Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 19 grudnia 2013

Błędny epizod

fot. skysports.com
Jedno zwycięstwo, trzy remisy, sześć porażek. Spadek z piątego na siedemnaste miejsce w tabeli Championship. Bilans Henninga Berga z jego krótkiego, trwającego niespełna dwa miesiące okresu pracy w roli menedżera Blackburn Rovers przedstawia się koszmarnie. Największy błąd Norweg popełnił jednak wcześniej – gdy przyjmował propozycję angażu na Ewood Park.

Henning Berg musiał wiedzieć, na co się pisze. Gdy 31 października ubiegłego roku podpisywał trzyletni kontrakt z klubem, Blackburn było pogrążone w chaosie. Kilka tygodni wcześniej właściciele Rovers - indyjska firma Venky's - rozstali się z menedżerem Stevem Keanem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że do zakończenia współpracy doszło nie po pierwszym spadku klubu z Premier League, a kilka miesięcy później, gdy drużyna zajmowała... wysoką, trzecią pozycję w tabeli Championship.

Odbudowa zaufania

Zatrudnienie Norwega miało okazać się sprytnym zabiegiem. Oto zespół z rąk znienawidzonego przez kibiców Anglika przejmował były zawodnik, by nie powiedzieć legenda klubu. Berg zanotował aż dwa okresy gry w barwach Rovers. W 1995 roku sięgnął z Blackburn po mistrzostwo Anglii. Już w XXI wieku najpierw awansował z kolei z drużyną do Premier League, a sezon później poprowadził ją jako kapitan do triumfu w Pucharze Ligi.

Kto, jeśli nie on, mógłby zatem zaprowadzić na Ewood Park od dłuższego czasu niezaznaną stabilizację? Kto, jeśli nie Berg, mógłby doprowadzić do odzyskania przez fanów zaufania do klubu w momencie, gdy domowa frekwencja po spadku z angielskiej ekstraklasy spadła niemal o połowę - z około 22 do 13 tysięcy? Rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana.

Kwestia równowagi

Norweg objął kadrę pełną doświadczonych, przepłaconych, odcinających kupony graczy (Danny Murphy, Morten Gamst Pedersen, Dickson Etuhu), ale także młodszych, głodnych gry w najwyższej klasie rozgrywkowej (Grant Hanley, Jason Lowe, Jordan Rhodes). Zadaniem Berga było znalezienie odpowiedniej równowagi. Momentami nabierało to obiecujących kształtów - chociażby przy okazji jedynej, efektownej (4:1) wygranej w Peterborough czy wywalczonego po ciężkiej walce remisu w derbach wschodniej części hrabstwa Lancashire w Burnley, gdzie menedżer został powitany burzą oklasków przez swoich kibiców.

Punkt zdobyty na Turf Moor był jednak jedynym, jaki Blackburn wywalczyło w grudniu. Pięć porażek w sześciu meczach skłoniło właścicieli do zwolnienia Norwega po zaledwie 57 dniach na stanowisku. Chaos na Ewood Park zwiększył się jeszcze bardziej, a następca Berga, Michael Appleton, wytrwał na tej samej posadzie o kilka... dni dłużej! Co więcej, gdy wreszcie udało się wprowadzić w klubie pewną stabilizację, Rovers zajmują pozycję w środku tabeli Championship, bez widocznych perspektyw włączenia się do rywalizacji o awans.

Wybór serca?

Henning Berg nigdy nie ukrywał swojego rozczarowania zwolnieniem z funkcji menedżera na Ewood Park, choć z pewnością doskonale zdawał sobie sprawę, jak ryzykownego podejmował się zadania. Biorąc pod uwagę etap trenerskiej kariery, na jakim znajdował się jesienią ubiegłego roku, być może rzeczywiście nie mógł sobie pozwolić na nieprzyjęcie tak wymagającej propozycji. A może po prostu ciągle czuł się na tyle związany z Blackburn Rovers, że o decyzji zaważył głos serca? W każdym wypadku trudno o jakiekolwiek daleko idące wnioski wynikające przynajmniej z tego okresu pracy Norwega w roli szkoleniowca. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook