Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 14 lipca 2014

Z pustki między linie. Berlin a kadra Niemiec

foto: skysports.com
Niekiedy ważniejsze niż dzieje miasta, państwa i drużyny jest to, czym coś rzeczywiście jest. Bo może się okazać, że idea otaczająca futbol w danym kraju otacza też całe społeczeństwo.

- Berlin (i razem z nim Niemcy) są dziś prymusem. Najbogatsi, najsprawiedliwsi społecznie, najnowocześniejsi, najprzyjaźniejsi mniejszościom, najnowocześniejsi, najliberalniejsi, najbardziej otwarci, najzdrowsi, naj..., naj..., naj... - pisał w październiku dla Tygodnika Powszechnego Andrzej Stasiuk. Dziś wystarczy tylko dodać, że Berlin jest stolicą Mistrza Świata w piłce nożnej.

Loew pisze niedokończone historie

O tym, jak niemiecka kadra zmieniła się przez ostatnie dziesięciolecie napisano już wiele, znakomicie zebrał to choćby Michał Trela. Zarządzający futbolem zdecydowali się na rewolucję w szkoleniu, postawiono na technikę, kreatywność i błyskotliwość. Twarzą zmian został Jurgen Klinsmann, nowy selekcjoner reprezentacji.

Zalążki nowej kadry widać było jeszcze przed przełomowymi dla Niemców mistrzostwami świata w 2006 roku. Rok wcześniej na tych samych stadionach odbył się Puchar Konfederacji. W kadrze coraz więcej do powiedzenia mieli młodzi: Bastian Schweinsteiger i Lukas Podolski. Ubrani w mało tradycyjne, czerwone koszulki (taki kolor miał bowiem wzbudzać większą pewność siebie) Niemcy zdobyli na tym turnieju trzecie miejsce, a nowe pokolenie reprezentacji nazwano "Schweinskimi".

Od tamtej pory Niemcy regularnie grały w półfinałach wielkich turniejów. Raz zagrali też w finale (na Euro 2008). Żadnego trofeum, do niedzieli, nie udało się jednak zdobyć. Wciąż pozostawał jeszcze niezagospodarowany potencjał. Następca Klinsmanna, Joachim Loew, co roku wymyślał nową koncepcję, kreślił, przepisywał, pisał na nowo, ale zawsze wszystko sypało się na ostatniej prostej.

Najlepszy kraj

Mimo to, karnawał rozpoczęty przed niemal dziesięcioma laty trwał. Zmieniała się niemiecka kadra i zmieniały się też Niemcy. - To nie tylko kraj, który należy podziwiać. To także kraj, który inspiruje nas do znalezienia sposobów na najważniejsze wyzwania - takie słowa w brytyjskim dzienniku "The Guardian" nikogo już nie dziwią.

Piszący dla gazety artykuł nazywa zjednoczenie Niemiec "największym za jego życia osiągnięciem nowoczesnego kraju". Od 1990 roku zaczęto przebudowywać podzielone dotychczas państwa, a przemiana Berlina stała się symbolem dorobku zjednoczenia.

W 1996 roku w mieście zorganizowano oficjalną kampanię reklamową: "Berlin wird" (Berlin staje się). - Ale staje się czym? Zamiast dokładnego wyrażenia mamy werbalną pustkę - zastanawia się profesor literatury Andreas Huyssen w artykule "Pustki Berlinu".

W owym czasie wielka pustka znajdowała się niemal w samym sercu stolicy zjednoczonego państwa. Niezagospodarowany plac, który pozostał po zburzonym murze berlińskim przypominał mieszkańcom i turystom o trudnej historię miasta i w istocie całej XX-wiecznej Europy. Przystąpiono więc do budowy w tej okolicy wieżowców z aluminium i szkła.

Między liniami w mieście i na boisku

Skomplikowaną przyszłość Berlina przewidziano już w 1910 roku, gdy Karl Scheffler, krytyk sztuki pisał: - Przeznaczenie tego miasta to wieczne stawanie się i nigdy nie zostawanie.

Mówiąc inaczej: historię i przyszłość Berlina trzeba pisać na nowo, przepisywać i kreślić.

Dziś wszystko sprawia wrażenie ukończonego. - Ten wyścig ku niebu i ta ufność dziecięca, że z tego nieba nie spadnie już żaden grom ani pożoga, które stopią i zwęglą i stal, i szkło, i aluminium. Berlin... - pisze Stasiuk. Niemieccy piłkarze sięgnęli zaś po mistrzostwo świata, pierwsze od czasu zjednoczenia kraju i szykują się do globalnej dominacji.

Na ich szczęście - nie są kompletną drużyną. Finał z Argentyną pokazał, że brak lewego obrońcy w kadrze wciąż jest problemem, a Miroslav Klose to nie napastnik, który przytrzyma piłkę i powalczy z obrońcami. Niemcy mają jednak cały zastęp piłkarzy, którzy potrafią robić to, co jest wymagane na ich pozycji, ale oferują jeszcze tę odrobinę więcej, i to wszystko pozwala na przetrwanie całego mundialu bez szwanku. Są to zawodnicy, którzy są specjalistami od gry między liniami, w najczarniejszych zakamarkach piłkarskiego boiska.

Przed podobnymi wyzwaniami stoją miejscy architekci w stolicy Niemiec. Widzą przestrzeń, ograniczoną z dwóch stron dwiema dotychczas zwalczającymi liniami, i muszą coś z tego stworzyć.

Tak było choćby z Muzeum Żydowskim w Berlinie, którego budynek zaprojektował Daniel Libeskind. Zadanie było tym trudniejsze, że bryłę trzeba było wkomponować w istniejące już Muzeum Berlina. Architekt postanowił i tak oddzielić dwa budynki, wyraźnie akcentując kształt własnego budynku. - Struktura Libeskinda była opisywana jako zygzak, błyskawica albo zniekształcona Gwiazda Dawida. On sam nazywa ją jednak "Między Liniami" - tłumaczy Huyssens.

I tak samo można nazwać to miejsce na murawie, w którym Niemcy sięgnęli po mistrzostwo świata. Tak samo ta drużyna wciąż sprawia wrażenie nieukończonej. Na tym etapie rozwoju jednak zdecydowanie przewyższa inne kraje. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook