Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 31 października 2013

A dlaczego nie Lewandowski?

fot. marca.com
Hiszpańska prasa sportowa zginęła dawno śmiercią tragiczną, ale skoro mamy Halloween - czemu by nie reanimować trupa? Zwłaszcza, że nasze zombie aż się prosi o uwagę podsuwając łakomy kąsek - plotki o możliwym transferze Roberta Lewandowskiego do Barcelony.

Tak, tak. To już nie tylko fantasmagorie Romana Kołtonia w Cafe Futbol. To nawet nie żart z okazji Dnia Świętych Niewiniątek (hiszpański odpowiednik naszego Prima Aprilis), który czeka nas dopiero w grudniu. Odważne wizje, umieszczające Polaka pomiędzy Messim i Neymarem, objawiły się też hiszpańskim (a raczej katalońskim) pismakom. Temat możliwych przenosin zawodnika Borussii do stolicy Katalonii podjęły dzisiejsze wydania Sportu i Mundo Deportivo. Gdy do możliwej transakcji przekonywał nas były redaktor naczelny "Przeglądu Sportowego", wszyscy kpiliśmy z niego, ale dziś już wcale nie musi być nam tak do śmiechu.



"Jak Real to dlaczego nie Barcelona?"

Wszak Lewandowski to, było nie było, świeżo nominowany kandydat do zdobycia Złotej Piłki, co już niejako stawia go wśród największych gwiazd futbolu. Do tej prestiżowej (choć niedługo trzeba będzie ująć te słowo w cudzysłów) nagrody nominowanych jest czwórka graczy Blaugrany, w tym dwóch jej napastników - Neymar i Messi. Skoro polski napastnik może z tą dwójką konkurować o takie laury, czemu nie miałby grać z nimi w jednej ekipie?

Co więcej, Polak może się pochwalić wybitnym osiągnięciem, jakim jest wpakowanie największemu rywalowi Dumy Katalonii 4 bramek w jednym spotkaniu. To coś, czego cała drużyna mistrzów Hiszpanii nie może dokonać od 29 października 2010 roku, kiedy to zaserwowała Królewskim pamiętną manitę, a od tego czasu mierzyła się z ekipą z Santiago Bernabeu dużo częściej. Warto też pamiętać, że dorobek "Lewego" w 4 konfrontacjach z Los Blancos ubogacają gol i asysta, zanotowane jeszcze w pojedynkach fazy grupowej.



Jest popyt

Celem marketingowym na ostatnie okienko transferowe dla Azulgrany było sprowadzenie Neymara i cel ten Sandro Rosell osiągnął (jakim kosztem to zrobił, to temat na osobną dyskusję). Celem głównym miało być sprowadzenie klasowego środkowego obrońcy, ale tego założenia nie udało się wprowadzić w życie. Po nieoczekiwanej zmianie na ławce trenerskiej Barcy i przybyciu Gerardo Martino okazało się bowiem, że ten, podobno największy, problem kadrowy Katalończykow tak naprawdę nie istnieje, a zestaw Piqué, Puyol (bez kolan), Mascherano, Bartra (+ Adriano i Song w ramach żartu) jest w zupełności wystarczający.

Argentyński szkoleniowiec luki widział gdzie indziej - w ataku. W ostatnich dniach transferowego szaleństwa nowy trener miał zasugerować swoim przełożonym, że widzi potrzebę zatrudnienia prawdziwej "9". Nie zażyczył soie jednak ani Robina Van Persiego, ani Radamela Falcao. W grę miała wchodzić raczej transakcja budżetowa - przewijały się nazwiska Aritza Aduriza z Bilbao, Miroslava Klose z Lazio, Lucasa Barriosa ze Spartaka, Oscara Cardozo z Benfiki i Roque Santa Cruza z Málagi. Żaden z wymienionych, w ich obecnej dyspozycji, z Polakiem raczej równać się nie może. Wnioskując więc z mniejszego na większe - skoro w Barcelonie może grać Aduriz, czemu nie może i Lewandowski?

Strzał w dziesiątkę

A przecież sprowadzenie Lewandowskiego może uchodzić za rozwiązanie oszczędnościowe. Z końcem czerwca 2014 roku wygasa jego kontrakt z klubem z Dortmundu. Już od stycznia będzie mógł rozpocząć swobodne negocjacje z potencjalnymi nowymi pracodawcami. Piłkarz tej klasy, dostępny za darmo, to prawdziwy rarytas na rynku.

Oczywiście nic za friko. Brak sumy odstępnego stawia Lewandowskiego w negocjacjach w uprzywilejowanej pozycji, gdyż może bardziej "windować" sumę jaką otrzyma za sam podpis na kontrakcie oraz wysokość zarobków. To właśnie ten aspekt, oprócz poziomu sportowego, będzie kierował jego wyborem w czasie studiowania otrzymanych ofert.

Dla Barcelony wysokie żądania finansowe nie są problemem. Klub z Camp Nou, jak wynika z badań opublikowanych pod koniec ubiegłego roku, wydaje najwięcej na pensje w przeliczeniu na jednego gracza. Wówczas średnie zarobki piłkarza reprezentującego bordowo-granatowe barwy wynosiły 6,5 miliona euro. Co prawda w Hiszpanii planowane jest wprowadzenie limitów płac, które byłyby dla poszczególnych klubów ustalane proporcjonalnie do wielkości ich budżetów, ale i ten fakt nie powinien w tym przypadku stać na przeszkodzie dla transakcji z Polakiem w roli głównej. Po pierwsze, Barca dysponuje potężnym, blisko 600-milionowym budżetem, czym w Hiszpanii ustępuje jedynie nieznacznie Realowi Madryt. Po drugie, budżet płacowy Katalończyków wciąż obciążają takie nazwiska jak Cuenca czy Afellay, a więc zawodnicy, których klub w niedalekiej przyszłości zamierza się pozbyć.

Czy to zadziała?

Od teorii trzeba przejść do praktyki. Czy dla Polaka faktycznie w Barcelonie znalazłoby się miejsce pośród takich zawodników jak Messi, Pedro, Neymar czy Alexis?

Wydaje się, że dziś taka wizja jest bardziej prawdopodobna niż w czasach, w których swoje teorie snuł Roman Kołtoń. Barcelona ma nowego trenera, który wyzwolił ją nieco ze schematów, które uczynił z niej drużynę jedyną w swoim rodzaju i punkt odniesienia, ale które także zablokowały jej dalszy rozwój i sprawiły, że takie klub z Katalonii został zdominowany w zeszłorocznej Lidze Mistrzów przez dużo bardziej wszechstronny Bayern.

Nie są to tylko puste hasła. Wystarczy prześledzić poprzednie spotkania Katalończyków by zauważyć jak zmienił się ich wachlarz wariantów ofensywnych. W El Clásico czy meczu z Celtą nie zdobywali oni bramek do znudzenia klepiąc przed polem karnym rywala. 2 gole po strzałach z dystansu, 2 gole z kontry. Przy 2 z 5 trafień decydujący okazywał się szybko organizowany pressing i zaskoczenie rywala, gdy jego szyki obronne są jeszcze w rozsypce - stara szkoła Guardioli, ale unowocześniona lub jak kto woli - Bayern autorstwa Juppa Heynckesa. Martino nie oduczył swych podopiecznych tiki-taki, ale zdegradował ją do bycia jednym z elementów gry klubu, a nie środkiem do celu.


Celta Vigo 0-3 Barcelona La Liga 2013/14... przez f100004194301529

W ostatnich potyczkach "Tata" pokazuje też do czego miałaby mu się przydać klasyczna "9", o której sprowadzenie zamierzał. Jeden z jego planów no ominięcie skonsolidowanych w środku sił defensywnych rywala to cofnięcie Leo Messiego do korzeni i przesunięcie go na skrzydło, gdzie miałby więcej swobody. Taki zabieg pozostawia jednak niewykorzystany potencjał na środku ataku, który warto byłoby aktywować poprzez umiejscowienie tam silnego, ale i dobrego technicznie napastnika, który lepiej radziłby sobie z postawnymi obrońcami niż, co prawda umięśniony, ale wciąż niewielkiego wzrostu, Argentyńczyk. Ustawienie tam Cesca to rozwiązanie tymczasowe.

Jedynym "ale" pozostaje kwestia - na ile Barcelonie potrzebny byłby zawodnik pokroju Lewandowskiego i jak często byłby wykorzystywany? Obecne rozwiązania zaordynowane przez Martino jak na razie dobrze zdają egzamin i zapewniają różnorodność w atakach jego podopiecznych. Duża też w tym zasługa Neymara, który zajmując miejsce po nieco zaśniedziałym Villi, podziałał odświeżająco na swoich konkurentów do walki o pierwszy skład. Ich statystyki prezentują się obecnie następująco:

Neymar - 4 gole i 7 asyst w 14 występach
Messi - 12 goli i 4 asysty w 13 występach
Pedro - 5 goli i 2 asysty w 15 występach
Alexis - 6 goli i 4 asysty w 13 występach

Czy w tym sprawnie funkcjonującym mechanizmie jest więc miejsce na poprawki? Czy rola polskiego napastnika nie miałaby się sprowadzać jedynie do bycia człowiekiem od zadań specjalnych i czy takie rozwiązanie by mu odpowiadało?

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni

Cyprian Kamil Norwid zmarł w nędzy, Van Gogh też skończył swój żywot trochę za wcześnie i nie doczekał chwil swej sławy. Czemu o tym wspominam? Bo wybitne jednostki i ich twórczość nie zawsze doceniana jest w porę. Wczoraj się nabijaliśmy z rewelacji Kołtonia, jutro możemy oglądać te rewelacje na antenie Canal+. A wtedy to właśnie sympatyczny ekspert zaniesie się śmiechem.

Warto jednak pamiętać, że Katalończyków w Hiszpanii nazywa się Polakami (Los Polacos), a tych w składzie lidera La Liga nie brakuje. Jeśli więc napastnik Borussii naprawdę wyląduje kiedyś na Camp Nou, trzeba uważać, by otoczony gromadą Polaków nie przestawił się czasem na wariant reprezentacyjny i by nie zapomniał, jak się strzela bramki. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook