Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 27 listopada 2013

Triumf umysłu nad materią

foto: goal.com
Ajax i Bazylea sprawiły niespodziankę, pokonując Barcelonę i Chelsea. Bukmacherzy liczą zyski, a możniejsi przeciwnicy muszą czerwienić się ze wstydu. Bo ci biedniejsi i słabsi wygrali całkowicie zasłużenie.

Każdy z nas zna i pamięta takich uczniów, którzy podczas trwania roku szkolnego zbierali raczej czwórki niż piątki, raczej się nie przemęczali w domu i raczej nie byli prymusami w ogólnym sensie tego słowa. Gdy jednak przychodziło co do czego i zbliżały się egzaminy, czy nawet matura, to okazywało się, że są jednymi z niewielu w klasie, którym się udało na nich osiągnąć sukces.

Może psychologia lub socjologia ma nazwę na taką grupę - tego nie wiadomo, ale na potrzeby tego artykułu nazwijmy ich uczniami "galowymi". Presja, ranga sytuacji - to miałoby ich napędzać i dawać większe poczucie pewności siebie.

Świat nie byłby sobą, gdyby nie dawałby nam pewnych analogii. Pewne ludzkie zachowania wykraczają poza jedną grupę społeczną i tak samo też jest z tą "galowością". Nie bez przyczyny najsilniejszy skład na najważniejsze mecze często jest tak właśnie określany.

Piłkarz w krawacie jest mniej przegrywający

Galowa drużyna świetnie sprawdza się w blasku jupiterów (albo pojedynczy zawodnik, choćby Zbigniew "Piękność nocy" Boniek), lepiej gra przeciwko silniejszemu rywalowi, gdy z kolei trzeba pojechać na stadion mający 10 tys. widzów - to już nie jest to samo. Gra już nie jest tak płynna, nie ma tej pewności, podania nie są tak celne, a akcje takie szybkie.

Gdy popatrzymy na ligową formę Bazylei i Ajaksu, zobaczymy, że oba zespoły nie mają olbrzymiej przewagi nad resztą stawki, a w przypadku Holendrów jest nawet strata do prowadzącego w Eredivisie Vitesse. Szwajcarzy zwycięstwa w lidze przeplatają z remisami, gdzieś przypałętała się jeszcze porażka (bilans 8-6-1), natomiast Ajax równie często zwycięża, jak i traci punkty (7-4-3). Mistrzowie w swoich krajach przysypiają gdy mają do czynienia z ligowymi rywalami, tracą głupie punkty.

Inaczej sprawa wygląda w Lidze Mistrzów, gdzie obaj średniacy piłki europejskiej odważnie rzucają rękawice możniejszym rywalom z silniejszych lig i wciąż liczą się w walce o awans do 1/8 finału LM. We wtorek obie ekipy zmierzyły się z rywalami najtrudniejszymi z trudnych, na drodze Bazylei stanęła Chelsea, z kolei Ajax na własnym stadionie podejmował Barcelonę.

Oba zespoły wygrały i w obydwu przypadkach nie można mówić o fartownym zwycięstwie, tylko o triumfie umysłu nad materią, bowiem to Bazylea i Ajax grały mądrzej, szybciej i dokładniej niż swoi rywale. Lepiej odbierali piłkę i kreowali sobie lepsze sytuacje.

Szwajcarska precyzja, egipska szybkość

Bazylea musiała ten mecz wygrać, by móc dalej walczyć o awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów - tak sprawę przed spotkaniem stawiał trener The Blues Jose Mourinho odpowiadając na pytanie dotyczące wyrównywania ze Szwajcarami rachunków po tym, gdy w pierwszej kolejce zespoł z kraju serów i zegarków pokonał Chelsea na jej stadionie.

I pod tą presją Bazylea zagrała mecz fenomenalny. Przodowali w każdym elemencie gry, łatwo odbierali piłkę i wyprowadzali kontrataki, gdy Chelsea ruszała z pressingiem, to Szwajcarzy trzymali ją na dystans, a gdy pojawiała się wolna przestrzeń, to chwilę później była ona atakowana.



Motorem napędowym akcji (takiej jak ta na obrazku powyżej) był Egipcjanin Mohammed Salah, który mimo ustawienia nominalnie na prawym skrzydle, szukał sobie miejsca, by móc wykorzystać swój drybling, szybkość i technikę na całej szerokości boiska.

Ukoronowaniem występu Salaha była bramka, jaką ten zdobył pod sam koniec spotkania - długie zagranie Schaera jednym dotknięciem piłki zgasił, drugim wystawił do strzału, a trzecim uderzył obok wychodzącego Cecha.




Zespół Murata Yakina świetnie radził sobie w każdej fazie obrony. Strata w pomocy oznaczała natychmiastową próbę jej odbioru, włącznie z agresywnymi wyjściami środkowych obrońców. Gdy akcja Chelsea przechodziła pod bramkę Szwajcarów, udawało się utworzyć gęsty i skupiony na odbiorze piłki blok obronny. Gdy jakiś piłkarz The Blues przygotowywał się do strzału, to tuż przed jego potencjalnym oddaniem pojawiał się przed nim zawodnik Bazylei, żeby piłkę wybić lub zagarnąć. Efekt? Tylko dwa strzały Anglików w całym spotkaniu. Oba niecelne.

Formuła de Boera

Mimo tego, że przez niemal całą połowę spotkania Ajax grał w dziesiątkę, to może poszczycić się lepszym bilansem strzałów niż Barcelona (10 do 8). Z kolei czerwona kartka dla Veltmana zaciemnia trochę obraz gry w tym sensie, że w drugiej połowie Azulgrana była zdecydowanie częściej przy piłce, podczas gdy Holendrzy skupiali się na grze w obronie, wybijając jedynie piłki z własnego pola karnego.



Pierwsza połowa była jednak wspaniałym pokazem tego, co ze swoją drużyną może zrobić trener Frank de Boer. Ajax nie bał się podchodzić wysoko pod piłkarzy Barcelony. Szybko zidentyfikowano najsłabszy punkt w rozwijaniu akcji Blaugrany - Alexa Songa (choć, prawdę mówiąc, nie było to zbyt trudne zadanie). Świetnie sprawdzał się w roli rozgrywającego Serero, który miał oczy dookoła głowy i wiedział jak dograć piłkę w wolną strefę.



Ajax po raz pierwszy w tym sezonie wyglądał jak drużyna. Co więcej, grał tak, jak przyzwyczaili się do tego wszyscy związani z tym klubem. - Ajax jest na dobrej drodze, ale jeszcze nie do końca w odpowiednim miejscu. To był piękny wieczór. Oni potrafią grać w piłkę, widać tę jakość - komplementował piłkarzy z Amsterdamu Johan Cruyff.

Największa brawa należą się jednak Frankowi de Boerowi, który kolejny sezon rozpoczynał na debecie, jeśli chodzi o jakość piłkarską w zespole. Tuż przed końcem okienka transferowego z klubu odeszły jedne z największych jego gwiazd, czyli Christian Eriksen i Toby Alderweireld. Holenderski szkoleniowiec długo musiał szukać jedenastki, która mogłaby ze sobą grać w stylu, jaki kocha cały Amsterdam.

De Boer pokazał, że po stracie ważnych ogniw w zespole nie da się ich zastąpić w skali 1:1. Nowy piłkarz gdzieś ma braki, z kolei ma pewne zalety, które można wykorzystać w inny sposób. I z innymi zawodnikami wokół niego.



Na powyższym obrazku po lewej mamy drużynę, która zagrała w Ajaksie w pierwszym meczu sezonu - przeciwko Rodzie, po prawej zaś skład, który podjął u siebie Barcelonę. W obydwu spotkaniach od pierwszej minuty mecz zaczęło tylko czterech tych samych zawodników, a weźmy pod uwagę, że Daley Blind we wtorek zagrał na pozycji defensywnego pomocnika, a nie jak dotychczas - na lewej obronie.

Zarówno Ajax, jak i Bazylea mają wszystkie cechy nowoczesnych drużyn: akcje budują od tyłu, płynnie zmieniają ustawienie, ich środkowy napastnik jest pierwszą linią obrony. Są też bardzo szybkimi zespołami, ale nie tylko w sensie fizycznym - większość szybkości gry piłkarze mają w swoich głowach.

Status Basel i Ajaksu jest ciągle taki sam - to europejscy średniacy i przez swój potencjał finansowy i marketingowy nie mają co myśleć, by wedrzeć się na szczyt europejskiej piramidy futbolowej.

Mimo to, dzięki umysłowi swoich trenerów, piłkarze i kibice obydwu drużyn nie muszą spuszczać nosa na kwintę. Zarówno Murat Yakin, jak i Frank de Boer pokazują, że trener to nie tylko oderwany od drużyny menedżer, ale przede wszystkim nauczyciel, który szkoli swoich piłkarzy, by mogli coś w tej piłce osiągnąć.

Jedną sprawą jest wygrać mecz - to może zdarzyć się każdemu, ale inną rzeczą jest wygrać przekonująco, grając ofensywnie i to przeciwko znacznie silniejszemu indywidualnie zespołowi. Ajaksowi i Bazylei ta sztuka się udała, ale czy kiedyś mogłaby udać się Mistrzowi Polski? Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook