Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 19 stycznia 2014

Włoska fabryka gwiazd

fot. goal.com
Różne są modele budowy klubu. Jedni wydają setki milionów euro na gwiazdy i sukces chcą osiągnąć natychmiast, inni stawiają na wychowanków lub inwestują w sieć skautingu. Do tej trzeciej grupy należy Giampaolo Pozzo, właściciel Udinese Calcio, jednej z największych kuźni piłkarskich talentów na świecie.

Perła w koronie holdingu

Pozzo kupił Udinese w lipcu 1986 roku. Rok później zamieszany w aferę bukmacherską klub został ukarany minusowymi dziewięcioma punktami i spadł do Serie B. Kolejne lata to balansowanie na granicy 1. i 2. ligi z niejednokrotnym jej przekraczaniem, raz w jedną, raz w drugą stronę. Na właściwe tory drużyna weszła dopiero w sezonie 1995/96. Odtąd gra już w Serie A regularnie.

Wracając do Pozzo, jest on nie tylko właścicielem Udinese. W 2009 roku kupił bowiem hiszpańską Granadę, a trzy lata później angielski Watford. Oba te klubu są swego rodzaju filiami włoskiego biznesu klanu Pozzów i poligonem doświadczalnym dla graczy niemieszczących się w kadrze drużyny ze Stadio Friuli.

Pozzo nie miał zamiaru rywalizować z Interem, Juventusem, Milanem czy Romą w wyścigu o najwyższy transfer sezonu. Ku zmartwieniu fanów Udinese, nie marzył także o wygrywaniu trofeów. Wybrał inną drogę. Zainwestował w sieć skautingu oplatającą cały świat - od Lubina po chilijską Calamę. Dziś to właśnie ona jest znakiem szczególnym klubu, czymś, czego zazdroszczą wszyscy prezesi na świecie, i, co najważniejsze, znakomitym źródłem dochodów.

Rzesza specjalistów opłacanych przez klub, którymi od 2010 roku dowodzi Andrea Carnevale, były napastnik Udinese, Napoli czy Romy, brązowy medalista mundialu w 1990 roku, większość dni w roku spędza poza domem. Głównym celem ich wypraw jest Afryka, Ameryka Południowa, Europa Środkowa i Wschodnia oraz Skandynawia. Skauci Udinese mają tak szeroką sieć kontaktów, że gdy tylko gdzieś pojawi się zdolny, znakomicie rokujący chłopak, jadą na miejsce, by zobaczyć go w akcji. Oczywiście obserwacja danego zawodnika trwa kilka, czasem nawet kilkanaście miesięcy. Wszystko po to, by zminimalizować ryzyko nietrafionej inwestycji. Np. Piotra Zielińskiego skauci Udinese wypatrzyli podczas turnieju reprezentacji do 19 w La Mandze w lutym 2011 roku. Po pięciu miesiącach konsultacji, rozmów, analiz, zdecydowano się podpisać z nim kontrakt. Tak działa profesjonalny system skautingu.

Najważniejszy jest zysk

Przez ostatnie 14 lat Udinese tylko trzykrotnie miało ujemny bilans transferowy. Jedynie w sezonach 2000/01, 2002/03 i 2004/05 Pozzo więcej na piłkarzy wydał, niż na nich zarobił. Ceny zakupów były jednak niewielkie i nie przekraczały 3 mln euro. Znakomicie pokazuje to, jak opłacalną inwestycją jest dobrze rozwinięty skauting. Udinese to klub, który kojarzy się fanom nie z wielkimi sukcesami, efektownymi wygranymi czy dramatycznymi historiami, ale właśnie ze znajdywaniem, szlifowaniem i sprzedawaniem z dużym zyskiem piłkarzy.



Klub, którego celem jest głównie zarabianie na transferach, siłą rzeczy nie może być potęgą. Tak też jest w przypadku Udinese. Zebry co prawda grają nieprzerwanie w Serie A od 19 lat, ale w tym czasie tylko dwukrotnie zajęły miejsce na podium - trzecie w sezonach 1997/98 i 2011/12. Największym sukcesem w historii klubu pozostaje więc triumf w Pucharze Intertoto w 2000 roku.

Esencja biznesu - kupić tanio, drogo sprzedać

Choć w piłce nożnej chodzi o to, by wygrywać trofea, w Udinese wcale nie martwią się tym, że ich gablota z pucharami jest tak uboga. Oni szczycą się czym innym. Od sezonu 1999/2000 zarobili na transferach bagatela 384 miliony euro*, wydając 181 mln. Zysk z inwestycji wyniósł więc ponad 100%. I tak miało być.

Najlepiej filozofię zarządzania klubem przez Giampaolo Pozzo widać na kilku przykładach piłkarzy, których kupiono za grosze, wyszkolono, a następnie wytransferowano z ogromnym zyskiem.

Alexisa Sáncheza pozyskano w 2006 roku z Deportes Cobreloa za 3 mln euro, a sprzedano do Barcelony w 2011 za 26 mln. Zysk z inwestycji wyniósł więc 866%. Gökhan Inler kosztował Udinese 1 mln euro. Napoli w 2011 roku zapłaciło zaś za niego 18 mln. 1800% zysku. Identyczne kwoty pojawiają się w przypadku Kwadwo Asamoaha, pozyskanego w 2009 roku z Bellinzony, a sprzedanego trzy lata później do Juventusu. Jeszcze lepszy biznes zrobili szefowie Udinese na Mehdim Benatii. Marokańczyk przyszedł do klubu za darmo, a Roma latem 2013 roku zapłaciła za niego 13,5 mln euro. Podobnie miała się sprawa z Sulleyem Muntarim. Ghańczyk przyszedł do klubu ze Stadio Friuli jako siedemnastolatek, a odszedł z niego w 2007 roku jako wyróżniający się w Serie A pomocnik do Portsmouth za 10 mln euro. Jak więc widać działacze Zebr sztukę robienia transferów opanowali do perfekcji, co potwierdza poniższa lista najdrożej sprzedanych graczy w historii klubu.

10. David PIZARRO (do Interu Mediolan za 12 mln euro, 2005/06)
9. Samir HANDANOVIĆ (do Interu Mediolan za 12 mln euro, 2012/13)
8. Olivier BIERHOFF (do AC Milan za 12,5 mln euro, 1998/99)
7. Mehdi BENATIA (do AS Roma za 13,5 mln euro, 2013/14)
6. Kwadwo ASAMOAH (do Juventusu Turyn za 18 mln euro, 2012/13)
5. Fabio Quagliarella (do SSC Napoli za 18 mln euro, 2009/10)
4. Gökhan INLER (do SSC Napoli za 18 mln euro, 2011/12)
3. Stefano FIORE (do Lazio Rzym za 25 mln euro, 2001/02,)
2. Alexis SANCHEZ (do FC Barcelony za 26 mln euro, 2011/12)
1. Marcio AMOROSO (do FC Parmy za 28 mln euro, 1999/00)

Zebry marzeń

Kibice Udinese z pewnością chcieliby, aby wszystkie gwiazdy, jakie udało się wykreować ich ukochanemu klubowi, zostały na Stadio Friuli na lata i grały ku chwale Bianconerich. Jedenastka stworzona z piłkarzy, którzy wypłynęli z Udine w wielki świat, wygląda bowiem imponująco (uwzględniłem tylko piłkarzy, którzy nadal grają w piłkę).

Samir Handanović – Maurizio Isla, Mehdi Benatia, Cristian Zapata, Kwadwo Asamoah, Sulley Muntari, Gökhan Inler, Alexis Sanchez, Simone Pepe, Fabio Quagliarella, Vicenzo Iaquinta

Gdyby ci wszyscy gracze nagle wrócili do Udinese, drużyna z pewnością biłaby się o mistrzostwo Italii, a pająki i kurz w klubowej gablocie musiałyby ustąpić miejsca błyszczącym trofeom.

*dane za transfermarkt.de

Tomasz Jaszczuk, autor bloga Futbolmaniak
comments powered by Disqus
facebook