Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 25 stycznia 2014

Wypuszczeni z klatek

foto: skysports.com
Przy bijącym rekordy Bayernie - najlepszy wynik na półmetku, pierwszy zespół, który wygrał 15 z 17 spotkań w Bundeslidze - niewielu patrzyłoby na bramkarzy. Bo Philipp Lahm był znów doskonały, Mario Goetze bezlitośnie nękał obrońców Borussii, a Thiago Alcantara bezbłędnie operował w sporych przestrzeniach wolnego miejsca między formacjami rywali. A Bayern nie wrzucił nawet trzeciego biegu.

Nie musiał. Dominowanie Bundesligi, nawet po zimowej przerwie i przy pozostawieniu w rezerwie swoich najcięższych broni, przyszło Bayernowi łatwo. Guardiola, nadal kombinując nad systemami, które nie przynoszą póki co wyników (vide sparing z Salzburgiem), wystarczy, że swój zespół lekko podrasował, nastawił na jeszcze bardziej znaczące posiadanie piłki i wymienność pozycji, która rywali gubi.

Oczywiście pojawiają się błędy. Nawet ta rozgrywająca słabsze zawody Borussia miała swoje szanse i, faktycznie, raz nawet Manuel Neuer nie pomógłby swoim kolegom - jego i Bayern uratował słupek.

Jednak Neuer nie tak ratuje Bayern - nie tylko. Nie tylko dobrymi interwencjami, wyczutymi wyskokami do dośrodkowań, blokowaniem strzałów rywali. Na każdą efektowną akcję Bayernu, która się zazębia i wychodzi, a jej efektem jest sytuacja bramkowa, przypada pięć takich, które trzeba wycofać, rozpocząć na nowo lub przeprowadzić drugim skrzydłem.

Od tego też jest Neuer. To już nawet nie bramkarz libero, ale czynny obrońca i pełnoprawny piłkarz - cyferka, którą śmiało można dodać do tych zwyczajowo określających rozstawienie dziesięciu piłkarzy. Nic dziwnego, że czasem wydaje się jakby Bayern grał w przewadze.

Oczywiście to żadna nowość, a raczej kontynuacja trendu bramkarza rozgrywającego. Tylko że po Valdesie i innych naśladujących, Manuel Neuer jest najbliższy perfekcji. Przy piłce nie popełnia błędów - przyjęcie, zamach, przytrzymanie piłki, przeniesienie ciężaru akcji, wyjście do gry poza pole karne. Tylko czterech piłkarzy Borussii miało więcej kontaktów z piłką niż on.

Marc-André ter Stegen w ten schemat się wpisuje i nic dziwnego, że on z Niemiec wkrótce ucieknie do Hiszpanii, by grać w porównywalnej klasy zespole - choćby ze względu na to, że po prostu zasługuje. Mniejsza o kapitalne interwencje, popisy refleksu i ograniczenia wyniku do dwóch wpuszczonych strzałów, gdzie szans po prostu nie miał.

Ter Stegen z Borussii miał najwięcej kontaktów z piłką, co niekoniecznie dziwi - choćby przez wzgląd na nieustanne oblężenie własnej bramki. Z drugiej strony dwie najczęstsze kombinacje podań tego zespołu to jego zagrania do dwóch środkowych obrońców, pokazujące, że podopieczni Luciena Favre do wyprowadzania piłki od bramkarza też aspirują. Jeszcze w pierwszej połowie Ter Stegen dobre kilkanaście sekund zwlekał ze wznowieniem gry od autu bramkowego, czekając aż któryś z kolegów odbiegnie od wysoko ustawionych rywali. Gdy w końcu został zmuszony przez nich do dalekiego wykopu, młody Niemiec tylko się skrzywił. Bramkarz też chciałby sobie pograć?

Pod jednym względem ich pojedynek nie tylko na typowe umiejętności bramkarskie był ciekawy - paradoksalnie, każdy z nich zanotował dużo gorszą dokładność podań od ich sezonowej średniej. Neuer ledwo przekroczył 50%, gdy zwykle dziewięć na dziesięć jego podań jest celnych. Ter Stegen ogólnie wypada gorzej (75%), ale w piątkowy wieczór był lepszy od kolegi z reprezentacji.

I generalnie jest dla niego zagrożeniem. Niekoniecznie w kadrze, niekoniecznie w lidze czy pod względem dokonań w karierze, ale w byciu bramkarzem libero. W pięciu czołowych ligach Europy, Ter Stegen jest jedynym golkiperem, który pod względem podań przebił się do setki najczęściej podających piłkarzy w danych rozgrywkach - w Bundeslidze jest na 75. miejscu z 724 zagraniami, wyprzedzając choćby środkowych pomocników Hoffenheim (Polanski), Borussii Dortmund (Bender i Mkhitarjan), Hannoveru (Andreasen) i Werderu (Makiadi).

- Panowie nie oszukujmy się, ich bramkarz (David de Gea) grałby u nas na środku pomocy - powiedział kilka lat temu Andrzej Zamilski na odprawie przed meczem reprezentacji młodzieżowej Polski z Hiszpanią. A może - wypadkowa kontuzji, kartek i pecha lub kolejnej innowacji taktycznej - Favre czy Guardiola czy Martino będą zmuszeni do awaryjnego wypchnięcia z ławki rezerwowych do pola właśnie bramkarza?

Kto by tego nie chciał zobaczyć... Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook