Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 29 sierpnia 2013

Amerykański biznes ponad futbolem

fot. skysports.com
Francesco Totti miał nadzieję, że po latach ciężkiej służby ktoś w końcu zmniejszy jego odpowiedzialność za strzelanie goli. Nie to, żeby miał z tym problemy. Erik Lamela, który miał przejąć pałeczkę od kapitana Romy, opuszcza jednak włoską stolicę i rzuca bombą w kierunku szefostwa klubu.

Lamela przybył do Giallorossich z rodzimej Argentyny, a konkretniej - z River Plate. Po latach kształcenia w akademii Los Millionarios Erik zadebiutował w pierwszej drużynie w czerwcu 2009 roku. Dwa sezony później, na krótko przed przeprowadzką do Rzymu, zadebiutował w dorosłej reprezentacji Argentyny.

Kariera skrzydłowego w Rzymie nie od początku wyglądała różowo. Szybki, znakomity technicznie drybler, który rozkwita, gdy tylko ma miejsce wokół siebie nie bardzo mógł się odnaleźć w nowo wdrażanej, katalońskiej filozofii gry w piłkę Luisa Enrique. Mimo czterech goli i sześciu asyst, większą uwagę przykuł inny młodzian, Fabio Borini, który z dziewięcioma trafieniami był drugim najlepszym strzelcem drużyny.

W sezonie 2011/12 na Stadio Olimpico nie było już ani Fabio Boriniego, który znakomitymi występami zapracował na transfer do Liverpoolu, ani Luisa Enrique, którego sposób gry w piłkę działał ze zmiennym skutkiem. A właściwie bez skutku. Właściciel klubu, James Pallotta, zajrzał do klubowej historii i sprowadził na ławkę trenerską Zdenka Zemana.

Pod wodzą czeskiego szkoleniowca, który już przed laty pracował po obu stronach rzymskiej barykady, Lamela rozkwitł na dobre - sam strzelił aż 15 goli, a wraz z Pablo Osvaldo i Francesco Tottim tworzył najbardziej bramkostrzelny tercet w całej Italii. Tyle tylko, że w lutym Zemana zwolniono, a jego miejsce na ławce zajął Aurelio Andreazzoli. Dziś trenerem jest Rudi Garcia.

Nie jestem w stanie wyrazić wszystkiego, co mogłem i chciałem zrobić. Prawdą jest też, że na poziomie drużyny czegoś nam brakowało - skomentował swoje dwa sezony w Rzymie Lamela. W ich trakcie Giallorossi ani razu nie grali w europejskich pucharach, jednak można przypuszczać, że argentyński skrzydłowy co innego miał na myśli.

Latem z klubu odeszły bowiem dwie ważne postacie. Znakomicie zapowiadający się młody obrońca Marquinhos i najlepszy strzelec drużyny w ostatnich dwóch sezonach, Pablo Osvaldo. O krok od opuszczenia klubu był również Miralem Pjanic. Suma zainkasowana za obu piłkarzy jest niemała i oscyluje wokół 40 milionów funtów. Kibice klubu, podobnie zresztą jak sam Lamela, mogą być nieco rozczarowani sposobem ich zainwestowania.

Na Stadio Olimpico ściągnięto Mehdi Benatię, młodego i zdolnego obrońcę oraz trochę straszego Gervinho z Arsenalu. Najlepszym transferem, teoretycznie, pozostaje Kevin Strootman. Projekt, o jakim często wspomina właściciel klubu, James Pallotta, rzeczywiście wydaje się istnieć. Ale nie jest to projekt piłkarski.

Odkąd Pallotta objął klub, stając się zarazem pierwszy zagranicznym właścicielem drużyny z Serie A, ciężko nie oprzeć się wrażeniu, że projekt, owszem, istnieje, jednak jest to projekt biznesowy. Pallotta, który w przeszłości władał koszykarskim Boston Celtics, doprowadził ten klub do pierwszego mistrzostwa NBA od wielu lat. Na to samo mieli nadzieję tifosi w Rzymie, którzy scudetto świętowali ostatni raz ponad dekadę temu.

Najpoważniejszą zmianą za panowania amerykańskiego miliardera jest zmiana klubowego herbu. Nowa tożsamość marki - jak określił nowy herb Pallotta. A wraz z nią sprzedaże kolejnych zawodników.

Za Marquinhosa włodarze Romy zapłacili w sumie 4,5 mln euro. Sprzedali za nieco ponad 31 mln. Erik Lamela kosztował w sumie 17 mln euro, a teraz Spurs pozyskali go za 30 mln. Kluby umówiły się ponadto na 5 mln bonusów, więc z niecałych 22 zainwestowanych milionów, Pallotta zanotował trzykrotny zysk. Z przyszłej sprzedaży dopiero co pozyskanego zastępcy Lameli, Adema Ljajicia, Fiorentina zaklepała sobie 20% kwoty.

Erika Lameli już to nie interesuje. Odszedł do Tottenhamu, który szykuje piłkarski projekt z prawdziwego zdarzenia. Za pieniądze z (wciąż niepotwierdzonej) sprzedaży Garetha Bale'a Daniel Levy, oprócz Argentyńczyka, pozyskał już Paulinho i Roberto Soldado, a w drodze na White Hart Lane jest obrońca Steauy Bukareszt, Vlad Chiriches. Z klubu pozbyto się natomiast szrotu.

Argentyńczyk może idealnie wpasować się do stylu gry Andre Villasa-Boasa, ale przede wszystkim będzie miał poczucie stabilności i rzeczywistej walki o najwyższe cele. Tottenham ma duże ambicje, podobnie jak Lamela. Ma projekt.

A co z Romą i zastępstwem Francesco Tottiego? -Mam nadzieję, że kiedyś tu wrócę.

Bartosz Gazda
comments powered by Disqus
facebook