Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 16 kwietnia 2014

Wszystkie Misie polskiej piłki

foto: republika.pl
Nigdy tak niewiele w filmie kompletnie niezwiązanym z futbolem nie mówiło tak wiele o polskim futbolu właśnie. Dlaczego? Śpieszymy z wytłumaczeniem.

- Powiedz mi, po co jest ten hymn? Po co jest ten hymn?
- Właśnie, po co?
- Otóż to. Nikt nie wie po co, więc nie musisz obawiać się, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten hymn? On odpowiada żywotnym potrzebom społeczeństwa. To jest hymn na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym hymnem? My otwieramy oczy niedowiarkom. "Patrzcie," mówimy, "to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo". I nikt nie ma prawa się przyczepić. Bo to jest hymn społeczny, w oparciu o sześć (szesnaście? - przyp. red.) instytucji, który sobie zgnije - do jesieni na świeżym powietrzu. I co się wtedy zrobi?
- Protokół zniszczenia.


(Na podstawie filmu "Miś", 1980, reż. Stanisław Bareja)



Po co jest ten hymn?

"Dzisiaj w godzinach popołudniowych w Warszawie narodziła się nowa świecka tradycja - zebrani piłkarze szesnastu Ekstraklasowych klubów nagrali wspólnie hymn, który będzie niósł ich do walki o ligowe punkty..."

Ktoś powie, że będzie znakiem charakterystycznym Ekstraklasy, wyróżni ligę z europejskiej czołówki i kompletnej szarzyzny, gdzie przygotowują ledwie medialny dżingiel, a nie piosenkę. W zasadzie ideę da się obronić, jeśli stacja pokazująca rozgrywki ten produkt po raz kolejny opakuje w kolorowy papier, puści w podsumowującym sezon programie - a najlepiej na sam jego koniec - by następnie dać powód prowadzącym studio komentatorom do kilku żartów i pozytywnego zamknięcia całego roku grania. Kurtyna.

Tylko teraz jak teraz się zastanowić to przez całe lato kontrowersyjny hymn będzie kompletnym nieużytkiem, czerwiec i lipiec spędzając w zamrażarce, by nawiedzić kibiców na początku kolejnego sezonu. Tylko co dalej? Ten śpiew piłkarzy będzie grany bezpośrednio przed pierwszym gwizdkiem? Przed każdą transmisją? W trakcie studia? A może po prostu zrobi się protokół zniszczenia...

To jest hymn na skalę naszych możliwości

Co więcej, ten hymn jest niczym osławiona reforma o której znów rozpoczęła się debata. Termin to jak każdy inny - bo nikt nie będzie mądrzejszy po siedmiu kolejkach o ile w dominującej Legii nie dojdzie do jakiejś katastrofy. W zasadzie kontrowersje dotyczące reformy ograniczają się do mistrzostwa i tego jak dzieli się punkty na szczycie - publika nie będzie równie litościwa dla, powiedzmy, dziewiątej ekipy, że nagle (czytaj: znów cudem czy tragedią) znalazła się pod kreską. Słabymi nikt się nie przejmuje, ale odbieranie punktów - czy raczej zredukowanie przewagi - w wyścigu, gdzie powinno być już "pozamiatane" zostanie uznane za "nie fair".

Zresztą błąd popełnia się na samym wstępie mówiąc o "reformie". To złe słowo - reformowanie zakłada proces, długotrwałe przekształcanie elementów systemu. Co więc jest kolejnym krokiem Ekstraklasy i krajowego związku? Cztery grupy? Faza pucharowa?

Co ważniejsze, reforma zwykle stanowi przeciwwagę czy uzupełnienie zmian rewolucyjnych - w przypadku tego co zrobiła Ekstraklasa, jeśli nie będzie chodzić o cofnięcie zmian z początku 2013 roku, czeka nas właśnie rewolucja. Powiększenie ligi? Kolejna zmiana formatu rozgrywek?

I nikt nie ma prawa się przyczepić

Nie było planu, była chęć reakcji. Na mierny poziom, na puste chociaż spektakularne stadiony i na zerwanie z reputacją piłkarzy-leniów o zimowych wczasach. "Reformy" nie można krytykować, bo przecież coś się dzieje, coś się robi, chociaż oczywiście a) nie tam gdzie zmian potrzeba, b) nie tak jak potrzeba, c) nie w stylu, którego oczekiwano.

Co jednak można z tym zrobić? "Reforma" to już teraz nie jest ostatnie słowo pomysłodawców i, o zgrozo, brzmi to bardziej jak groźba niż obietnica. Nie krytykujcie, bo mogło być gorzej - sezon już mógł się skończyć, byłoby mniej tematów do pisania, mniej (mimo wszystko) sprzedanych biletów, mniej wpływów do kas klubów, mniej pieniędzy i mniej powodów do myślenia, że polski futbol zrobił krok w dobrym kierunku.

Protokół zniszczenia

Oczywiście to również mrzonka. Futbol wcale nie jest "reformowany", ale temu co się w lidze dzieje po prostu nadano szybsze tempo. Nie zmianom na lepsze, ale zmianom do których byliśmy przyzwyczajeni - w obliczu rotacji na linii Gdańsk-Białystok chodzi o karuzelę trenerską, letnio-zimowe zamieszania z testowaniem kogokolwiek i nawet studenta z Rumunii dały kolejne salwy śmiechu. Kluby (instytucje) bronią się na swój sposób - patrzcie, nawet śpiewają jednym głosem! - ale bardziej tłumiąc niezadowolenie piłkarzy z dzielenia wywalczonych przez nich punktów niż biorąc udział w merytorycznej debacie.

Bo przecież "na pohybel tym, co ciągną w dół". Szkoda, że nawet w swym hymnie Ekstraklasa bardziej dzieli niż łączy. Nie można być przeciw, nie można być "niedowiarkiem", nie można twierdzić, że Ekstraklasa jest słaba - jeśli tak faktycznie jest, to "po co o niej pisać, po co oglądać i po co się interesować"?




Ekstraklasa, jak hymn, jak "reforma", jest i nic nam do tego. Po raz kolejny dowiadujemy się, że liga nie jest własnością kibiców, nie jest im nawet wypożyczana na dziewięćdziesiąt minut każdego weekendu, nie musi nawet mieć większego sensu. Ona tylko odpowiada żywotnym potrzebom społeczeństwa. Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook