Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 25 lipca 2013

Atak serca czy atak śmiechu?

fot. goal.com
Napastnicy znów na czołówkach hiszpańskich gazet. Można by pomyśleć - wspaniale, króluje ofensywna gra. Ale... jesteśmy w sezonie ogórkowym, który rządzi się swoimi prawami i to, że o atakujących się mówi, wcale nie musi oznaczać, że mówi się dobrze.

Piłka nożna polega w gruncie rzeczy na strzelaniu goli i na tym by tych goli strzelić więcej od przeciwnika. Szokujące - wiem - ale piszę o tym dlatego, że są miejsca, w których sztuka umieszczania futbolówki w siatce powoli zanika. Tak sytuacja wygląda w Królestwie Nawarry. Osasuna Pampeluna na indolencję strzelecką cierpi od początku poprzedniego sezonu. W minionych rozgrywkach klub z El Sadar zdobył ledwie 33 bramki, co było bezdyskusyjnie najgorszym wynikiem w lidze. Mimo tak zatrważających statystyk zespół utrzymał się w elicie. Duża w tym zasługa dwóch osób: bramkarza Andresa Fernandeza i odpowiedzialnego za 9 z tych 33 trafień, Kike Soli. Ten pierwszy kuszony jest od kilku tygodni przez Villarreal, ten drugi już kopie na chwałę swego macierzystego klubu, Athletiku Bilbao.

Wraz z jego osobą uleciała zupełnie i tak już wątła skuteczność klubu z Pampeluny. Jak się okazuje Oriol Riera i Manuel Onwu, czyli potencjalni następcy Baska, nie są rozwiązaniem samym w sobie. Osasuna ma za sobą w presezonie dwa spotkania (z rezerwami Ajaxu i Twente) i w żadnej z tych konfrontacji nie pokusili się o zdobycie bramki. Jeśli ta tendencja zostanie przez nich utrzymana na dłużej, mamy pierwszego kandydata do spadku.

*

Przed tygodniem zachwalałem politykę wychodzenia z długów Atlético Madryt, wskazując przy tym jak istotna jest w tym wypadku ich strategia transferowa. Nie wiem co prawda jak do tam przedstawionych wniosków mają się rzekome zakusy na Santiago Cazorlę, ale może nie warto się w poczynaniach Los Colchoneros doszukiwać jakiejś szczególnej myśli przewodniej skoro potrafią oni przeprowadzać transakcje, które są bardziej opłacalne, niż im się to w ogóle wydawało.

O czym mowa? O osławionych już przebitych tablicach Radamela Falcao. Wydawało się, że kwestia praw do jego karty zawodniczej, którą rozstrząsaliśmy jeszcze na długo przed przybyciem Kolumbijczyka do Monaco, była jedyną tajemnicą skrywaną przez gracza i jego otoczenie. Okazuje się jednak, że nie. El Tigre zataja bowiem, że rzekomo bliżej mu do piłkarskiej emerytury niż do statusu zawodnika w sile wieku. Takie rewelacje sprzedaje kanał wspierany dowodami dostarczonymi przez dyrektora szkoły, do której uczęszczał zawodnik. Nie chodzi więc o byle akt urodzenia, a więc dokument, w którym błąd nie jest niczym szczególnym (sam we własnym mam błąd ortograficzny, z tego miejsca pozdrawiam wystawiającego), ale o tworzącą logiczną całość układankę, w której kolejne pojawiające się daty nasuwają coraz więcej wątpliwości.

Na Vicente Calderon zacierają już ręce. Kupić Davida Villę za nieco ponad 2 miliony euro to było coś, ale sprzedanie 29-latka za 30 razy tyle to być może nawet lepszy biznes, bo kto wie czy Radamel najlepszych lat swej kariery nie ma już za sobą.

*

Przez ostatni sezon Fernando Llorente dzięki konfliktowi z Marcelo Bielsą mógł zapomnieć, jak się gra w piłkę. Mógł też zapomnieć, że futbol to często gra kontaktowa. Te pierwsze luki w pamięci będzie musiał nadrobić we własnym zakresie z drobnym wsparciem Antonio Conte. Ale już o tym drugim bardzo chętnie przypomniał mu Luca Antonini. Była 33. minuta pojedynku między Juventusem a Milanem inaugurującym walkę o Trofeo TIM, kiedy to głowy dwóch wymienionych wyżej graczy znalazło się za blisko siebie (no homo):



Nokaut obustronny. Remis ze wskazaniem na Hiszpana, który z boiska zszedł o własnych siłach, podczas gdy rywala trzeba było z niego znosić. A po założeniu kilku szwów można było znów uśmiechać się do obiektywu. Tylko ten uśmiech taki wymuszony, jakby nowy snajper Juventusu właśnie się dowiedział, że Starą Damę obejmuje El Loco



*

Do tej pory media wszelakie pisały sporo o zawodniku, który opuścił szeregi Realu Sociedad, niewiele miejsca poświęcając jedynemu jak dotychczas nabytkowi baskijskiej ekipy, Szwajcarowi Harisowi Seferoviciowi. Może się zaraz okazać, że niesłusznie. Podczas gdy Illarramendi ma problem by na dobre zainaugurować przygotowania do nadchodzącego sezonu i narzeka na uraz mięśniowy, młody Helweta notuje znakomity debiut.

4 gole zdobyte w 28 minut, nawet mając na uwadze niewyymagającego przeciwnika (Real Unión), wydają się dobrym prognostykiem. Nikt jeszcze byłego zawodnika Fiorentiny nie wpycha do pierwszej "11" klubu z Anoeta, ale nie ulega wątpliwości, że w najbliższym czasie może on stać się świetną alternatywą dla Imanola Agirretxe, zwłaszcza mając na uwadze poważny uraz jego dotychczasowego dublera, Diego Ifrana. To, czym nowy snajper zaimponował, to chłodna głowa, czyli coś, co momentami szwankowało u młodych zawodników rewelacji poprzedniego sezonu.



*

Kevin Gameiro w Sevilli. Unai Emery kończy tym samym trwającą ładnych kilka lat sagę, w czasie której dwukrotnie zmuszony był zmieniać klub. Ale wreszcie dopiął swego. Czas napisać epilog do Mentalności zwycięzcy czy to już materiał na zupełnie nową powieść?

*

A w kąciku "Genialne posunięcie transferowe Realu Madryt na ten tydzień" witamy dziś Gonzalo Higuaina. Królewscy opchnęli swoją, bądź co bądź, trzecią strzelbę za imponujące 37 milionów euro (niektóre źródła podają nawet więcej) do włoskiego Napoli. Tym samym wydatki na hiszpanizację składu zostały już niemal skompensowane przez przychód ze sprzedaży niepotrzebnych graczy. W takim układzie Florentino Pérez pewnie myśli sobie - Czas zacząć prawdziwe zakupy. Tottenham już pewnie drży. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook