Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Zmęczenie jest przereklamowane

fot. bundesliga.de
Pomundialowy odpoczynek tylko dla słabych, Puchar Niemiec jako niezawodny typer i nowy kozak na niemieckich salonach. Czego dowiedzieliśmy się po premierowej kolejce 52. sezonu niemieckiej Bundesligi?


Puchar Niemiec prawdę ci powie

Mundial to himalaje piłkarskich imprez: ceremonie otwarcia z największą pompą, najlepsi piłkarze globu w jednym miejscu i zawodowi profeci typujący wyników spotkań, jak ośmiornica Paul czy pancernik Norman. Bundeslidze póki co wciąż daleko do splendoru Mistrzostw Świata, więc rozstrzygnięcia premierowej kolejki mogliśmy prognozować co najwyżej na podstawie rezultatów pierwszej rundy Pucharu Niemiec. A te okazały się nad wyraz trafne. Spośród pięciu zespołów ekstraklasy, które w walce o niemieckie trofeum pocieszenia odpadło już w przedbiegach, i to nawet z czwartoligowcami, żaden nie zdobył kompletu punktów na inaugurację ligi. Niestety, na kolejne prognozy będziemy musieli poczekać aż do jesieni.

W lidze pojawił się nowy terminator

Wygląda na to, że Klopp i Streich do atletycznego dwuboju dopuścić będą musieli i żółtodzioba w osobie Rogera Schmidta. Na otwarcie sezonu Bayer stłamsił Borussię, wprowadzając bundesligową fizyczność na zupełnie inny poziom. Najwięcej pokonanych kilometrów, najwięcej sprintów, najwięcej wygranych pojedynków. "Aptekarze" mogli imponować zwłaszcza w w pierwszej połowie, gdy kolektywnie bardzo wysoko atakowali gospodarzy, nie pozwalając im rozegrać piłki. Po przerwie odbiory na połowie rywala zastąpili faulami, przejęcia rozpaczliwymi wślizgami czy wybiciami, a i zdecydowanie więcej pracy miał Leno. Ale gdy wydawało się, że gościom z Leverkusen nie starczy sił na zejście do szatni o własnych nogach, w ostatnią pogoń za piłką ruszył Bellarabi i do spółki z Kiesslingiem przesądził o losach meczu.



Przygotowanie kondycyjne, nadzorowane przez byłego współpracownika m.in. żółtej Borussii, Olivera Bartletta, to nie jedyne wkupne Schmidta do bundesligowej rodziny.



-Oczywiście o tym rozmawialiśmy. Kto widział nasze przygotowania, wie, że to nie był przypadek, tak trener tłumaczył rekordowo szybką bramkę, zdobytą już po dziewięciu sekundach. W jednym z przedsezonowych sparingów Brandt trafił już po 19 sekundach od wznowienia gry, a w koncernie Red Bulla, byłego pracodawcy Schmidta, błyskawiczne gole produkowano taśmowo.



Nowe rozdanie w Sinsheim i Hamburgu...

Gdyby przed startem ligi ktoś był powiedział, że wśród zaledwie pięciu drużyn, które na inaugurację zachowają czyste konto, znajdą się Hamburg i Hoffenheim, zostałby w najlepszym wypadku potraktowany uśmiechem politowania. A jednak. W ubiegłym sezonie obie ekipy straciły w sumie 145 (!) goli, dokładnie tyle samo co czterej reprezentanci Bundesligi w Lidze Mistrzów. Przepis na sukces? U "Wieśniaków" wymiana ręcznika na bramkarza z prawdziwego zdarzenia i koniec eksperymentu z odwróconymi bocznymi obrońcami, w HSV walka, walka, walka. Charakter rewolucji drużyny Slomki niech odda fakt, że Johan Djourou prezentował się jak Pan Piłkarz, a przez dobre ¾ meczu był najlepszym zawodnikiem na placu.

...i stare demony w Gelsenkirchen i Stuttgarcie

Są jednak w lidze i miejsca, gdzie może się wydawać, że wciąż trwa miniony sezon. Stuttgart, z nowym-starym trenerem Vehem na ławce, długimi momentami w niczym nie przypominał zbieraniny z wiosny, ale wystarczyło objęcie prowadzenia, by wróciły dawne koszmary. Jedynie w rundzie rewanżowej Szwabowie dali sobie wyrwać aż 18 (!) punktów tylko w ostatnim kwadransie meczu (32 oczka na przestrzeni całego sezonu) i nie inaczej było wczoraj w Gladbach. -Naturalnie trochę szkoda tak późno stracić prowadzenie, narzekał po meczu Veh. Cóż, będzie się musiał przyzwyczaić.

Grubą kreską nowego sezonu nie oddzielono i w Gelsenkirchen. "Królewsko-niebiescy" już po zaledwie dwóch meczach znajdują się w doskonale znanym sobie punkcie: kibice i media domagają się głowy Kellera, atmosfera w zespole zaczyna wrzeć, na boisku brakuje zaangażowania, wzajemnej pomocy i zimnej krwi, strzela tylko Huntelaar, a kolana kolejnych zawodników zaczynają się sypać. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy na różnorakie urazy kolana narzekało aż dziesięciu (!) piłkarzy, a trzech bocznych obrońców zerwało więzadła krzyżowe. Choć "Cesarz" Bekcenbauer wieszczy Schalke rozpad ( -Zawodnicy robią sobie wzajemnie wyrzuty. To początek końca, to nie jest drużyna.), sympatycy z niebieskiej części Zagłębia Ruhry mogą zawsze pocieszać się szczęśliwym zakończeniem minionych rozgrywek. Oby tylko tym razem nie trafić w Lidze Mistrzów na Real...

Zmęczenie mundialem jest przereklamowane

Gdy jedni słabą dyspozycję na otwarcie sezonu tłumaczą długą imprezą za wielką wodą, inni za najlepsze tłumaczenie uznają po prostu swoją boiskową postawę. Tempa nie zwalnia Arjen Robben, który do znakomitego poprzedniego sezonu i mundialu w Brazylii dołożył koncert w meczu z "Wilkami". Holender zaliczył gola i asystę, a gdyby nie spisek sędziów i poprzeczki, wynik byłby jeszcze okazalszy. Złośliwi powiedzą, że Robben ma siłę szaleć, w końcu przez ostatnie lata dość wypoczął, jednak skrzydłowy Bayernu, jak sam twierdzi, wciąż jest zwyczajnie głodny gry.

Na osobne wyróżnienie zasługuje i Christoph Kramer. Finałowe zderzenie maratończyka z Gladbach z czołgiem Garayem co prawda odcięło mu chwilowo mózg (swoją umowę z Bayerem Leverkusen porównał do handlu ludźmi...), ale też i nadało zdolność transformacji. Niemiec w ciągu kilkunastu minut zdołał odwrócić losy spotkania. Najpierw, w skórze Toniego Kroosa, Kramer cudownie uruchomił Hazarda, a w samej końcówce, niczym Mario Gómez Julian Schieber, z zimną krwią wpakował piłkę do bramki Szwabów.

Nie wszyscy mundialowicze błyszczeli jak Robben czy Kramer, ale wielu z nich mimo to trafiało do siatki rywali. Aż osiem z wszystkich 21 goli zdobytych na inaugurację ligi to dzieło zawodników, którzy jeszcze kilka tygodni temu rywalizowali o Puchar Świata. Skoro jesteśmy w temacie snajperów: na czele tejże klasyfikacji znajduje się, tak, tak, Julian Schieber, który ma na swoim koncie więcej bramek niż 10 drużyn Bundesligi.

Kontynuując temat futbolowych jaj: dwa momenty pierwszej kolejki, których przegapić po prostu nie można.



Marcin Olton
comments powered by Disqus
facebook