Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 13 lipca 2013

Transferowe Eldorado?

fot. goal.com
Angielskie kluby na transfery wydały już przeszło 290 milionów euro i końca nie widać. Analiza zakupów pozwala jednak odkryć zaskakujące prawidłowości.

W gruncie rzeczy przyjąć można, że okienko transferowe dzieli się na trzy etapy: czas do pierwszego zgrupowania, czas do pierwszego meczu i etap ostatniej szansy, czyli okres pomiędzy rozpoczęciem sezonu a zamknięciem okresu, kiedy można rejestrować piłkarzy. W tym momencie, biorąc pod uwagę pierwsze treningi w zespołach Premier League, wchodzimy właśnie w ten drugi etap. To dobry moment, by zastanowić się nad tym, jak wygląda polityka transferowa w najwyższej angielskiej klasie rozgrywkowej.



Punktem wyjścia dla dalszych rozważań niech będzie tabelka przedstawiająca sumę (w milionach euro, za portalem transfermarkt.de) wydatków na transfery klubów Premier League. Zespoły podzielone zostały na cztery grupy po pięć zespołów, zgodnie z miejscem w tabeli na poprzedni sezon. Pozornie widać więc, że wraz z wyższym miejscem w tabeli, kluby chętniej wydają pieniądze. Naprzeciw temu wychodzi uwaga, że w grupie mistrzowskiej prym wiodą Chelsea i Manchester City, czyli kluby, które tradycyjnie już przed każdym sezonem wydają sporo pieniędzy. Są to przypadki odosobnione, więc mogą nie mieć wpływu na ogólny krajobraz polityki transferowej Premier League, zatem można ich nie brać pod uwagę. Jednocześnie, siłą rzeczy to samo można powiedzieć o dwóch najhojniejszych klubach w każdej z grup, więc następna tabelka przedstawia wydatki dwunastu klubów, z wyłączeniem najwięcej wydających czterech dwójek.



Teraz z kolei widać, że najgłębiej do kieszeni sięgają kluby ze środka tabeli, które minimalnie wyprzedzają Top 5 i wydają ponad dwukrotnie więcej niż zespoły z dołu tabeli. Dominację na rynku transferowym ekip z miejsc 6-10 widać też w rankingu najwięcej wydających klubów. Są to: Chelsea, Manchester City, Liverpool, Southampton, Swansea, Tottenham, West Ham, Norwich, Sunderland i Aston Villa. Tylko trzy spośród tych zespołów w poprzednim sezonie uplasowały się w pierwszej piątce tabeli, a jedynie Sunderland zakończył rozgrywki blisko strefy spadkowej. Sześć zespołów należy do szerokiego środka tabeli.

Skąd to się wzięło? Powodów może być kilka. Przede wszystkim, od tego sezonu wchodzi nowa umowa Premier League związana z prawami transmisyjnymi. Kluby od tego roku liczyć mogą na 2 miliardy funtów więcej, a ostatnia drużyna tabeli zwiększy swój zarobek z 40 milionów do 63 milionów funtów. Wraz z wyższym miejscem w tabeli, ta różnica będzie rosnąć. Uwolnione zostały więc spore pokłady gotówki, które można przeznaczyć na cele transferowe.

Ale nie jest to jedyny powód, wszak najlepsi również mogą liczyć na większe pieniądze z praw do transmisji meczów. Mniejsze drużyny zrobiły swoje transfery bardzo szybko i powoli zamykają swoje okienka. Dzięki nowym pieniądzom mogą oferować piłkarzom drugiego europejskiego sortu większe niż konkurencja spoza kraju zarobki, natomiast status Premier League daje im dodatkową przewagę nad odpowiednikami z Hiszpanii, Włoch czy Niemiec. Liga angielska uważana jest za bardzo konkurencyjną, szybką i efektowną i piłkarz na dorobku chciałby się w niej sprawdzić.

Jaskrawym przykładem jest tutaj Toby Alderweireld, który choć miał być blisko Bayeru Leverkusen, to najprawdopodobniej przejdzie do Norwich City, choć to Aptekarze grają w Lidze Mistrzów, ale nie zaoferują Ajaksowi tyle, ile holenderski klub by chciał dostać za Belga. Piłkarze nie czują, że przechodzą do Southampton, Norwich czy Sunderlandu, tylko witają się z Premier League i przez ten pryzmat patrzą na swój transfer. To tak, jak młody koszykarz cieszy się, że trafił do NBA, niezależnie od tego, czy grać będzie w Chicago Bulls czy Brooklyn Nets.

Piszę "drugiego sortu", ponieważ tacy zawodnicy jak wspomniany Alderweireld, Dejan Lovren, Victor Wanyama (obaj Southampton), czy Wilfried Bony (Swansea) mogliby znaleźć się w Arsenalu czy Tottenhamie, ale pod warunkiem, że poprzednie plany transferowe tych klubów by nie wypaliły. Środek tabeli wykorzystał więc przewagę nad resztą kontynentu i skupienie się czołówki na innych celach.

A kluby z góry tabeli mają olbrzymie kłopoty, by sfinalizować swoje główne cele transferowe. Manchester City przegrał z Realem Madryt batalię o Hiszpana Isco, Manchester United musi obejść się smakiem, bo Thiago najpewniej wybierze Bayern, Chelsea ciągle nie może znaleźć napastnika, Arsenal ciągle stara się negocjować kwotę odstępnego za Gonzalo Higuaina, a David Villa zamiast do Tottenhamu przeniósł się do Atletico Madryt. Henrik Mchitarjan wybrał Borussię Dortmund, zamiast przenieść się do miasta Beatlesów, gdzie miał reprezentować barwy Liverpoolu.

To masowe niemalże odrzucanie zalotów czołówki tabeli Premier League przez gwiazdy światowej piłki jest spowodowane gorszymi wynikami tych drużyn w europejskich pucharach. Teraz to Barcelona, Real, Bayern, Borussia, czy Atletico są na topie na Starym Kontynencie, a nie angielskie ekipy i to w nich zawodnicy widzą lepsze miejsce do rozwoju swojej kariery. Jeżeli Anglicy nie zaoferują lepszych pieniędzy (jak City i Chelsea), to od razu są na straconej pozycji. Status ligi angielskiej może pomaga zespołom ze środka i dołu tabeli, ale w przypadku wyższych miejsc kluby traktuje się już indywidualnie, walka o mistrzostwo w każdym kraju wydaje się taka sama, więc kluczem w wyścigu po piłkarza jest postawa klubu w europejskich pucharach, szczególnie - w Lidze Mistrzów. Anglia nie ma się czym tutaj chwalić. Dwa kontynentalne tytuły Chelsea przechodzą bez echa.

Teraz angielska czołówka rusza po zakupy zawodników będących niżej na liście życzeń, co rodzi frustracje wśród kibiców i daje im niepewność w kontekście nadchodzącego sezonu. Manchester United wciąż potrzebuje co najmniej dwóch środkowych pomocników, Arsenal szuka obrońcy i napastnika, a Tottenham kreatywnej siły w ofensywie i przede wszystkim środkowego napastnika. Wiele wody w Tamizie będzie musiało upłynąć, nim potrzeby będą zaspokojone i wraz z upływem czasu maleć będzie lista potencjalnych zakupów, co rodzić będzie kolejne nerwy i frustracje.

A miało być tak pięknie. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook