Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 17 września 2014

APOEL wciąż ma złoty róg

foto: skysports.com
Polscy kibice wciąż mogą z zazdrością patrzeć w stronę Cypru, gdzie po raz trzeci w przeciągu ostatnich pięciu lat APOEL Nikozja zagra w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Gdy w lecie 2011 roku Wisła Kraków dowiedziała się, że w ostatecznej batalii o Ligę Mistrzów przyjdzie jej się zmierzyć z APOEL-em Nikozja, najczęściej mówiło się o niepowtarzalnej szansie - o tak słabym przeciwniku polski klub może tylko marzyć. Uciszano głosy przypominające, że Cypryjczycy już w LM grali, że dysponują silną kadrą, że upał w rewanżu może wiślakom mocno dać się we znaki.

Bajka sprzed dwóch lat

Wystarczyło jednak tylko kilkanaście minut pierwszego meczu, rozgrywanego przy Reymonta, by przekonać się, że APOEL to rywal z innego piłkarskiego świata. Może nie tak silny jak Real Madryt czy Barcelona, ale takiej organizacji i kultury gry w Polsce nie można było znaleźć. Wiślacy mądrze się bronili i u siebie wygrali. W rewanżu jednak byli praktycznie bez szans - Cypryjczycy byli szybsi, zwinniejsi i lepsi technicznie.

Choć Cypryjczyków ciężko było odszukać - większość ówczesnej kadry APOEL-u składała się z obcokrajowców, ściąganych za darmo bądź za grosze w porównaniu do stawek krążących między klubami regularnie grającymi w LM. - Budowanie dobrej drużyny z małym budżetem nie jest łatwe, ale pieniądze nie gwarantują sukcesu - trzeba mieć plan i jasne pomysły - mówił Ivan Jovanović, trener zespołu.

W fazie grupowej APOEL grał oszczędnie - atakował mało, ale bardzo inteligentnie i uporał się z Porto oraz Zenitem Sankt Petersburg, dołożył do tego trzy remisy na wyjeździe (w tym z Szachtarem Donieck). Później w karnych pokonał Olympique Lyon, ale "w nagrodę" w ćwierćfinale musiał zmierzyć się z Realem Madryt. - Mecz na Santiago Bernabeu był najlepszym momentem w tamtym sezonie. Tego uczucia nikt z nas już nie powtórzy - mówi Marinos Satsias, wychowanek i wieloletni kapitan APOEL-u, który w tym roku zakończył karierę.

Kryzys o jakim marzymy

Ze składu, który mierzył się z Realem, w kadrze mistrza Cypru zostało tylko sześciu piłkarzy: Dionisios Chiotis, Constantinos Charalambides, Nuno Morais, Gustavo Manduca, Nektarios Alexandrou i Kaká. Odszedł też trener Jovanović, którego zastąpił Giorgios Donis.

Pozostała też Liga Mistrzów - APOEL po raz kolejny będzie grał w fazie grupowej tych rozgrywek.
- Tamta drużyna z 2012 roku była unikalna pod względem zawodników i charakteru. Dzisiaj jest trochę słabsza, ale ma podobną charakterystykę - mówi Nassos Stylianou, cypryjski dziennikarz.
APOEL-owi brakować będzie przede wszystkim Jovanovicia i jego charyzmy. Donis zachował jednak podobny styl gry, potrafi dobrze zorganizować drużynę i dba o to, by pomiędzy Cypryjczykami a piłkarzami z zagranicy nie było żadnych konfliktów.

Dzięki temu udało się wejść do Ligi Mistrzów, a w ostatnim meczu fazy eliminacyjnej APOEL pokonał Aalborg BK aż 4:0. I znowu zgarnąć z tego tytułu pieniądze - na Cyprze, tak jak i w Polsce, awans do LM to sprawa głównie finansowa.

A polepszenie budżetu Cypryjczykom jest dziś bardzo potrzebne. Dwa lata temu mówiło się o budowaniu nowego centrum treningowego, który miałby pomóc klubowi w rozwoju. Na razie plany zawieszono. Dlaczego?

Stylianou: - Biorąc pod uwagę kryzys finansowy na Cyprze, długi, które trzeba spłacać, na razie nie ma mowy o polepszaniu infrastruktury klubu i inwestycjach. Tym bardziej, że trzeba było ściągnąć piłkarzy na ten sezon.

W letnim okienku transferowym do Nikozji przyszli choćby Rafik Djebbour czy John Arne Riise. O kryzysie finansowym, który pozwoli na ściągnie takich piłkarzy, w Polsce wiele klubów tylko marzy. - APOEL wciąż ma piłkarzy, którzy tak jak w 2012 roku Ailton czy Manduca, potrafią zrobić różnicę - mówi Stylianou.

Porównanie polskich klubów do APOEL-u wciąż będzie przywoływane dopóki żaden z naszych zespołów nie zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów. Bo Cypryjczycy, w przeciwieństwie do Polaków, gdy mieli już złoty róg w postaci odpowiednich pieniędzy i piłkarzy do szturmowania Ligi Mistrzów, potrafili to wykorzystać. Nam wciąż ostaje się jeno sznur.
Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook