Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 8 stycznia 2014

Anatomia Manchesteru United

foto: skysports.com
Cysorz to ma klawe życie - brzmią słowa pewnej ballady. Jej bohaterem nie jest raczej David Moyes, który zmaga się z niemałymi problemami, które stworzył sobie sam lub zostawił mu je poprzednik. Reperkusje mają też decyzje podjęte przed laty.

Najważniejszym problemem związanym z Manchesterem United w chwili obecnej jest nie to, że ten zespół przegrywa, ale to, że nikogo to już nie zaskakuje. Old Trafford nie jest już jaskinią lwa i twierdzą nie do zdobycia, o czym przekonali się już w tym sezonie między innymi piłkarze West Bromwich Albion, Newcastle, czy ostatnio Swansea City. Piłkarze Michaela Laudrupa w ogóle w szczególny sposób zapisali się w swojej historii, bowiem to było pierwsze zwycięstwo Łabędzi na stadionie United.



Trochę się zmieniło w Manchesterze od czasu gdy piłkarze Swansea ostatni raz przyjechali do miasta na zachodzie Anglii. Wtedy byli częścią widowiska mającego pokazać Reds w całej glorii i chwale, świętujących mistrzostwo Premier League i żegnających odchodzącą na emeryturę najważniejszą postać w swojej historii.

Moyes reaguje, nie zapobiega

Zmieniła się przede wszystkim postać menedżera United. Nic więc dziwnego, że to właśnie David Moyes stanął pod pręgierzem oskarżeń fanów i dziennikarzy. Problem w tym, że sytuacja Czerwonych Diabłów jest dość specyficzna. - Kiedy przyszedłem do United, to chciałem przede wszystkim zbudować klub - powiedział zaraz po odejściu emeryturę kwartalnikowi Harvard Business Review Sir Alex Ferguson. Każdy, choćby najdrobniejszy szczegół związany z działaniem klubu z Old Trafford wynika z planowania szkockiego menedżera.

Nawet najlepszemu taktykowi, trudno jest wejść do klubu, gdy wszystko jest podporządkowane myśli poprzednika. Ferguson kosztem wyników krótkoterminowych pozwolił najlepszej młodzieży ze sobą dorastać, zawiązywać więzi, które potem zbudowały ducha drużyny budującego w sobie mentalność zwycięzców.

Teraz w miejsce Fergusona pojawia się Moyes, przychodzący ze znacznie mniejszego klubu, a do tego nie mającego takich sukcesów jak starszy ze Szkotów, gdy ten prowadził Aberdeen. Nie zmienia to jednak tego, że Moyes udowodnił, że jest dobrym, a może nawet bardzo dobrym menedżerem Evertonu. Ale jednego, bardzo konkretnego Evertonu - klubu zbudowanego przez niego samego.

To, co łączy obydwu Szkotów, to chęć kontroli nad wszystkim i podporządkowania wszystkiego swojej myśli. Obaj potrafili się też dostosować do nowych warunków, ale różniły ich konteksty, w których muszą pracować. To zaś wpłynęło na ich sposób myślenia, nawet w perspektywie krótkoterminowej. Gdy w Evertonie można było na porażki reagować, tak w United porażkom trzeba zapobiegać.

David Moyes nie jest jeszcze ani w miejscu, w którym może powiedzieć, że zbudował klub wedle własnego życzenia, ani tym bardziej nie może o sobie powiedzieć, że myśli po manchesterowsku. Mimo to, trzeba sobie z całą tą sytuacją radzić.

Specyficzny zespół

Podobnie jak z tym, że kadrowo Manchester United na kolana nie powala. Nie jest to skład złożony z samych średniaków, ale gdyby cały zespół ubrać w koszulki Sunderlandu, to pewnie nikt by go nie stawiał w roli faworytów w walce o TOP4, nie mówiąc o mistrzostwie. Jeśli nie chce się o kimś niespełniającym najbardziej wygórowanych kanonów piękna mówić, że jest brzydki, wtedy mówi się, że ma specyficzną urodę. Taka jest właśnie kadra United.

Moyes odziedziczył po Fergusonie skład, który został zbudowany nie do końca w zgodzie z tym, co zwykł sobie starszy ze Szkotów zakładać. Zwykle spokojnie budowano zespół mający wystarczyć na 4-5 lat, korzystając ze skautingu i ściągania uzdolnionej młodzieży. Zaprzeczeniem tej filozofii był jednak zeszłoroczny transfer Robina van Persiego, którego wiek i podatność na urazy wskazywały na to, że to nie jest napastnik na lata.

Ryzyko się opłaciło, Manchester United zdobył mistrzostwo, ale zdobył go nie porywając tłumów, często całą swoją nieprzewidywalność w ataku opierając na tym, co zrobi holenderski napastnik. Teraz, gdy skład nie jest już zjednoczony mentalnością zwycięzców, wygrane przychodzą jeszcze ciężej, a David Moyes w pierwszej kolejności narzeka na brak kreatywności w zespole.

Co gorsza dla United, słabo radzi sobie również defensywa. Obrońcy nie do końca wiedzą, co mogą ze sobą zrobić, w przeciwieństwie do piłkarzy ofensywnych rywala. Tak w meczu ze Swansea, jak i w noworocznym spotkaniu z Tottenhamem.



Stare, zamiecione problemy

Co ciekawe, ani jedno, ani drugie nie jest dla Manchesteru United wielką nowością. Ba, z podobnymi problemami klub borykał się już w zeszłym sezonie, ale dzięki trzymaniu składu przez Fergusona i dobrej roboty na treningach udawało się wszystko trzymać na odpowiednim kursie. Gdy tego zabrakło - ujawniła się słabość niektórych piłkarzy zespołu.

Już w maju 2010 roku, Michael Cox na blogu zonalmarking.net zauważał, że zastąpienie Cristiano Ronaldo przez Antonio Valencię, a Carlosa Teveza przez Michaela Owena "osłabiło zdolność Fergusona do taktycznego zaskakiwania rywali", więc "United stali się zbyt przewidywalni i mało elastyczni". Zarówno Ronaldo, jak i Tevez byli filarami drużyny, która potrafiła niszczyć rywali wymiennością pozycji i uniwersalnością.



Obaj byli częścią drużyny, która została zbudowana przez Aleksa Fergusona i Carlosa Queiroza. To między innymi z polecenia Portugalczyka do klubu trafił Cristiano Ronaldo. Oprócz niego, na Old Trafford zjawili się tacy piłkarze jak Gerard Pique, Giuseppe Rossi, Wayne Rooney, Edwin van der Sar, Park Ji-Sung, Nemanja Vidić, Patrice Evra, Michael Carrick, Owen Hargreaves, Nani, Anderson czy Carlos Tevez. Każdy z nich albo był lub jest czołowym piłkarzem na świecie albo był częścią składu, który zdobył w 2008 roku Ligę Mistrzów.

Większość z nich przyszła z klubów zagranicznych, a gdy Queiroz z United odszedł, klub skupił się na ściąganiu piłkarzy ogranych w Premier League: Dymitar Berbatow, Antonio Valencia, Chris Smalling, Javier Hernandez, Ashley Young, David de Gea, Phil Jones, Wilfried Zaha, Robin van Persie, Shinji Kagawa, Marouane Fellaini. Różnica jest widoczna.

Piłkarzy z szerokim wachlarzem umiejętności zastąpili zadaniowcy, którzy świetnie radzą sobie w określonych warunkach, ale w innych łatwo mogą się zgubić. Już prowadząc Aberdeen, Ferguson powierzał swoim asystentom prowadzenie treningów. Jak sam mówi, była to najlepsza rzecz, jaką zrobił. Jednocześnie można to zestawić z innym cytatem szkockiego menedżera: "to, co dzieje się na treningach widzimy potem podczas meczu". Odkąd z klubu odszedł Carlos Queiroz, gra Czerwonych Diabłów zmieniła się z ekspansywnej na bardziej reaktywną, ataki stały się mniej płynne, a i obrona zaczęła szwankować. Największy progres w ostatnich latach, jaki uczynił Manchester United, był właśnie udziałem Carlosa Queiroza.

Portugalski trener jest w istocie arcymistrzem obrony. Gdy prowadził reprezentację Portugalii, ta w dwunastu meczach eliminacyjnych do MŚ w 2010 aż dziewięć razy zachowywała czyste konto. Na samym mundialu zaś, straciła tylko jedną bramkę - w meczu przeciwko Hiszpanii, późniejszemu triumfatorowi turnieju.

Drugi raz do United Queiroz przyszedł zaraz po utracie pracy w Realu Madryt, a było to w roku 2004, ddszedł zaś cztery lata później. Ile bramek tracili wtedy piłkarze Czerwonych Diabłów? W najlepszym sezonie (2007/08), United w lidze stracili tylko 22 bramki. Edwin van der Sar nie wyjmował piłki z siatki od listopada do marca. Dziś, najdłuższa seria bez straty gola w Premier League zatrzymuje się na liczbie 2.



Jednym z najlepszych pokazów gry obronnej United w ostatnich latach był dwumecz przeciwko Barcelonie w kwietniu 2008 roku, kiedy to Blaugrana nie zdobyła ani jednej bramki, a dzięki uderzeniu Paula Scholesa, Reds awansowali do finału Ligi Mistrzów. - Queiroz pokazywał nam dokładnie nasze pozycje. Ćwiczyliśmy i ćwiczyliśmy, powoli wchodziliśmy w tajniki taktyki - wspomina Gary Neville, były prawy obrońca United. Każdy zawodnik wykonał ogromną pracę w obronie, łącznie z Cristiano Ronaldo.



Za czasów Queiroza United mieli filozofię, która pozwalała piłkarzom uwalniać kreatywność bez pomijania ważnych aspektów gry obronnej. Tej filozofii już nie ma, ale trwała silna ręka Fergusona, który popychał wszystko do przodu, zamiatając jednocześnie pod dywan kadrowe problemy.

Zbyt pochopne decyzje?

Dziś nie ma ani jednego ani drugiego, a to powoduje, że piłkarze nie wierzą w swoje umiejętnośći, dekoncentrują się i nie mają wiary w zwycięstwo. A bez mentalności zwycięzców nie da się osiągać tych samych wyników co wcześniej.

Błąd Moyesa wziął się też z tego, że koniecznie i jak najszybciej chciał przebudować klub. Do pionu skautingowego zarządzanego przez człowieka Fergusona Jima Lawlora dodał swoją prawą rękę - Robbiego Cooke'a. Zmienił całkowicie sztab szkoleniowy - Mike'a Phelana i Rene Meulensteena zastąpili Steve Round, Jimmy Lumsden i Phil Neville. Dorywczo pracuje też Ryan Giggs. Niedawno wywiadu oficjalnej stronie FIFA udzielił Louis van Gaal, w którym powiedział: "Kiedy idę do nowego klubu, zawsze zostawiam jednego trenera z istniejącego sztabu szkoleniowego".

Dla każdego związanego ze szkoleniem pierwszej drużyny United praca w tak dużym klubie jest nowością. Jeśli więc mamy z jednej strony skład wymagający określonego traktowania, do którego doszło się wielomiesięczną pracą, a z drugiej grupę trenerów dla których taka sytuacja jest nowością, to takie są właśnie efekty.

Moyes postanowił zatrząść pewnymi podstawami drużyny z Old Trafford, podczas gdy ta jest w fazie permanentnej ewolucji. Zaburzyło to pewną ciągłość i dlatego też to niepokój w tym momencie rządzi w Manchesterze i wszyscy zaczynają zadawać kolejne pytania. To już nie Everton, gdzie Moyes miał dobre stosunki z każdym liverpoolskim reporterem. To Manchester United, skala raczej europejska.

Dalej jednak pozostają w mocy słowa samego sir Alexa, który wymagał od klubu, włącznie z kibicami, by "wspierać nowego menedżera". David Moyes podejmuje suwerenne decyzje i robi to zgodnie z długością swojego kontraktu. Przez sześć lat wiele w futbolu może się zmienić i już pewnie za dwa-trzy lata zobaczymy na Old Trafford zupełnie inną drużynę niż ta, którą obserwujemy obecnie.

To, czy będzie silniejsza czy słabsza zależeć będzie tylko od tego, czy klub będzie w stanie stworzyć filozofię i strategię rozwoju zgodnie z myślą swojego menedżera. Jakby co, Carlos Queiroz będzie pewnie do dyspozycji. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook