Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 13 lutego 2014

Atletico się potyka

fot. marca.com
Kiedy Atletico zluzowało na fotelu lidera zasiadającą w nim od wielu miesięcy Barcelonę, automatycznie nasiliły się głosy, że jest w stanie do samego końca walczyć o zwycięstwo w La Liga, przełamując tym samym trawiący ją od kilkunastu lat duopol. Tyle że Rojiblancos mają poważne problemy i jeśli Cholo Simeone szybko nie znajdzie na nie remedium, może okazać się, że wypowiedzenie otwartej wojny krajowym potęgom było przedwczesne. Znowu.

Paradoksalnie o szansach Los Colchoneros na mistrzostwo mniej mówiło się w minionej rundzie, gdy rozjeżdżali kolejnych rywali, Diego Costa bił rekordy strzeleckie, a Koke zaliczał asystę średnio w co drugim spotkaniu. W siedemnastu grach poprzedzających przerwę świąteczno-noworoczną Atletico straciło punkty dwukrotnie, zaś w ostatnich sześciu przydarzyło mu się to już trzy razy. Do ekspansywnego stylu z jesieni chłopcy Simeone nawiązali raptem raz, właśnie w meczu z Realem Sociedad, który wywindował ich na szczyt tabeli. Jeśli dodamy do tego dwie bezdyskusyjne porażki w pucharowych meczach z Realem Madryt, nie sposób nie mówić o kryzysie. Jakie są jego przyczyny?

Główny problem jest jeden, ale powoduje kilka pomniejszych. To za krótka ławka rezerwowych.

W kadrze zespołu figurują zaledwie 22 nazwiska. Co prawda zawodnicy niestanowiący pierwszej jedenastki zaliczają sporo minut, ale nie wynika to z prezentowanego przez nich poziomu, a raczej z kartek, kontuzji i przemęczenia graczy pierwszego wyboru. O ile Raul Garcia, Tiago, Jose Sosa czy Diego dysponują porównywalnym do nich potencjałem, to w przypadku pozostałych rezerwowych pytania o klasę i wkład w drużynę są jak najbardziej na miejscu.

Gdy nie ma się odpowiedniej liczby wartościowych zmienników, dochodzi do nadmiernej eksploatacji piłkarzy pierwszej jedenastki. W regeneracji nie pomaga też styl gry Atletico. Wydaje się, że we współczesnej piłce wysoki pressing, agresywne nastawienie, gra na pograniczu faulu i zaangażowanie w odbiór piłki całego zespołu to norma, ale dla Simeone są to wartości, które mają definiować drużynę, być atutem, dzięki któremu osiąga się wyniki. Ale nie da się w ten sposób grać przez cały sezon – pamiętajmy, że Los Colchoneros mają w nogach jeszcze superpucharowy dwumecz z Barceloną, a przed chwilą walczyli jeszcze na trzech frontach. To daje prawie czterdzieści rozegranych spotkań! Przy tak wąskiej kadrze kwestią czasu było pojawienie się przemęczenia – a wraz z nim nastąpił spadek poziomu prezentowanego przez piłkarzy i kontuzje.

Te ostatnie właściwie podjęły za Simeone decyzję o tym, by rewanżowy mecz z Realem odpuścić. Atletico bez Courtois, Filipe Luisa, Tiago i Villi i tak nie byłoby w stanie odrobić trzybramkowej straty z pierwszego spotkania, więc nie było sensu rzucać pozostałych sił i walczyć o z góry przegraną sprawę. Każdy dzień odpoczynku kluczowych graczy będzie procentował w dalszej części sezonu, a pamiętajmy, że już w środę madrytczycy rozegrają pierwszy mecz z Milanem w Lidze Mistrzów.

Ofiarami nadmiaru minut są kluczowi zawodnicy każdej formacji. Miranda jesienią osiągnął poziom uprawniający do uznania go za najlepszego stopera La Liga, wiosną jest cieniem samego siebie, a w pierwszym pucharowym meczu z Realem popełniał błędy nieprzystające juniorowi. Diego Costa w siedemnastu jesiennych meczach ustrzelił zawrotną liczbę 19 bramek. W sześciu wiosennych spotkaniach strzelił jednego gola. Koke, który zanotował w minionej rundzie dziewięć asyst, w obecnej dorzucił jedną, właśnie przy golu Costy w meczu z Realem Sociedad.

22-letni pomocnik ma zresztą inny, poza przemęczeniem, i wynikającym z niego spadkiem formy, problem. W tym roku jest przez Simeone notorycznie wystawiany głęboko w środku pola, gdzie dużo trudniej punktować. Jesienią Hiszpan grał najczęściej jako boczny pomocnik i prowadząc grę z tej właśnie pozycji był najbardziej efektywny. W środku pomocy grało dwóch z trójki Mario – Gabi – Tiago. Kontuzje nękały każdego poza kapitanem, więc do łatania dziury w środku pola oddelegowany był właśnie Koke. Jednak jego szanse powrotu na poprzednią pozycję, i to mimo powrotu do zdrowia Mario Suareza, nie są zbyt duże. W przeciwnym razie Atletico nie sprowadzałoby Diego Ribasa.

Z Brazylijczyka zresztą jak na razie jest więcej szkody niż pożytku. Co prawda jego powrót do drużyny w meczu z Sociedad wyglądał imponująco, ale drużyna z Baskonii była już wtedy na łopatkach i zabłysnąć graczowi ze świeżym pokładem sił było nietrudno. W kolejnych spotkaniach zawodnik pozyskany z Wolfsburga wydawał się nieco zagubiony – często był pod grą, wymieniał podania z kolegami, ale było to raczej szukanie sobie miejsca na boisku niż przemyślane działanie. Nie ma w tym nic dziwnego – podczas poprzedniego pobytu w Madrycie Diego grał niemal wyłącznie jako mediapunta. Obecnie takiej pozycji w taktyce Atletico nie ma. Dopóki Brazylijczyk nie przysposobi się do grania jako boczny rozgrywający albo cofnięty napastnik, jego gra będzie wielką niewiadomą.

Taktyczny rozgardiasz, jaki spowodowało przyjście Diego, połączony ze wspomnianymi wyżej problemami, tylko ułatwił zadanie przeciwnikom. Zablokowanie bocznych sektorów, które zaordynował Ancelotti w półfinale Copa del Rey, całkowicie zabiło kreatywność Atletico. Gdy Real nacierał skrzydłami, powrót Diego i Ardy za Jese i Ronaldo był niezbędny, a przy próbie przejścia do kontrataku przeciwnik miał szansę odpowiednio się ustawić i zablokować flanki. Boczni pomocnicy Rojiblancos tłoczyli się więc w środku pola, gdzie pozbawieni wsparcia skrajnych obrońców, szybko tracili piłkę na rzecz niezmordowanych Modricia i Di Marii. Gra na małej przestrzeni i mozolne zdobywanie metrów to nie gra dla Atletico.

Dla Diego Simeone i jego podopiecznych nadchodzą sądne dni i mecze. 15 wartościowych piłkarzy to stanowczo za mało, żeby walczyć na trzech frontach, więc odpadnięcie z Copa del Rey jest dla kibiców Rojiblancos, paradoksalnie, dobrą wiadomością. A im szybciej ich pupile odpadną z Ligi Mistrzów, tym większe będą mieli szanse na walkę z Realem i Barceloną o tytuł.

Maciej Deja
comments powered by Disqus
facebook