypełni swoje zadania? Na to pytanie po meczu będzie musiał sobie odpowiedzieć zarząd Lecha. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook