Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 18 lipca 2014

W poszukiwaniu ekstremofili

źródło: goal.com
Są na Ziemi miejsca, w których życie nie powinno się rozwijać. Wnętrza wulkanów, głębiny skute lodem czy jaskinie wypełnione siarką…

Z niepokojem mogliśmy obserwować powolne, nieskoordynowane ruchy mistrza Polski w piłce nożnej podczas pierwszej potyczki w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Nakreślmy pełny obraz sytuacji: budżet Legii wynosi 25 milionów euro, budżet przeciwnika to zaledwie jedna dziesiąta tej kwoty. W Legii biegają najlepsi piłkarze polskiej ligi i zawodnicy ściągani zza granicy za setki tysięcy euro. W St. Patrick’s Athletic grają na wpół amatorzy, niejednokrotnie wyglądający na osobników będących na bakier ze zdrowym trybem życia. Na ławce trenerskiej Legionistów zasiada Henning Berg, Norweg, który przybył do Polski z namaszczeniem samego sir Alexa Fergusona, jako zawodnik pracujący między innymi zarówno z nim, jak i inną legendą futbolu Kennym Dalglishem. Trzykrotny zdobywca Premier League, zwycięzca Pucharu Europy. Na ławce przeciwników Liam Buckley, który jako zawodnik z poważną piłką stykał się incydentalnie, a jako menedżer nie wyściubił nosa poza ligę irlandzką.

Wynik meczu w Warszawie: 1-1. I to Irlandczycy pierwsi strzelili gola, grali lepiej, mogli wygrać. Legia szczęśliwie zremisowała w 91 minucie spotkania.

A może nie powinniśmy mieć pretensji, może powinniśmy przestać się dziwić?

Polski klub nie zawitał do Ligi Mistrzów od 18 lat. Ekstraklasa wygląda mizernie, pomimo starań sponsorów i pieniędzy pompowanych z każdej strony, pomimo coraz nowocześniejszych stadionów. Tradycyjnie zbieramy oklep od drużyn teoretycznie słabszych, zapisaliśmy się złotymi zgłoskami w historii piłki litewskiej, maltańskiej, azerskiej czy kazachskiej. Reprezentacja dostaje baty od każdego, o własnych siłach na wielki turniej doprosiła się ostatnio w 2008 roku, teraz w meczach o stawkę drży o wynik w potyczkach z Mołdawią i San Marino. Polska myśl szkoleniowa stała się tematem smutnych żartów, a afery korupcyjne, zamieszania licencyjne czy burdy na trybunach tylko uzupełniają ponury obraz.

Oczywiście, niektórzy próbują coś z tym zrobić. Zatrudnienie w Legii zagranicznego szkoleniowca z nazwiskiem jest pomysłem, który mógł przynieść pozytywne efekty, podobnie jak kiedyś przymuszenie PZPN do wyboru Leo Beenhakkera na selekcjonera kadry. Budowa Orlików była emocjonująca, ale teraz widzimy na nich panów grubo po czterdziestce, którzy chcą pokopać przy piwie. Wszystkie tego typu przeszczepy pomysłu i rozsądku są przez polską piłkę prędzej czy później odrzucane i wracamy do punktu wyjścia.

Są na Ziemi miejsca, w których życie nie powinno się rozwijać. Wnętrza wulkanów, głębiny skute lodem czy jaskinie wypełnione siarką. Być może Polska XXI wieku jest miejscem po prostu ekstremalnie nieprzyjaznym poważnej piłce. Może u nas zwyczajnie nie ma warunków na rozwój i poprawę. To nie może być przypadek, że nic nam się nie udaje. Że wiedza taktyczna zdycha, że piłkarze pressing oglądają tylko w telewizji, że zapomniano jak grać z kontrataku. Że na każdy mecz z polską drużyną przeciwnik wychodzi jak po swoje, i swoje zabiera. Inni mają mocną kadrę, albo mocną ligę, albo przynajmniej jeden - dwa mocne kluby. Przy mniejszych budżetach, mniejszym potencjale ludzkim. A my nic. Morze Martwe futbolu.

Czy zatem nie ma dla polskiego kibica żadnej nadziei? Oczywiście, że jest. Nawet w kwasowych jaskiniach czy głęboko w lodowej pokrywie rozwijają się i żyją bakterie czy grzyby, zwane przez naukowców ekstremofilami. Przystosowały się do otoczenia i prowadzą jako - taką egzystencję. i my też mamy takie nasze ekstremofile. Bramkarzy. Roberta Lewandowskiego. Udany start Lecha w Lidze Europy. Mecz z Portugalią. Euro u siebie.

W naszych ekstremalnych warunkach to i tak całkiem nieźle. Wypatrujmy i szukajmy następnych, kto wie co jeszcze uda się nam wyhodować? Bartek Ryt
comments powered by Disqus
facebook