Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 8 lutego 2014

Xavi – najsłabsze ogniwo?

fot. marca.com
W ostatnich miesiącach dyspozycja katalońskiego rozgrywającego nie napawa optymizmem. Pytania o teraźniejszość i przyszłość wicekapitana Barcelony piętrzą się z każdym dniem.

Tata Martino nie ma duszy rewolucjonisty. Siedząc na ławce trenerskiej, nie ma na głowie frygijskiej czapki. W nocy nie śni mu się, że – niczym uwieczniona na obrazie Eugene'a Delocroix Wolność – wiedzie lud na barykady. Tata Martino nie ma w sobie nieposkromionej potrzeby udoskonalania tego, co dla niewprawnego oka już teraz wydaje się doskonałe. Argentyńczyk robi to, co trzeba, Bez strachu, ale i bez zbytniego ryzyka i nadstawiania karku.

Okrutnym zrządzeniem losu jest to, że akurat temu trenerowi przyszło pracować w Barcelonie tak bardzo łaknącej zmian. Grzebanie w trzewiach tak skomplikowanego mechanizmu to jak wybieranie się na wojnę, to jak wszczynanie rewolucji, wzniecanie powstania. Tata Martino się przed tym wzbrania, ale w końcu ulegnie. Musi naprawić lekko zardzewiały mechanizm, wymienić najsłabsze ogniwa. Problem polega jednak na tym, że jednym z tych słabych ogniw jest Xavi – personifikacja stylu, mentalności i filozofii Barcelony.

Perspektywa

Na Xaviego trzeba patrzeć w odpowiedni sposób. Chociaż wydawać się to może niesprawiedliwe, Katalończyka nie można oceniać tylko na podstawie obecnych umiejętności. One ciągle są ogromne i plasują Hernandeza w ścisłej światowej czołówce. Trzeba jednak pamiętać o tym, że obecny Xavi to nie jest Xavi prawdziwy. Kolejne wyczerpujące sezony wypełnione morderczą walką na wszystkich frontach powoli odzierały najlepszego gracza w historii hiszpańskiej piłki z kolejnych atutów. Najpierw zniknął ciąg na bramkę, potem nieokiełznana kreacyjna odwaga, na koniec ulotniła się nieprzewidywalność. Został sam szkielet – podania, podania, podania. Hernandez jest doskonałym człowiekiem, by pomagać drużynie w utrzymywaniu się przy piłce, doskonałym uspokajaczem, ale już tylko przeciętnym kreatorem. Kto dziś pamięta korespondencyjne pojedynki Xaviego i Gutiego? Kiedy ostatnio podrywaliśmy się z emocji na równe nogi, widząc niezliczone no-look passy Katalończyka rozrywające obronę rywali albo jego rajdy między defensorami? To są rzeczy, do których współczesny Xavi być może nie jest już zdolny. Gdyby wychowanek Barcelony nie był parę lat temu tak absurdalnie wybitnym piłkarzem, to dziś – po takim spadku formy – nie miałby czego szukać w zawodowej piłce. Ale „Maki” (zdrobnienie od Maquina – Maszyna) ciągle sprawia problemy. Nawet po zupełnym oklapnięciu formy jest graczem bardzo dobrym.



Ale „bardzo dobry” nie jest wystarczająco dobre dla Barcelony. Dziś po boiskach czołowych lig świata biega coraz więcej graczy gotowych na zastąpienie Xaviego i ofiarowanie Barcelonie rzeczy, których Hernandez dać już nie może. Katalończyk gra w tym sezonie mało jak nigdy, ale ciągle jest członkiem podstawowej jedenastki. Josep Pedrerol w nadawanym w hiszpańskiej telewizji La Sexta programie Jugones tłumaczył niedawno, że wszystko opiera się na umowie między piłkarzem a trenerem Martino mającej na celu jak najdłużej utrzymać zdolność zawodnika do gry na najwyższym poziomie. Jeśli kataloński dziennikarz się nie myli, to można zaryzykować stwierdzenie, że Tata zgłupiał.

