Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 17 października 2013

Ameryka spełnia meksykański sen

fot. MLSSoccer.com
W większości hollywoodzkich filmów katastroficznych koniec świata rozpoczyna się w Ameryce i jedynymi osobami, którą są w stanie ocalić świat przed zagładą, okazują się dzielni obywatele tego kraju. Wczorajszej nocy filmowa fikcja zamieniła się w rzeczywistość, przynajmniej dla Meksykanów, których przez piłkarską katastrofą ocalili bohatersko najwięksi rywale.

To był niesamowity wieczór. Przed ostatnią kolejką spotkań ważył się los Meksyku, który w bezpośrednim pojedynku z Panamą walczył o pozycję w tabeli premiowaną bezpośrednim awansem oraz o prawo do gry w barażu, w którym miejsce zagwarantowała sobie wcześniej najlepsza drużyna Oceanii, Nowa Zelandia.

Cud, który ocalił "Azteków"

Amerykanie, pewni awansu już od dwóch kolejek, ostatnie spotkanie rozegrali z Panamą. Zwycięstwo Amerykanów, nawet przy porażce Meksyku, dawało miejsce w barażu "Aztekom", prowadzonym przez Victora Vuceticha.

Ostatecznie doszło do sytuacji, w której na sześć minut przed końcem eliminacji Meksyk był pozbawiony wszelkich szans na awans na mundial, a w barażach grała Panama. "Chicharito" i koledzy przegrywali z Kostarykanami, a Amerykanie, grający w mocno rezerwowym składzie, przegrywali z ekipą grającego w Lechu Poznań Luisa Henriqueza. Fanatyczni kibice Panamy już świętowali na trybunach, kiedy w doliczonym czasie gry dwa ciosy zadali podopieczni Jurgena Klinsmanna. Stan gry wyrównał Graham Zusi, minutę później przeciwników dobił Aron Johansson, odkrycie Klinsmanna, napastnik urodzony w Islandii. Meksykanie odetchnęli z ulgą, a obserwatorzy przecierali oczy ze zdumienia - Stany Zjednoczone ocaliły największego rywala przed katastrofą, którą byłby pierwszy od dwudziestu lat brak awansu do mistrzostw świata.



"Kochamy was!", "Dziękujemy" - to tylko niektóre z tytułów w meksykańskiej prasie po wczorajszych wydarzeniach w meczach eliminacyjnych. Jedno jest pewne - od wczoraj skrzydłowy reprezentacji USA, Graham Zusi z pewnością może liczyć na bezpłatne wakacje u południowego sąsiada.

Ostatni mecz jak całe eliminacje

Potwierdziło się jednak, że mimo zmiany selekcjonera po wrześniowych porażkach niewiele zmieniło się w stylu gry reprezentacji Meksyku. W piątkowym meczu z Panamą cudem uratował ich błysk geniuszu Raula Jimeneza, który przepięknym golem przedłużył nadzieje na awans:



W decydującym meczu z Kostaryką nic nie wynikało ze sporej przewagi w posiadaniu piłki. Zmieniony w 60. minucie Javier Hernandez oddał zaledwie jeden strzał na bramkę Keylora Navasa. Sposób na pięcioosobową linię obrony Kostaryki znalazł dopiero Oribe Peralta, który swój jedyny celny strzał w tym meczu zamienił na bramkę w pierwszej połowie spotkania. Większość ataków odbijała się jednak jak od ściany od dobrze zorganizowanej defensywy podopiecznych trenera Jorge Luisa Pinto.

Końcówka eliminacji w wykonaniu Amerykanów dała jasny przekaz: Jurgen Klinsmann znakomicie dokonał selekcji i w przyszłym roku może mieć wiele problemów przy ustaleniu ostatecznej kadry na mundial. Drugi skład reprezentacji USA dał radę w starciu ze zmotywowanymi Panamczykami. Na placu gry nie było Howarda, Beasleya, Jonesa, Bradleya, Dempseya, Donovana i Gonzaleza, jednak nie przeszkodziło to w toczeniu wyrównanej gry z Panamą, która walczyła o życie, do tego na własnym stadionie przy ogłuszającym dopingu kibiców.

Klinsmann wierny jest formacji 4-2-3-1. Wykorzystuje dzięki temu maksymalnie siłę ofensywną swojej reprezentacji. Wysunięty napastnik jest wspierany przez trójkę ofensywnych pomocników (Donovan, Dempsey, Zusi strzelać gole potrafią, są więc dobrym w środku pola królują na zmianę Bradley, Beckermann, Jones lub Kljestan. Mimo przemyślanej selekcji Niemca należy otwarcie stwierdzić, że przy kryzysie Meksyku Amerykanie nie mają w tej chwili konkurencji w strefie CONCACAF. Ciężko doszukać się w ich grze "polotu" - ataki często konstruowane są "z doskoku", akcje bywają szarpane, gra nie pozbawiona jest przestojów. Mogą jednak liczyć na indywidualności i skuteczność swoich gwiazd.

Dzięki sukcesom reprezentacji Klinsmanna nowego wymiaru nabierają ruchy transferowe w Major League Soccer, do których doszło w letnim okienku. Garberowi przy współpracy z władzami klubów udało zatrzymać się bezcennych dla ligi reprezentantów kraju, Landona Donovana (który jeszcze kilka miesięcy temu był poważnie skonfliktowany z federacją) i Omara Gonzaleza. W sierpniu udało się ściągnąć do ojczyzny Clinta Dempseya, który formą co prawda nie zachwyca, jednak po wyleczeniu wszystkich urazów powinien być gotowy do gry na pełnych obrotach w ciągu kilku tygodni. Prestiż MLS rośnie, a Klinsmann cieszy się, że jego kluczowi zawodnicy nie będą wygrzewać ławek w europejskich klubach, a mogą stanowić o sile najlepszych klubów w Stanach Zjednoczonych.

Meksyk, mimo rozegrania fatalnych eliminacji, może przygotowywać się do przyszłorocznego mundialu - ciężko bowiem przypuszczać, by przegrali z Nową Zelandią, która w dwóch ostatnich meczach nie dała rady Zjednoczonym Emiratom Arabskim oraz Trynidadowi i Tobago. Największym wyzwaniem Vuceticha przed wyjazdem do Brazylii może być pogodzenie trzech światów: zawodników naturalizowanych, których nie widzą w kadrze kibice (Gimenez, Lobos), piłkarzy grających w krajowej lidze oraz gwiazd przyjeżdżających na kadrę z największych klubów europejskich. Peany na cześć największego rywala zostały już odśpiewane, teraz czas na budowanie zupełnie nowej drużyny.
Tobiasz Pinczewski
comments powered by Disqus
facebook