Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 22 stycznia 2014

Twardy Katar do zgryzienia

fot. goal.com
Gdy wybierano Katar na gospodarza mistrzostw 2022, nie było tam stadionów, hoteli, odpowiedniej infrastruktury czy miast. Jedno z nich, Lusajl, wciąż powstaje z myślą o finale zmagań. Nie brakowało głosów, że kraj utorował sobie drogę sukcesu po trupach i wytyczył ją głównie dzięki wpływom oraz niebotycznej gotówce. Gdzieś na horyzoncie problemów swoje miejsce zasygnalizowały dodatkowo mordercze upały i wyzysk pracowników.

To od początku nie był trafiony wybór. Kontrowersje towarzyszyły Katarowi od momentu, gdy został mianowany gospodarzem. Taki wybór nie zwiastował niczego prócz kłopotów a teraz temu azjatyckiemu państwu możemy wręcz przypiąć szyld „kłopoty murowane”. Z każdym kolejnym rokiem perspektywa mundialu na Bliskim Wschodzie przybiera coraz bardziej niepokojące formy. I tylko czekać, kiedy okaże się prawdziwym koszmarem.

Wszystkie chwyty dozwolone

Za Katarem głosowało 14 z 22 członków Komitetu Wykonawczego FIFA. Już wtedy nie zabrakło osób głoszących, że to czysty nonsens, by turniej takiej rangi powierzać akurat takiemu państwu. Do dzisiaj zresztą słychać powątpiewanie, niektórzy nazywają rzecz po imieniu, mówiąc wprost o pomyłce i potrzebie ponownego głosowania.



Nawet sam proces wyboru był kwestionowany swego czasu przez Seppa Blattera, a korupcyjny smród wciąż się nad nim unosi. Publicysta „Newsweeka” pisał, że doradca Szwajcara opowiadał jemu oraz kilku reporterom o dokładnym podziale głosów, zanim ogłoszono wyniki. Wkrótce, wraz z paroma innymi delegatami, został oskarżony o przyjęcie miliona dolarów łapówki.

Zdaniem dawnego oficjela FIFA, Michela Zen-Ruffinena, to właśnie na milionowych oszustwach opierała się skuteczność katarskiej kampanii. Według niego zaufani współpracownicy aranżowali umowy, bardzo korzystne dla afrykańskich federacji, w zamian za poparcie. „The Sunday Times” donosił o płatnościach w wysokości miliona i dwustu tysięcy dolarów. W maju 2011 roku wyciekł e-mail Jérôme Valcke, sekretarza generalnego FIFA, adresowany do Jacka Warnera, w którym Belg napisał: Oni kupili mistrzostwa.

W taki rozwój wypadków nie wierzy jednak Simon Kuper, dziennikarz m. in. „The Guardian”. Jego zdaniem za zwycięstwem Kataru nie stoją żadne fałszerstwa, a po prostu ogromne pieniądze. Żurnalista wspominał o rozmowie z Mohamedem bin Hammamem, cichym bohaterze katarskiego obozu, który strategię swojego kraju tłumaczył słowami: Pomagasz tym osobom, które mogą pomóc tobie. Według Kupera kluczem do sukcesu jest lobbing, to dzięki niemu wygrywa się organizacje Mistrzostw Świata. Owszem, każdy z pretendentów wywiera większą lub mniejszą presję na delegatów, ale jeszcze żaden nie czynił tego na skalę Kataru. Mówią, że aby wygrać wyścig o mundial trzeba złamać którąś z zasad, lecz to bliskowschodnie państwo złamało je wszystkie.

Bogatemu wolno

Wedle wyliczeń „The Guardian” na same wybory Katar przeznaczył jakieś 200 milionów dolarów, zdecydowanie więcej od innych konkurentów, pięciokrotnie więcej od Australii, prawie dziesięć razy więcej niż Anglia i pięćdziesiąt razy niż Stany Zjednoczone.

W 2009 roku, na rok przed głosowaniem, złożył hojną propozycję Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej. Opłacił zjazd delegatów związków futbolowych z Czarnego Lądu, który odbył się w Angoli. Konfederacja zaakceptowała ofertę i nieoficjalny warunek jej towarzyszący – poparcie dla Kataru. Afryka nie posiadała własnego kandydata, a czterech członków komitetu, pochodzących z Czarnego Lądu, mogło z pewnością odegrać znaczącą rolę.

78 milionów dolarów wpłynęło na konto federacji argentyńskiej. Ta suma miała ułatwić przezwyciężenie kryzysu finansowego ligi. Tymczasem Katarczykom zapewne bardziej chodziło o Julio Grondonę, szefa tamtejszego związku piłkarskiego, który zasiada ponadto w Komitecie Wykonawczym FIFA.

Na tych i podobnie nieczystych zagraniach, ciągle wychodzących na światło dzienne, się jednak nie kończyło. Działania Kataru nie ograniczały się jedynie do tego typu niewyszukanych zagrywek, swoją istotną partię w batalii o mundial rozegrały również najwyższe władze. Nie bez przyczyny Sepp Blatter w wywiadzie dla niemieckiego magazynu „Die Zeit” powiedział wyraźnie: Tak, były bezpośrednie naciski polityczne. Europejscy liderzy sugerowali, żeby oficjele FIFA optowali za Katarem ze względu na ważne interesy ekonomiczne.

Ręka rękę myje

2 grudnia 2010 roku - na kilka dni przed głosowaniem – Al Thani, głowa katarskiego państwa, zawitał do Paryża. Widział się z Nicolasem Sarkozym i Michelem Platinim. W trakcie spotkania zasugerował rzekomo, że głos oddany na jego ojczyznę będzie jednocześnie głosem dla lepszej przyszłości Francji.

Katarskich decydentów interesy łączyły także z samymi oficjelami FIFA. Magazyn „France Football” donosił o ich bliskiej współpracy biznesowej z członkiem komitetu, Mariosem Lefkaritisem. Innym razem informował o prywatnym spotkaniu pomiędzy trzema najbardziej wpływowymi osobami piłki południowoamerykańskiej, czyli Grondoną, Nicolasem Leozem i Ricardo Teixeirą, a Al Thanim.

Katar coraz śmielej wdzierał się do świata futbolu, a ukoronowaniem jego poczynań i niejako potwierdzeniem rosnącej w siłę pozycji był wybór na gospodarza mistrzostw w 2022 roku. Obecnie niewielu potrafi sobie wyobrazić piłkarską rzeczywistość bez tego małego kraju i jego olbrzymich bogactw. Dzisiaj dzielą i rządzą w Paryżu, za reklamę na koszulkach płacą Barcelonie 125 milionów, ich akademia Aspire zrzesza 40 tysięcy dzieci z całej kuli ziemskiej, pomagają budować ośrodki treningowe i boiska w najróżniejszych zakątkach globu - od Afryki, po Azję i Amerykę Południową.

W swoim królestwie, niewielkiej krainie, wznoszą pałace na pustyni. Wynajmują zagranicznych projektantów i firmy budowlane. Na przykład: projekt Lusail City zakłada stworzenie miasta od zera, zupełnie od podstaw, na wydmach w pobliżu Doha. Za wszystkim stoi niemiecka kompania Hochtief, kontrolowana przez hiszpańskie konsorcjum ACS, należące z kolei do prezydenta Realu Madryt, Florentino Pereza.

Katarski dziennik „Doha News” wyliczył, że w samą organizację mundialu władują około 220 miliardów dolarów, to ponad siedemdziesiąt razy więcej niż RPA wydała na Mistrzostwa Świata w 2010 roku. Tym bardziej, to doprawdy zadziwiające, że tak obrzydliwie majętne państwo buduje swoje supernowoczesne areny rękami wyzyskiwanych imigrantów.



Zapracowani na śmierć

To powinien być jeden z ostatnich gwoździ do trumny pod nazwą „mundial dla Kataru”. W najzamożniejszym na ziemi pod względem dochodu na mieszkańca kraju - 102 tysiące dolarów - zarobki przyjezdnych, którzy stanowią aktualnie 80% jego populacji, utrzymują się na poziomie 2,5 tysiąca dolarów. „The Guardian” pisało: Ogólny obraz jest taki, że jedno z najbogatszych państw na świecie wyzyskuje jedno z najbiedniejszych, po to, by zdążyć z najpopularniejszym turniejem sportowym na planecie.

Mowa o Nepalczykach, których w tej bliskowschodniej krainie przebywa około stu tysięcy. Z Katmandu, stolicy Nepalu, ponoć dzień w dzień odlatują samoloty Qatar Airways. Gigantyczne inwestycje w mundial potrzebują znacznie większych zasobów ludzkich. Przed samymi mistrzostwami populacja Kataru może wzrosnąć o okrągły milion.

Do tej ziemi obiecanej lgną imigranci, wiedzeni pokusą lepszego życia, lecz raz złapani w pułapkę jej iluzji, pozostają w niej na długie miesiące, a nawet lata. Dopiero na miejscu okazuje się, że coś, co miało wyglądać niczym raj, przypomina wielkie więzienie. Wystarczy wspomnieć dzieje Zahira Belounisa, piłkarza, którego kariera zaprowadziła do Kataru. Kiedy przestał otrzymywać wynagrodzenie od klubu, nie mógł opuścić kraju ze względu na system Kafala (każdy przybysz posiada patrona, który zezwala na wjazd, monitoruje jego pobyt i wydaje zezwolenia na wyjazd). O wolność walczył 19 miesięcy, później opowiadał o próbach samobójczych, alkoholizmie, zniszczonych marzeniach i życiu.

Takich historii w Katarze odnaleźlibyśmy bezlik. Zatrudnia się tam prawie półtora miliona robotników z zagranicy, którzy zajmują się budowaniem stadionów, dróg, portów i hoteli. Nie mają żadnych praw, pomocy medycznej, pracują od 60 do 100 godzin tygodniowo, najczęściej po 12 godzin dziennie w morderczym upale, mieszkają w barakach pozbawionych prądu, a wypłaty dostają z opóźnieniem albo wcale.

Naoczni świadkowie na łamach „Newsweeka” relacjonują, że sprawni, dwudziestoletni mężczyźni idą spać i potem już nie wstają. Śmiertelną mieszankę tworzą wyczerpująca praca, małe ilości spożywanego pokarmu i wody – często muszą o nie błagać - oraz nieznośny skwar i ciągła ekspozycja na słońce. Z wycieńczenia i odwodnienia każdego roku ginie tam przeszło stu imigrantów. Tylko między 4 czerwca a 8 sierpnia zeszłego roku w śmiertelnej gorączce umarło 44 Nepalczyków. A Międzynarodowa Konfederacja Związków Zawodowych, ogłosiła: W Katarze zginie więcej ludzi budujących stadiony niż zawodników, którzy na nich zagrają.

Węzeł katarski

To właśnie potencjalne upały sprawiły, że Katar był jedynym państwem ubiegającym się o Mistrzostwa Świata, który otrzymał notę „wysokiego ryzyka” w raporcie sporządzonym przez Komitet Techniczny FIFA. Miały powstać specjalnie klimatyzowane areny, jednak okazało się, że współczesna technologia nie daje możliwości wybudowania takich obiektów. Kłopot rozwiązano – i powinien to być ostateczny gwóźdź do trumny, ale najwidoczniej brakuje młotka, który mógłby go wbić – przenosząc mundial na listopad i grudzień.



Choć nie jest to podobno decyzja definitywna, to przez futbolowe środowisko przetoczyło się zrozumiałe wzburzenie. Sekretarz generalny federacji angielskiej mówił o logistycznym koszmarze, szef Bundesligi o skutkach takiego postanowienia, których europejskie rozgrywki odczuwać będą przez następne trzy lata, a członek komitetu FIFA z ramienia niemieckiego związku wskazywał na konieczność zmiany sposobu zawierania kontaktów z graczami, umów ze sponsorami oraz praw do transmisji. Szczególnie niezadowolona może być amerykańska stacja Fox, która na mundial rozgrywany w lecie wyłożyła 425 milionów. Jesienno-zimowy turniej może kolidować z ukochaną przez Amerykanów NFL.

Słowem, wywróci to cały piłkarski świat do góry nogami. I wychodzi na to, że ten cały piłkarski świat da się wywrócić i że musi on podporządkować się temu jednemu, maleńkiemu państwu, tak naprawdę w futbolu nic nie znaczącemu.

Mistrzostwa w Katarze pociągają za sobą wiele nierozwiązywalnych problemów, z których nie stworzy się idealnego dla wszystkich wzoru, suma strat i zysków nigdy nie wyniesie zero i zawsze wystąpi po jednej ze stron. Równie problematyczne, co przesunięcie mundialu na zimę, staje się przeniesie go do innego kraju, gdyż groziłoby to paraliżem piłkarskiego świata, w którym wiodącą już rolę odgrywa przecież gospodarz.

A najciekawsze jeszcze przed nami. Od paru miesięcy dochodzenie w sprawie wyboru Rosji i Kataru na organizatorów następnych dwóch Mistrzostw Świata prowadzi Michael J. Garcia, były wiceprezes Interpolu, od ponad roku dowódca Komitetu Etyki FIFA. To człowiek, który doprowadził do czystek w organizacji i do ujawnienia przekrętów jej wielu wpływowych ludzi, m. in. Bin Hammama, Teixeiry czy Havelange’a. Wygląda na to, że FIFA ma naprawdę twardy Katar do zgryzienia. Kamil Kaźmierczak
comments powered by Disqus
facebook