Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 20 czerwca 2014

Anglia: subtelne różnice

foto: skysports.com
England's coming home - tak wygląda sytuacja w grupie D, jeśli zapomnimy o możliwych arytmetycznych możliwościach. Anglicy na mundialu zaprezentowali się lepiej niż na Euro, ale wciąż opierają się na indywidualnościach.

Przed dwoma laty, na kilka tygodni przed rozpoczęciem Euro 2012, angielska federacja piłkarska musiała pożegnać się z Fabiem Capellem, dotychczasowym selekcjonerem kadry narodowej. Szala medialna przechyliła się w stronę Harry'ego Redknappa, który miał z Tottenhamem Hotspur niezłe wyniki. Gareth Bale i spółka grali ładną dla oka, frywolną piłkę. Anglik miał też dobry kontakt z piłkarzami, a do zatrudnienia go do pracy z kadrą namawiał nawet Wayne Rooney.

Federacja dała jednak pracę Royowi Hodgsonowi. Trenerowi tyleż doświadczonemu, co często wyśmiewanemu. Nie wymawia „r”, nie osiągał wielkich sukcesów w kraju, a jego pomysł taktyczny ogranicza się głównie do obrony przed rywalem. Wszystkie jego drużyny grają podobnie: bronią się dwiema liniami po czterech zawodników, a z przodu zostawiona jest dwójka piłkarzy. - Zawsze chcę być pewny, że drużyna jest zorganizowana, że każdy jest świadomy swojej roli w zespole – mówił.

Jego pomysł na piłkę był skuteczny w Fulham (finał Ligi Europa) i West Bromwich Albion (pewne utrzymanie w Premier League), ale w Liverpoolu (beznadziejna gra) już nie. Gdy prowadził Inter Mediolan, często wystawiał nawet pięciu bocznych obrońców. Po dwóch na nominalnych pozycjach i dwóch następnych na skrzydłach. Roberto Carlos grał natomiast w środku pomocy.

Hodgson z Anglii uczynił początkowo zespół walczący o środek tabeli. W pierwszym meczu Euro 2012, z Francją, jego drużyna grała blisko siebie w 4-4-2, wybijała piłki i nie miała ochoty na uczestniczenie w ataku pozycyjnym. Problem z kulturą gry najbardziej widoczny był w ćwierćfinałowym starciu z Włochami. Anglicy co prawda odpadli dopiero w karnych, ale przez cały niemal czas byli we własnej szesnastce, a rozdzielający na prawo i lewo piłki Andrea Pirlo bawił się z biegającymi dookoła wyspiarzami. Ci robili wślizgi, wybijali, walczyli w powietrzu i na ziemi.

- Dwa lata temu byliśmy na liniach, trzymaliśmy gardę i baliśmy się odsłonić. Przegraliśmy wszystkie rundy. Teraz myślę, że trochę ich wygraliśmy – mówił niedawno Gary Neville, porównując mecz piłkarski do starcia bokserów. Anglicy z Włochami w Brazylii zagrali odważnie, do przodu, nie bali się brać inicjatywy. Dryblowali, dośrodkowywali i walczyli znacznie wyżej niż na Euro. - To był najlepszy nasz występ od kilkunastu lat – twierdził asystent Hodgsona.

Różnica między Anglikami i Włochami z pewnością była mniejsza niż na Ukrainie, ale ciągle zauważalna. Piłkarze Cesare Prandellego byli lepiej skoordynowani, lepsi technicznie, szybciej operowali piłką i przede wszystkim – szybciej myśleli. Na nic zdało się nowoczesne ustawienie 4-2-3-1 też w meczu z Urugwajem, który jeszcze bardziej pokazał błędy drużyny Hodgsona, zwłaszcza w ataku pozycyjnym.

- Anglicy są gorzej skoordynowani, ale mają więcej siły, mogą biegać cały mecz – mówił Gianluce Viallemu Tony Colbert, trener od przygotowania fizycznego w Arsenalu. A to bezpośrednio ma przełożenie na technikę, nawet tak podstawową jak przyjęcie piłki. Ofensywni piłkarze Anglii często tracili czas, by w ogóle futbolówkę opanować. W tym czasie rywale zdążyli się już ustawić i nie pozostało nic innego jak tylko dryblować.

Z jednej strony, dwa lata temu, mieliśmy Anglię walczącą, robiącą wślizgi, wybijającą piłki, a dziś mamy ją dryblującą, dośrodkowującą i, a jakże, walczącą. To, niestety, wciąż jest futbol z tego samego łoża. Różnica między Anglikami wtedy a dziś jest mniej więcej taka jak subtelne są różnice w preferowanym przez Hodgsona ustawieniu. - Dwóch napastników w 4-4-2 można albo ustawić obok siebie poziomo albo pionowo – mówi. Na Euro Anglia była pozioma, dziś jest pionowa. Wciąż opierająca się na indywidualnościach, czy to w obronie czy ataku.

Taki styl gry (niezależny od pomysłów Hodgsona, problem leży znacznie głębiej) tworzy gwiazdy, ale jednocześnie gwiazdy niszczy. Bohaterami są ci, którzy wsadzą głowę tam, gdzie inni boją się włożyć nogę. A kozłami ofiarnymi – ci, którzy popełnią błąd. Bo systemu, który maskowałby błędy i pozwalałby drużynie stworzyć zmyślne akcje, Anglicy jeszcze nie mają. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook