Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 17 czerwca 2013

11 rzeczy, które wstrząsnęły sezonem

fot. skysports.com
W minionym roku kibice piłkarscy musieli czuć się jak Gołota na ringu - liczyli na wygraną, co spełniało się rzadko (bo żaden sport nie znosi nadmiaru zwycięzców), za to bardzo często dostawali po łbie. Duże zmiany zaszły zarówno na polskim, jak i zagranicznych podwórkach. Z odnotowywaniem wszystkich wstrząsów nie nadążali nawet sejsmolodzy, ale od czego macie nas? Oto jedenastka ciosów, jakie musieli przyjąć m.in. fani Manchesteru United, naszej kadry czy też... antyfani Leo Messiego.

1. Boniek na czele PZPN: O jego elekcji marzyło wielu, ale chyba nie spodziewał się jej nikt. Jakimś cudem “mesjaszowi z Rzymu” udało się przełamać skostniałe struktury PZPN, zostawiając daleko w tyle poprzednika Grzegorza Latę, który nawet nie mógł już kandydować, a także innych przeciwników. Nastały czasy mlekiem i miodem płynące - zwłaszcza miód lał się na serca w ilościach hurtowych. Tak dobrze w mediach o PZPN nie mówiono chyba nigdy w historii. Nowy prezes zdecydował się na kilka znaczących posunięć, które przyjęto z wielkim entuzjazmem. Przyczynił się do przyznania Warszawie finału Ligi Europy, co przy innych władzach związku w ogóle nie było możliwe. Uporządkował sprawy w samej piłkarskiej centrali, zwalniając przy tym wielu ludzi, którzy swoje funkcje sprawowali chyba tylko... z przyzwyczajenia. Tak - to musiał być prawdziwy wstrząs. Nawet nie wstrząs, a zawał - przynajmniej dla starego piłkarskiego ładu. Po jego wyborze śmiało można powiedzieć, że już nic nie będzie takie samo. [PG]

2. Trenerskie trzęsienie ziemi: Strasznie rozkręciła się trenerska karuzela w Europie! Już nie tylko Bayern, który pomimo potrójnej korony zmienia Juppa Heynckesa na lepszy model, ale także Real Madryt i cała czołówka Premier League. W Anglii już od miesięcy mówiono o tym trzęsieniu, ale dopiero pod koniec sezonu tąpnęło najmocniej - Sir Alex odszedł sam, a później obserwowaliśmy efekt lawiny. Moyes zastąpił go w United, do Evertonu poszedł Martinez, w City pracować będzie Pellegrini, z Chelsea ponownie kontraktem złączył się Jose Mourinho... Mało? W Southampton i Swansea przebąkuje się o odejściu menedżerów w proteście na działania klubu, pozycja Alana Pardew jest coraz mniej stabilna, Tony Pulis już pożegnał Stoke... Drżyjcie trenerzy całej Europy - zwalnianie was to już nie trend, ale istny kataklizm. [MZ]

3. Reforma Ekstraklasy: Panom z Ekstraklasy S.A. trudno było usiedzieć w spokoju; rzucili się na reformę niczym szczerbaty na suchary, w grę przecież wchodziło ratowanie wysokich kontraktów z tytułu praw telewizyjnych oraz - co tu dużo mówić - własnych stołków. Myśleli i wymyślili: podział na dwie grupy i siedem kolejek więcej. Zaproponowana reforma początkowo tak zszokowała kluby, że wyglądała na projekt nie do przyjęcia. Kiedy jednak już się zebrali, to ją przegłosowali, ale bez podziału punktów na dwa po standardowych 30. kolejkach. PZPN przywołał jednak kluby do porządku i te zgodziły wreszcie zgodziły się na rewolucyjny i wstrząsający układ w sezonie 2013-2014. [PG]

4. Falowanie i spadanie Fornalika: Po nieudanym EURO 2012 wszyscy oczekiwali gruntownej zmiany w reprezentacji Polski. Wśród kandydatów mediów na stanowisko selekcjonera wymieniano choćby Avraama Granta czy Bertiego Vogtsa, natomiast zaszczyt poprowadzenia biało-czerwonych w kwalifikacjach do brazylijskiego mundialu przypadł Waldemarowi Fornalikowi. Polski szkoleniowiec szybko przekonał się, że wskoczył na wysokiego konia, z którego kilka razy mógł spaść. Po meczu z Anglią wielu kibiców wierzyło w powodzenie misji, bo na "basenie narodowym" udało się zatrzymać głównego faworyta do awansu. Kolejne miesiące pokazały, że Fornalik nie zdołał utrzymać dobrego kursu i po klęsce z Ukrainą znalazł się w ogniu krytyki. Czerwcowe spotkanie z Mołdawią należało do pierwszego z cyklu "meczów o wszystko", które w ostatnich latach stały się zmorą polskiej drużyny narodowej. Chociaż Polacy nie przegrali w Kiszyniowie i zachowali matematyczne szanse na drugie miejsce w grupie, to Fornalik kolejny raz nie odrobił lekcji z wiosennych porażek z Irlandią i Ukrainą. Rezultaty jego kadry to prawdziwa sinusoida, a w ostatnim czasie linia łącząca punkty wyraźnie opada w dół i niewiele wskazuje, by miało się to zmienić. Prezes Boniek póki co nie zakończył współpracy z byłym trenerem Ruchu Chorzów, ale los Fornalika wydaje się przesądzony, chyba że dokona cudu w wyjazdowych meczach z Ukrainą i Anglią. O ile będzie jeszcze wtedy Mesjaszem trenerem. [MiO]

5. Sędziowskie wpadki: Dwie dodatkowe pary oczu skupione na okolicy pola karnego miały wspierać sędziego głównego w ocenie wydarzeń boiskowych. Rzeczywistość w kraju nad Wisłą po raz kolejny pokazała, że dobre rozwiązania przynoszące efekt wszędzie, tylko nie u nas. Od listopada 2012 roku w rozgrywkach Ekstraklasy testowano system opierający się na obecności dwóch sędziów za linią końcową boiska. Dodatkowi arbitrzy nie wpłynęli znacząco na lepszą ocenę boiskowych wydarzeń, a w rundzie wiosennej przyczynili się do krzywdzących werdyktów. Wisła Kraków czuła się wyjątkowo poszkodowana, ponieważ sędziowie szeroko zamykali oczy, nie dyktując rzutu karnego z Podbeskidziem. Czara goryczy przelała się po skandalicznej pomyłce Sebastiana Jarzębaka w spotkaniu Wisła-Legia, który zakpił z powagi funkcji pełnionej na boisku i dopuścił do zaliczenia nieprawidłowo zdobytego gola. Władze Białej Gwiazdy protestowały, środowisko piłkarskie wrzało, więc PZPN zrezygnował z eksperymentu. Kolejne spotkania Ekstraklasy udowodniły, że czterej widzący kompetentni sędziowie wystarczają do prawidłowego prowadzenia zawodów. Znowu lepsze stało się wrogiem dobrego. [MiO]

6. Niemiecki finał LM: Kto przed sezonem postawił pieniądze na taki scenariusz, ten zarobił naprawdę sporo. W Lidze Mistrzów zdarzały się już krajowe finały, ale w meczu o najważniejsze trofeum w klubowej piłce nigdy nie stawały naprzeciwko siebie dwa zespoły z długo traktowanej po macoszemu Bundesligi. W przekroju całych zeszłorocznych rozgrywek takie rozstrzygnięcie nie może jednak dziwić, bo niemieccy giganci wyglądali w nich po prostu najlepiej z całej stawki. Skazywana na porażkę Borussia zachwycała przede wszystkim w fazie grupowej, a Bayern, największy przegrany sprzed roku, rozkręcał się z każdą kolejną rundą, klasę potwierdzając w finale. Finale, w którym zgodnie z przewidywaniami dortmundczycy postawili Bawarczykom twarde warunki, a samo spotkanie okazało się porywającym widowiskiem. W sezonie 2012/13 niemiecka dominacja zaszokowała, powtórzenie tego sukcesu, choć w najbliższej przyszłości mało prawdopodobne, nikogo już nie zadziwi. [MaO]

7. Bezprecedensowe zachowanie Boatenga: Kevin Prince-Boateng przeniósł walkę z rasizmem na piłkarskich stadionach na kolejny poziom. Gdy Ghańczyk był w styczniu wygwizdywany w towarzyskim meczu przeciwko Pro Patrii, złapał piłkę i kopnął ją w sektor, w którym zasiadali najzagorzalsi i najgłupsi zarazem fanatycy klubu z malutkiego miasteczka w Lombardii. Koledzy z drużyny poszli w ślady afrykańskiego zawodnika i również zeszli z murawy. Cała sytuacja wywołała burzę nie tylko we Włoszech, lecz w całej Europie. Boateng za swój gest został co prawda skrytykowany przez prezydenta Fifa, Seppa Blatera, lecz inne wielkie osobistości zdecydowanie poparły pomocnika Milanu, z prezydentem klubu, Silvio Berlusconim, na czele. Mecz oczywiście został natychmiast przerwany, a w marcu Boateng przemawiał na forum ONZ podczas konferencji Międzynarodowego Dnia Walki z Dyskryminacją Rasową. Mimo to długa jeszcze droga do całkowitego wyplenienia rasizmu ze stadionów, o czym dobitnie świadczy kazus Mario Balotellego z meczu z Romą i kara nałożona na fanów Pro Patrii. Po całej medialnej burzy na szóstka nagłośniejszych krzykaczy została ukarana więzieniem, wahającym się w przedziale od 40 dni do dwóch miesięcy.[BG]

8. Raport Hillsborough Independent Panel: Data 12 września 2012 roku na zawsze przejdzie do historii Liverpoolu. Tamtego dnia – po blisko trzech latach pracy – został opublikowany raport Niezależnego Zespołu do spraw Hillsborough (ang. Hillsborough Independent Panel). Zawarł wszystko to, co NAPRAWDĘ wydarzyło się 15 kwietnia 1989 roku przy okazji meczu półfinału Pucharu Anglii pomiędzy Liverpoolem a Nottingham Forest na stadionie w Sheffield.
Kibice zostali oczyszczeni z odpowiedzialności i wszelkich zarzutów, jakie zrzuciły na nich służby policji z hrabstwa South Yorkshire, wspomagane przez dziennik The Sun natychmiast po katastrofie. Oficjalne przeprosiny na ręce rodzin ofiar tragedii złożył w Izbie Gmin sam premier Wielkiej Brytanii, David Cameron. Tym samym wreszcie bez żadnych wątpliwości zostały obnażone wieloletnie kłamstwa dotyczące okoliczności Hillsborough:

[WF]

9. Seryjni emeryci: Szereg piłkarskich osobistości co roku kończy karierę. Dawno nie był on jednak pełen tak wybitnych postaci jak po zakończonym sezonie. Najważniejsze wydarzenie stanowiło przejście na emeryturę przez Sir Alexa Fergusona. Szkot opuścił stanowisko menedżera Manchesteru United po ponad 26 latach. Karierę zawodniczą zakończyły z kolei największe talenty angielskiego futbolu lat dziewięćdziesiątych: David Beckham, Michael Owen, Paul Scholes i Jamie Carragher. Buty na kołku zawiesili również triumfatorzy Ligi Mistrzów w barwach Barcelony z 2006 roku: Ludovic Giuly i Mark van Bommel.
Nie inaczej było na polskim podwórku. Tutaj po raz ostatni zobaczyliśmy na boisku w zawodowej roli rekordzistę pod względem liczby występów w reprezentacji Polski, Michała Żewłakowa, a także jednego z najlepszych strzelców w historii ligi, Tomasza Frankowskiego. Czas ze sceny zejść – powiedzieli sobie też Piotr Reiss, Dickson Choto czy Ivan Djurdjević. [WF]

10. Polonia znika z mapy wyższych klas rozgrywkowych: Totalny rozpad, rozkład i degrengolada. Po “Czarnych Koszulach” w lidze zostaje czarna plama. Z której ligi się wynurzą, tego nie wie nikt, wiadomo za to, że wrócą nieprędko. To był wstrząs długotrwały, bo statkiem o nazwie “Polonia” kolebało na wszystkie strony przez cały sezon, by w decydującym momencie spowodować prawdziwe trzęsienie ziemi, zabierające klub ze sobą w otchłań. Ale o tym było wiadomo już wtedy, gdy z finansowania wycofał się poprzedni właściciel - Józef Wojciechowski. Wówczas jak zbawca na białym koniu przybył Ireneusz Król, który najpierw chciał przenosić klub do Katowic, ale kibice i problemy natury prawnej przekonały go jednak, aby tego nie robił. Początkowo media tylko podejrzewały, że nie ma on pieniędzy nawet na bieżącą działalność klubu; potem nabrały pewności. Nieuniknione stało się faktem i klub z bogatą, przedwojenną tradycją poleciał w odmęty lig regionalnych. Kibicami to wstrząsnęło, ale ich nie załamało, odbudują Polonię od podstaw. Przecież takie rzeczy przerabiała już Pogoń w Szczecinie i GKS w Katowicach, czemu więc miałoby się nie udać i tym razem? [PG]

11. Lionel Messi bije rekordy z brodą: Tego typu wydarzenia są przeważnie zajęciem dla smutnych analityków z kalkulatorami w dłoniach. Tym razem było jednak nieco inaczej, bo Messi wymazał ze statystyk nazwisko samego wielkiego Gerda Müllera. Tak przynajmniej przyjmuje większość, bo dziennikarz AS-a Tomás Roncero dalej utrzymuje, że Leo żadnego rekordu nie pobił, bo ten należy do Zambijczyka Chitalu. Na tym nie kończyły się jednak kontrowersje wokół osiągnięcia Argentyńczyka. Wcześniej Marca podawała w wątpliwość kwestię autora jednej z bramek zapisanych na konto Messiego (przypisując samobója Amorebiecie). Na koniec niewiele brakowało by rekord nie padł, bo Messi połasił się na to, by cel osiągnąć jak najszybciej i wyrwał się z ławki na końcówkę spotkania z Benficą, w którym Vilanova wystawił rezerwy. Nadgorliwość niemal przypłacił poważną kontuzją. Niemal. Zamiast pauzować kilka miesięcy pojawił się jednak na boisku już parę dni później i aplikując dwa trafienia Betisowi zapisał się w historii.
Mniej emocji wzbudził inny wyczyn kapitana Albicelestes - bramki w kolejnych 21 spotkaniach ligowych, a szkoda, gdyż to wydarzenie na chwilę skróciło dystans między światem wielkiej piłki, a światem polskiej piłki. Messi uśmiercił bowiem w ten sposób rekord Teodora Peterka, który w latach 1937-38 trafiał w 16 grach dla Ruchu Chorzów, o czym nie omieszkała wspomnieć oficjalna strona FC Barcelony. Co ciekawe ostatnim spotkaniem, w którym Messi śrubował swój wynik, był także mecz z Verdiblancos [MS]

Wojciech Falenta
Przemysław Gajzler
Bartosz Gazda
Michał Oberc
Marcin Olton
Marcin Serocki
Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook