Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 13 kwietnia 2013

Barcelona bez obrony i nadziei

fot. marca.com
Formacja defensywna jest problemem Blaugrany od ładnych paru lat. Od czasu sześciu pucharów w żadnym momencie Katalończycy nie dysponowali czwórką obrońców grających na równym i wysokim poziomie, zawsze ktoś odstawał, ktoś psuł układankę. Teraz, gdy sytuacja powoli osiąga punkt krytyczny, klub zaczyna desperackie poszukiwania jakiegokolwiek rozwiązania.

Doktor Ramon Cugat, ulubiony chirurg hiszpańskich piłkarzy, półtora roku temu powiedział Carlesowi Puyolowi, że ten ma przed sobą jeszcze co najwyżej trzy lata gry na najwyższym poziomie, a każdy kolejny mecz, najmniejszy nawet uraz, zbliża kapitana Barcelony do kontuzji z gatunku tych kończących karierę. Właśnie wtedy na poważnie zaczęło się szukanie następcy długowłosego Katalończyka.

Mit upada


Marc Bartra, Carles Planas, Marc Muniesa, Andreu Fontas. Czterech obrońców wychowanych w La Masii. Każdy z nich Nowym Puyolem nazywany był co najmniej kilka razy. Każdy w pewnym momencie wyglądał na zawodnika na miarę Barcelony. Teraz, mimo że nic nie zostało jeszcze przesądzone, wygląda na to, że prawdziwą szansę na wielką karierę ma tylko ten pierwszy, ale nawet w jego przypadku nie wydaje się, żeby była to kariera w koszulce w barwach Blaugrana. Wyrobiony w ostatnich latach nawyk, by braki w kadrze uzupełniać zawodnikami drużyny rezerw, zupełnie nie zdaje egzaminu w przypadku obrońców. Barcelona nie potrafi wychować tak dobrych defensorów jak pomocników, to jasne jak słońce.

Gerard Pique rzemiosła nauczył się w Manchesterze United. Carles Puyol, gdy przychodził do drużyny Barcy B, był prawoskrzydłowym. Ostatnim w miarę dobrym stoperem, który przeszedł przez La Masię, był Oleguer Presas, ale w przypadku rozpolitykowanego zawodnika trudno mówić o jakiejś wielkiej klasie. W obecnej kadrze Blaugrany nie miałby miejsca nawet gdyby całymi latami umiał utrzymać najwyższą formę. Ostatnie występy Marca Bartry u boku Gerarda Pique wyraźnie pokazały, że najlepszy z obecnych młodych stoperów Barcelony nie ma drużynie do zaoferowania nic poza solidnością. Marc Muniesa ciągle walczy z kontuzjami i po sezonie prawdopodobnie opuści Barcelonę. Andreu Fontas nie umie wywalczyć sobie miejsca w głęboko osadzonej w strefie spadkowej Mallorce, a Carles Planas na środku obrony w drużynie rezerw gra głównie dlatego, że na lewej flance defensywy furorę robi młodziutki Alex Grimaldo. Trenerzy La Masii spore nadzieje wiążą z 17-letnimi Rodrigo Tarinem i Xavim Quintillą, ale – nie oszukujmy się – obaj mają większe szanse, by wyrosnąć na nowych Fontasów niż Puyolów. Osławiona akademia nie uratuje Barcelony.

Wzmocnienia z zewnątrz


Obecnie w kadrze Barcelony znajduje się trzech nominalnych stoperów. Jednym jest konający w wirze kontuzji Puyol, drugim wiecznie rozkojarzony Pique, a trzecim mocno przeciętny Bartra. Ze świecą szukać hiszpańskiej drużyny znajdującej się w równie beznadziejnej sytuacji. W ekipie Blaugrany stoperami bywają trzej defensywni pomocnicy (Javier Mascherano został praktycznie na stopera przerobiony), a także dwaj lewi obrońcy. Zakup nowego zawodnika jest sprawą priorytetową, bez tego Barcelona może naprawdę poważnie się zachwiać. I nie chodzi tu o byle jakiego dobrego obrońcę. To musi być ktoś podobny do Puyola, żeby uzupełniał się z Gerardem Pique, ktoś bardziej mobilny, zwinniejszy, bardziej zdecydowany i niemający problemów z koncentracją.

W mediach pojawiają się trzy nazwiska: Mats Hummels, Marquinho i Thiago Silva. Problemem dla Andoniego Zubizarrety i jego świty będzie zapewne to, że żaden z tych piłkarzy na dobrą sprawę nie jest na sprzedaż, a nawet jeśli jest, to będzie kosztował bardzo dużo. Jednak tego nie da się uniknąć. Jeśli Barcelonie uda się zakontraktować stopera, będzie się to zapewne wiązało z wydatkiem co najmniej 30, a może nawet ponad 40 milionów euro. No cóż, Katalończycy szukają bardzo konkretnego typu piłkarza, który dodatkowo musi być w miarę młody i niepodatny na kontuzje. To trudna misja, być może nawet niemożliwa. Gdy nie uda się kupić wymarzonego obrońcy-niszczyciela światów, trzeba będzie skorzystać z opcji rezerwowej. Tutaj na pierwszym miejscu wydaje się Inigo Martinez z Realu Sociedad. 22 lata, typ stopera grającego piłką, mocny charakter i, co najważniejsze, gotowość do przenosin. Nawet jeśli Txuri-urdin awansują do Ligi Mistrzów, trudno będzie oczekiwać, że młody Bask odmówi Barcelonie.

Na ostrzu noża


Przed meczami z Bayernem Monachium sytuacja w defensywie Barcelony jest naprawdę dramatyczna. Mascherano z powodu kontuzji z Niemcami na pewno nie zagra, tak samo wygląda prawdopodobnie sytuacja Puyola (na dobrą sprawę nikt nie wie, kiedy El Tiburon wróci do składu). Adriano musi pauzować za kartki, a Pique, Alba i Song są o jeden kartonik od zawieszenia. Dodajmy do tego fakt, że Eric Abidal nie jest jeszcze w stanie grać dłużej niż 20-30 minut, a otrzymamy obraz koszmaru niczym z najczarniejszej wizji Goi. A przecież to nie będzie pierwsza, druga, ani nawet trzecia sytuacja, kiedy Barcelona musi w ostatnim czasie klecić obronę z podrzędnych elementów. Wcześniej zawsze jakoś się udawało. Teraz może być inaczej, bo Bayern nie wygląda na drużynę gotową wybaczać błędy.
Piotrek Dyga
comments powered by Disqus
facebook