Presja

Zgłupiał, albo nie był w stanie podjąć ryzyka. Gdy Carlo Ancelotti przychodził do Realu Madryt, na jednej z pierwszych konferencji prasowych stwierdził, że bardzo nie chciałby być zapamiętany jako trener, który zakończy karierę Ikera Casillasa na Santiago Bernabeu. Martino z pewnością przez myśl przebiegły podobne refleksje. Inną rzeczą jest posadzenie na ławce Cesca, Pedro czy nawet Iniesty, a inną wielkiego Xaviego. Niedanie mu grać w dwóch kolejnych meczach to proszenie się o medialne zamieszanie. Odstawienie go na parę tygodni to próba wywołania narodowego kataklizmu. Wypchnięcie go ze składu całkowicie oznaczałoby zapewne zagładę świata.

Sprawę znacznie ułatwić mógłby sam zawodnik, ale Xavi nigdy nie był potulną owieczką robiącą to, co słuszne i unikającą kontrowersji. Katalończyk lubi rozmawiać z prasą na temat barcelońskiego mesjanizmu i absolutnej istotności posiadania piłki we współczesnym futbolu. Nie, facet, który nie raz i nie dwa wygłaszał w mediach tyrady na temat złej długości trawy na boiskach rywali, nie będzie siedział cicho. Jego pozycja w klubie jest zbyt mocna (pozycja w mediach zresztą też), żeby ktoś mógł zrobić mu krzywdę. Xavi musi sam chcieć ograniczyć swoją rolę w drużynie. Zamiast 80% dostępnych minut, mógłby grać 40. Może skupiłby się bardziej na doskonaleniu trenerskiego rzemiosła, może pomógłby we wprowadzaniu juniorów do pierwszej drużyny? Opcji jest wiele, ale każda zakłada wolę Hernandeza, a jej na razie nie widać.

Przyszłość

Xavi ma 34 lata, kondycyjnie nie wytrzymuje już 90 minut, ma wyraźne problemy, gdy Tata desygnuje go do gry co trzy dni. A w klubie nie ma dla niego zastępstwa. Mówiło się, że nowym Xavim może być Cesc, ale były gracz Arsenalu w koncepcji Martino jest zawodnikiem niemal czysto ofensywnym. Niektórzy twierdzą, że Hernandeza zluzować może sam Leo Messi, ale póki co Argentyńczyk absolutnie nie angażuje się w grę obronną, co czyni go środkowym pomocnikiem właściwie bezużytecznym. Talent Sergiego Roberto rozwija się zbyt wolno, Busquets w roli Xaviego by sobie poradził, ale wtedy tworzyłaby się luka na pozycji pivota destrukcyjnego. Sytuacja – jeśliby przyjrzeć się z bliska – ociera się o beznadzieję.

W idealnym świecie Barcelona kupiłaby kogoś pokroju Gündogana lub Koke. Obaj panowie zapewniają doskonałe rozegranie z głębi pola połączone z przyzwoitą pracą w defensywie. Obaj nie powinni mieć problemu z wpasowaniem się do systemu Taty Martino. Obaj za odpowiednią sumę będą latem dostępni, ale szanse na to, że Andoni Zubizarreta sfinalizuję którąś z transakcji są niezbyt duże. Klub pewnie skupi się na ściągnięciu stopera, może środkowego napastnika, może bocznego obrońcy. Problem Xaviego będzie dalej tematem tabu.

Oczywiście łatwo pojąc rozumowanie bojącej się zmarginalizować Hernandeza Barcelony. Wystarczy przypomnieć sobie, jak panicznie w Madrycie obawiano się skutków odejścia Raula, a przecież El Siete był w tamtym czasie już tylko zmiennikiem. Xavi jest bardzo mocno zakorzeniony w Barcelonę, można w ciemno zakładać, że jeszcze przed czterdziestką zostanie jej trenerem. Hiszpan czuje się odpowiedzialny za drużynę i być może to poczucie sprawia, że nie jest w stanie zrobić kroku w tył.

***

Na dobrą sprawę w miejsce tego artykułu można by wstawić zdjęcie uśmiechniętego Thiago Alcantary w koszulce Bayernu i to by wystarczyło za całą argumentację. Pozwolenie odejść młodemu Hiszpanowi to błąd, przy którym odejście Juana Maty z Realu jawi się jako niewinna drobnostka. Ale błędy w futbolu się zdarzają, nawet w klubach tak dużych jak Barcelona. Naprawienie tego uchybienia będzie jednak zależało nie tylko od zarządu, ale być może przede wszystkim od samego Xaviego. Piotrek Dyga
comments powered by Disqus
facebook