Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 8 czerwca 2013

"11" olśnień La Liga

fot. marca.com
Czarowali kibiców, przeciwników doprowadzali do łez - przedstawiamy jedenastkę* odkryć, które dodały blasku La Liga. A właścicieli Monaco, PSG i klubów angielskich prosimy o pominięcie tego zestawienia (choć w jednym wypadku jest już za późno).
*a jak ktoś dobrze policzy, to i dwunastkę

Adrián (Real Betis) - do składu wskoczył w 6. kolejce, kiedy to w spotkaniu z Malagą Casto obejrzał czerwoną kartkę. W tamtym meczu puścił 4 gole i nic nie zapowiadało, że na dłużej zadomowi się między słupkami bramki Beticos. Potem przyszły jednak pojedynki z Realem Sociedad, Valencią i Realem Madryt, w których robinsonady Adriána każdorazowo zapewniały Verdiblancos czyste konta, a w konsekwencji 3 punkty. W ten sposób portero zyskał zaufanie Pepe Mela, którego nie nadwyrężyły nawet wpadki z prestiżowej konfrontacji z El Derbi sevillano. Dobre występy nie wystarczyły do ugrania nowego kontraktu w rodzimym klubie, ale po golkipera zgłosił się West Ham i w przyszłym roku Adrián sprawdzi się w Premier League.

Carlos Martínez (Real Sociedad) - daleko mu do charakterystyki typowych bocznych obrońców. Z 189 cm wzrostu sylwetką przypomina bardziej koszykarza, niż mikrusów występujących zwykle na skrzydłach defensywy. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdeklasowaniu konkurencji na swojej pozycji. Braki w motoryce, nadrabiał świetnym wyczuciem w podłączaniu się do akcji ofensywnych. Mniejszą zwrotność zniwelował przez opanowanie do perfekcji sztuki posyłania kąśliwych, płaskich wrzutek, posyłanych niemal z każdej pozycji. Dzięki swej boiskowej inteligencji swoje ograniczenia udało mu się przekuć w atuty, a to znalazło swój wyraz w statystykach - gol i 5 asyst, w tym jakże ważne ostatnie dogrania w spotkaniach z Realem i Barceloną. Gdyby nie konserwatywne podejście Vicente del Bosque, miałby pewne miejsce w kadrze na Puchar Konfederacji.

Iñigo Martínez (Real Sociedad) - z dobrze zapowiadającego się zawodnika, kojarzonego jednak dotychczas głównie z fatalnym błędem z Igrzysk Olimpijskich i niesamowitych bramek strzelanych zza połowy, Iñigo przeobraził się w stopera co się zowie. Do minimum ograniczył pomyłki wynikające z roztargnienia, stając się dużo pewniejszą zaporą od bardziej doświadczonego kolegi z bloku defensywnego, Mikela Gonzáleza. Do odpowiedzialnej gry w tyłach, reprezentant młodzieżówki dołączył ważne bramki po stałych fragmentach gry. Jego poczynania bacznie śledzą największe firmy hiszpańskiej piłki, ale na Estado Anoeta liczą, że Martínez zostanie w przyszłości charyzmatycznym dowódcą biało-niebieskiej ekipy na miarę Xabiego Prieto.

Raphaël Varane (Real Madryt) - sezon zaczynał jako trzecia opcja na środku defensywy by na koniec stać się bohaterem bon motu José Mourinho, którym Portugalczyk ugodził w Pepe - Pepe ma problem. Ten problem nazywa się Varane. Przełomowym momentem okazał się być półfinał Copa Del Rey, w którym młody oprócz skutecznego uprzykrzania życia Messiemu i spółce, dwukrotnie pokonywał José Manuela Pinto. Niemal do końca sezonu imponował bezkompromisową grą, zachowując się dużo bardziej odpowiedzialnie od doświadczonych kolegów. Dziś już nikt nie wątpi w to, że Zinedine Zidane dostarczył Królewskim stopera na lata. Znakomitą temporade przedwcześnie zakończyła kontuzja. Kto wie jak potoczyłby się finał Copa Del Rey, gdyby Raphaël był do dyspozycji The Special One do końca.

Alberto Moreno (Sevilla FC) - odkrycie drugiej części sezonu. Na młodego defensora po przyjściu do klubu odważnie postawił Unai Emery i pozostał wierny swojemu wyborowi do końca rozgrywek. Alberto już w pierwszym spotkaniu pod wodzą Baska zaliczył asystę i wyłączył z gry snajpera Deportivo, Rikiego. Z każdym kolejnym spotkaniem lewy obrońca Sevillistas grał coraz bardziej dojrzale i wygląda na to, że Emery znalazł perełkę na miarę Jordiego Alby. Już teraz defensor drużyny z Ramón Sánchez Pizjuán wywalczył sobie miejsce w naszpikowanej talentami, wyjściowej jedenastce La Rojita

Geoffrey Kondogbia (Sevilla FC) - aparycja troglodyty to doskonała zmyłka. Za niewyraźnym spojrzeniem francuskiego pomocnika kryje się jednak całkiem sprawnie pracująca głowa, która bez zakłóceń wysyła komendy do kończyn dolnych byłego zawodnika Lens. Geoffrey zaczynał sezon, oglądając z ławki wygraną swoich kolegów nad Realem Madryt, by już kilka miesięcy później wzbudzić zainteresowanie Królewskich, którzy w osobie atletycznie zbudowanego defensywnego pomocnika widzą ewentualnego następce Xabiego Alonso.

Asier Illarramendi (Real Sociedad) - podobnie jak Kondogbia, bacznie obserwowany przez Los Blancos. Obecność na boisku Asiera była warunkiem sine qua non do wywalczenia awansu do Ligi Mistrzów przez baskijski klub. Wartość tego niepozornego 22-latka poznaliśmy, bowiem dopiero wtedy, gdy zabrakło go na boisku. Gdy kontuzja wyłączyła z gry środkowego pomocnika Txuri-Urdin na 2 spotkania jego koledzy w mig roztrwonili całą przewagę nad Valencią. Spoglądając na statystyki Baska można by dojśc do wniosku, że na boisku nie robi nic (0 goli, 1 asysta), ale to nie jest człowiek od nabijania cyferek, a od kreowania możliwości śrubowania statystyk innym.

Piti (Rayo Vallecano) - najstarszy jegomość w stawce. Dowód na to, że w wieku 32-lat można osiągnąć apogeum formy. W pierwszej części sezonu doskonale współpracował z Léo Baptistão i to za sprawą tego duetu Rayo przebiło się do świadomości szerszego grona kibiców. Gdy młody Brazylijczyk spuścił z tonu, na Pitiego spadła cała odpowiedzialność za strzelanie i asystowanie, a Katalończyk udźwignął ten ciężar. Wolny elektron w ofensywnej układance Paco Jémeza. Poruszał się tam, gdzie uznał to za stosowne i zwykle znajdował się dokładnie tam, gdzie był potrzebny, za każdym razem udowadniając, że kapitańska opaska to nie przypadek, a numer "10" na plecach mu nie ciąży.

Koke (Atletico Madryt) - lek na nostalgię po Diego Ribasie. Z 11 asystami w lidze ten 21-latek zapracował sobie na miano jednego z bardziej kreatywnych pomocników w lidze, w klasyfikacji ostatnich podań nieznacznie ustępując takim tuzom jak Iniesta, Özil czy Messi. Reprezentant "La Rojita" do swojego dorobku dorzucił też 3 gole. Mało, ale gdy ma się zawodnika, który trafia w taki sposób...



...można mu wybaczyć fakt, że robi to rzadko. Przełomowy dla siebie sezon wychowanek Los Colchoneros zakończył asystą przy golu, który zapewnił jego macierzystemu klubowi zwycięstwo w rozgrywkach Copa del Rey.

Léo Baptistão (Rayo Vallecano) - może od czasu, gdy przyrównaliśmy go do Leo Messiego chłopak się nieco speszył, ale to wciąż jedno z największych odkryć ostatniej temporady i nadzieja na przyszłość. Nadzieję tę mają już jednak nie na Campo de Vallecas, a na Vicente Calderon, gdzie szybko poznano się na talencie Brazylijczyka i podkradziono go lokalnemu rywalowi.

Diego Costa (Atletico Madryt) - opluwał Ramosa, sam był opluwany przez Amaye z Betisu. Prowokował rywali, przyczyniając się do usuwania ich z boiska przez arbitra i sam wylatywał z placu gry za niesportowe zachowanie. A poza tym wszystkim Brazylijczyk grał jeszcze w piłkę i robił to cholernie dobrze, asystując i trafiając do siatki jak na zawołanie. W rozgrywkach ligowych należycie uzupełniał się z Falcao, uaktywniając się dokładnie wtedy, gdy Kolumbijczyk miał gorszy dzień. Prawdziwą klasę pokazał w Pucharze Króla. Tryumfu Los Colchoneros w tych rozgrywkach nie byłoby bez Costy, który bramką w finale nie tylko przywrócił kolegom nadzieje na wygraną, ale zapewnił sobie także tytuł króla strzelców Copa Del Rey. Z takim gościem w ataku, nawet pod nieobecność El Tigre można spać spokojnie.

Victor Rodriguez (Real Saragossa) - chłopak z przeszłością w La Masii. Zaczynał sezon w rezerwach Realu Saragossa B, inkasując co miesiąc wynagrodzenie w wysokości...3 tys. euro. Manolo Jimenez uznał, że w katalońskiej szkółce nie mogli się mylić, dał Victorowi szansę gry w pierwszej drużynie i nie pożałował. 2 gole i 8 asyst skrzydłowego to znakomity wynik, biorąc pod uwagę, że reprezentował barwy słabiutkiej i ostatecznie zdegradowanej drużyny Los Blanquillos. Jeszcze w trakcie sezonu, Rodriguez zapracował sobie na nowy kontrakt i wyższe zarobki. Gra w Segunda byłaby dla 23-latka krokiem w tył, więc niewykluczone, że wkrótce zmieni pracodawcę.

trener: Paco Jémez - dosłownie i w przenośni najbardziej barwna postać rozgrywek. W wizerunku byłego zawodnika La Furia Roja nic nie jest przypadkowe. Jémez czarował swoimi wypowiedziami na konferencjach prasowych, kiedy stwierdzał, że nie boi się obrania ryzykownej taktyki przeciwko Barcelonie, bo to czy przegra 0:2 czy 0:5 nie ma znaczenia. Paco wyróżniał się na tle kolegów po fachu także ubiorem, zapełniając na tym polu lukę po Pepie Guardioli. Najbardziej oryginalne pomysły byłego szkoleniowca mogliśmy jednak śledzić na boisku. Absolutnym hitem była podwójna, niewymuszona zmiana w spotkaniu z Realem Sociedad. Powiecie, że wariat, a on najbiedniejsze w lidze Rayo doprowadził do 8. miejsca. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook