Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 15 marca 2013

Tydzień na Wyspach (1)

fot. Gordon Flood
1000 razy Giggs, piłkarscy bankruci i Polacy na Wyspach (na razie w prasie papierowej), czyli subiektywny przegląd wydarzeń w Anglii

Rekordzista

Ryan Giggs zaliczył w ubiegłym tygodniu swój tysięczny występ w seniorskiej karierze. Na to osiągnięcie złożyły się 932 mecze w barwach Manchesteru United, 64 dla reprezentacji Walii i 4 w koszulce Wielkiej Brytanii na olimpiadzie w Londynie. Ja chciałbym jednak zwrocić uwagę na inny aspekt kariery długowiecznego Walijczyka. Otóż w barwach Czerwonych Diabłów zadebiutował on w sezonie 1990-91, więc ten obecny jest dla niego dwudziestym trzecim w koszulce United. Giggs stał się jedynym zawodnikiem w historii Football League (powstałej w 1888 roku), który był wierny jednej drużynie przez tak długi okres czasu, poprawiając wynik Roya Sprosona (22 sezony w barwach Port Vale w latach 1950 – 72), Alana Knighta (21 sezonów w koszulce Portsmouth w latach 1979 – 2000) i Johna McDermotta (obronca Grimsby, 21 sezonów w latach 1986 – 2007). A Przecież przywiązanie do barw klubowych to cecha w dzisiejszym futbolu niespotykana, zawodników grających przez całą swoją karierę w jednym klubie można, nie tylko w Anglii, policzyć na palcach obu rąk. Czy dawniej było inaczej? Jak podaje „The Times”, spośród piłkarzy Football League, których kariera trwała co najmniej dziesięć sezonów i zakończyła się w latach pięćdziesiątych, aż 23,9% służyło tylko jednemu klubowi. W latach sześćdziesiątych liczba ta spadła do 17,9%, w siedemdziesiątych było to 8,8%, w osiemdziesiątych 4,9%, w dziewięćdziesiątych 2,2%. W pierwszej dekadzie XXI wieku odsetek ten w zasadzie utrzymał się i stanowił 2,5% ogólnej liczby zawodników.

Na czym polega tajemnica Ryana Giggsa? Niewątpliwie na jego wierność barwom klubu z Manchesteru miało wpływ kilka czynników. Po pierwsze prawie cały okres jego profesjonalnej gry w piłkę to pasmo niespotykanych sukcesów United na arenie krajowej i niezłych wyników w Europejskich Pucharach. W trakcie trwania jego kariery w Anglii nie było lepszego klubu, a sam Giggs nigdy nie wyrażał chęci grania w ligach zagranicznych. Drugi czynnik to niewątpliwie długowieczność Sir Aleksa Fergusona, który królował na Old Trafford niepodzielnie w czasach, w których Walijczykowi przyszło uprawiać futbol. Giggs nie miał więc możliwości popadnięcia w konflikt z nowym menadżerem, nigdy też nie musiał udowadniać kolejnemu przełożonemu, jak ważny jest dla drużyny. Ryan Giggs niedawno podpisał nowy kontrakt z United,wydłużając tym samym swoją karierę w barwach Czerwonych Diabłów o kolejny rok. Ciekawe, ile jeszcze rekordów klubowych i ligowych padnie jego łupem?

Młodzi bankruci

Xpro, organizacja charytatywna zajmująca się pomaganiem byłym piłkarzom, doniosła niedawno, że 60% byłych zawodników Premierleague ogłasza bankructwo w pierwszych pięciu latach od zakończenia kariery, mimo średnich zarobków w najwyższej lidze angielskiej na poziomie 30 000 funtów tygodniowo. Łatwo zwalić winę za taki stan rzeczy na samych dotkniętych problemami finansowymi, ich głupotę, rozrzutnoć, brak wykształcenia. Jednak obok przykładów spektakularnych bankructw ostatnich lat (Brad Friedel, John Barnes, Keith Gillespie, Lee Hendrie, Colin Hendry, John Carew, czy John Arne Riise), w tarapaty finansowe wpada cała masa ludzi młodych, o których większość fanów piłki nożnej nigdy nie słyszała. O ile te nagłaśniane przez media upadki wielkich, zarabiających w trakcie swoich karier miliony funtów gwiazd są niejednokrotnie wynikiem uzależnienia od hazardu, życia ponad stan, bądź nietrafionych inwestycji, o tyle większość bankructw wynika z braku jakiegokolwiek przygotowania młodych ludzi do życia poza światem futbolu. Mam tu na myśli dzieciaki, które od siódmego roku życia większość czasu poświęcają na trenowanie, które niejednokrotnie są przez swoich trenerów zniechęcane do zdobywania wykształcenia, ponieważ nauka koliduje z treningami.

Według Xpro spośród szesnastolatków podpisujących pierwsze kontrakty tylko kilka procent nadal zawodowo uprawia piłkę nożną w wieku lat 21. Pozostali bądź grają amatorsko za niewielkie pieniądze, bądź próbują stawić czoła życiu poza futbolem. Większość bankrutujących piłkarzy nie ma nawet 25 lat. Xpro winą za taki stan rzeczy częściowo obwinia kluby, które nie dają swoim pilkarzom żadnych narzędzi, żadnej „strategii wyjścia”, nie przygotowują do życia bez piłki. Tacy byli zawodnicy, często pochodzący z nizin społecznych bardzo łatwo popadają w konflikt z prawem. Młodzi ludzie, którzy przez moment zarabiali niezłe pieniądze, mieli w perspektywie potencjalnie długie i przynoszące ogromne dochody kariery, którzy otarli się o elitę zawodników Premier League, często szukając łatwych pieniędzy i stają się członkami grup przestępczych.

Organizacja Xpro podała jeszcze jedną zastraszajacą statystykę. Otóż w brytyjskich więzieniach wyroki odsiaduje 129 byłych zawodowych piłkarzy, z których aż 124 nie skończyło 25 roku zycia. Większość z nich odbywa kary za handel narkotykami. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Otóż często spotykam się z opinią, że zawodowi sportowcy sami są sobie winni, że nie potrafią oszczędzać, że nawet po zakończeniu kariery nadal żyją jak gdyby zarabiali dziesiątki tysięcy funtów tygodniowo, że wreszcie są zwyczajnymi idiotami potrafiącymi przehulać każdą dostępną kwotę. Warto jednak zadać pytanie: Czy aby na pewno kluby sportowe są tu bez winy? Czy to, że traktują kilku- kilkunastuletnich chłopców jak bogów, że zapewniają im najlepsze warunki do treningu i rozwijania umiejętności sportowych (często kosztem rozwoju intelektualnego), eksploatują ich do granic możliwości w trakcie trwania karier, by później „wypluć” zupełnie nieprzygotowanych poza granice zawodowego futbolu, kiedy stają się nieprzydatni, nie ma wpływu na późniejsze życie byłych zawodowych piłkarzy?

Anglia patrzy na Polaków

Nasza trójka z Borussi Dortmund dominuje dość często polskie media zajmujące się piłką nożną, zarówno te tradycyjne, jak i elektroniczne. Zwłaszcza osoba Roberta Lewandowskiego zajmuje polskich dziennikarzy sportowych. Czy strzeli kolejną bramkę i zostanie królem strzelców Bundesligi? Czy w kolejnym sezonie będzie nadal w Dortmundzie, czy może przejdzie do Bayernu, by tam dalej doskonalić swoje piłkarskie umiejetności pod okiem Guardioli? A może wyjedzie do swojej wymarzonej Premier League? Brytyjskie dzienniki też zauważyły istnienie naszych piłkarzy, zwłaszcza „Lewego”, którego widzą a to w klubach z Manchesteru, to znów w Chelsea lub w Liverpoolu.

Prasa na Wyspach, nie tylko ta brukowa, dość często wspomina o Robercie Lewandowskim, jako potencjalnym wzmocnieniu największych klubów Premierleague. Bardzo ładną laurkę wystawił ostatnio polskiej trójce z Dortmundu magazyn FourFourTwo. W styczniu miesięcznik zamieścił, jak co roku, listę 100 najlepszych, zdaniem redakcji magazynu, piłkarzy na swiecie. Wśród nich znalazło się aż sześciu zawodników Borussi Dortmund (Piszczek, Gotze, Błaszczykowski, Hummels, Reus i Lewandowski). Co prawda można zżymać się, że brytyjscy dziennikarze sportowi, podobnie jak cała brytyjska piłka są, jak to już w historii bywało, mądrzy po szkodzie (vide mecz z Węgrami w 1953 roku) i że siłę Borusii zauważono na Wypach dopiero po tym, jak w pięknym stylu utarła nosa Mistrzowi Anglii, ale i tak trzech polskich zawodników umieszczonych wśród najlepszych piłkarzy globu musi cieszyć.

Najniżej na wspomnianej liście wylądował Piszczek. Doceniono naszego bocznego obrońcę za wszechstronność i efektywność w ataku (11 asyst w okresie branym pod uwagę przy ustalaniu kolejności na liście) i przyznano mu miejsce 95. Z kolei kapitan reprezentacji Polski uplasował się na miejscu 80. FourFourTwo napisało wyróżnił go za „szybką, sprytną gra na skrzydle” oraz kreatywność. Podkreślili, że w 2012 roku swoimi podaniami aż pięćdziesięciokrotnie stwarzał kolegom klubowym dogodne sytuacje strzeleckie. Najwyżej, bo na 22. Pozycji, umieszczono Roberta Lewandowskiego. Napastnik wyprzedził m.in. Gonzalo Higuaina (24 miejsce), Neymara (28), Davida Villę (35), Luisa Suareza (45), czy Carlosa Teveza (60). „Lewego” doceniono nie tylko za bramki, ale również za liczbę asyst. FourFourTwo podkreśliło także, że wszystkie ligowe trafienia zaliczył Lewandowski po strzałach z obrębu pola karnego.

Na kolejne zachwyty nad naszymi reprezentantami nie trzeba było długo czekać. W marcowym „FourFourTwo” umieszczono sylwetki pięciu zawodników BVB: Svena Bendera, Matsa Hummelsa i trójki Polaków. O Piszczku dziennikarze napisali: „Każdy zawodnik tej drużyny ciężko pracuje, ale nikt nie przebiega tylu kilometrów, ile w każdym meczu pokonuje najmniej znany członek polskiego trio(...) dziś jest najlepszym zawodnikiem na tej pozycji w Bundeslidze. Solidny w obronie i niesamowicie niebezpieczny w ataku.” Natomiast Błaszczykowski bywa, według autorów, „w cieniu swoich bardziej błyskotliwych kolegów z pomocy, Goetze i Reusa.” Dalej jednak sypią się komplementy: „Człowiek, na którego mówią tu ‘Kuba’, jest ulubieńcem kibiców, duszą i sercem zespołu, ciężko pracującym pomocnikiem, który swoją nieprzewidywalnością stwarza nieustanne zagrożenie na prawej pomocy. Nigdy nie wiadomo, czy dośrodkuje, zetnie do środka w poszukiwaniu miejsca do oddania strzału, czy zacznie dryblować. Kapitan reprezentacji Polski to prawdziwy przywódca.”

Wreszcie nasza największa gwiazda, Robert Lewandowski. O nim w magazynie napisano: „nie radził sobie w swoim pierwszym sezonie w klubie, ponieważ był ustawiany na pozycji cofniętej ‘dziesiątki’ operującej za napastnikiem. Jednak to doświadczenie sprawiło, że stał się bardziej wszechstronny i poprawił swoją grę. Dziś jest prawie kompletnym napastnikiem, zaliczającym niemal tyle samo asyst, co trafień. Polak jest szczególnie niebezpieczny, kiedy jest odwrócony tyłem do bramki, o czym na własnej skórze przekonał się Real Madryt. Jego dwa nonszalanckie zagrania głową na Bernabeu rozpoczęły akcje po których Borussia trafiała do siatki. Marzeniem Lewandowskiego jest granie w Anglii, więc w Dortmundzie zdają sobie sprawę, że prawdopodobnie nie uda się go zatrzymać.”

W tym miejscu wypada urwać. Większość naszych kibiców ma już dość peanów na cześć pewnego dortmundzkiego tria, co innego jednak laurka od rodzimego dziennikarza, co innego opinia ekspertów z innych krajów. Choć Piszczek, Lewandowski i Błaszczykowski nie mają już raczej szans na kariery godne wspomnianego na początku Giggsa, to jednak do Walijczyka jest im znacznie bliżej, niż do nieodpowiedzialnych gwiazdeczek z Premier League. I niech tak już zostanie – oczywiście w sensie mentalnym, nie geograficznym. Bo naszych rodaków pokonujących bramkarzy Manchesteru United czy Chelsea obejrzymy bardzo chętnie.



Jakub Budny Daniel Markiewicz
comments powered by Disqus
facebook