Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 7 sierpnia 2013

Tottenham traci gwiazdę? To ci psikus

fot. skysports.com
"Obyśmy żyli w ciekawych czasach" - mawiali Rzymianie a za nimi całe pokolenia Europejczyków. Ciekawe czasy nastały w Londynie, gdzie niektórzy liczą już pieniądze uzyskane ze sprzedaży Garetha Bale'a. Czy jednak nie mamy do czynienia z powtórką z historii?

Na tę chwilę Tottenham wydał na transfery prawie 60 milionów euro, co czyni go drugim (pierwszy jest Manchester City) pod tym względem zespołem w Anglii. Kogutów wzmocniło na razie trzech zawodników - gwiazda reprezentacji Brazylii Paulinho, Belg Nacer Chadli, a ostatnim łupem Daniela Levy'ego i Franco Baldiniego został Roberto Soldado. Koguty uzupełniły skład na niektórych newralgicznych pozycjach, ale w liliowobiałej części północnego Londynu panuje dość spora niepewność.

Nie wiadomo, czy uda się utrzymać największą gwiazdę zespołu - Garetha Bale'a, a jeżeli nie, to powstaje pytanie - czy uda się go zastąpić i wzmocnić skład na tyle, by można było ciągle walczyć o trofea w kraju i na kontynencie?

Gdyby nie saga transferowa z Walijczykiem w roli głównej, o Spurs mówiłoby się przede wszystkim pozytywnie, a co odważniejsi stawialiby ich w roli czarnego konia w wyścigu o mistrzostwo Anglii. Paulinho, Bale, Soldado - to oni prowadzeni przez Andre Villasa-Boasa mieliby przynieść pierwsze od ponad pięćdziesięciu lat mistrzostwo na White Hart Lane. Niewiele jest drużyn, które mają przywilej posiadać w swoich szeregach takie znakomitości.

Lata osiemdziesiąte, lata dziewięćdziesiąte

Dla fanów Kogutów taka wizja jest zbyt piękna, by mogła być prawdziwa. Zupełnie jak przed 24 laty. Gdy w kontynentalnej Europie zbliżano się do zburzenia muru berlińskiego i zniszczenia "Żelaznej kurtyny", w północnym Londynie panowała podwójna radość. Po pierwsze, Arsenal w ostatnim meczu sezonu pokonał Liverpool, wydzierając w ostatniej minucie mistrzostwo Anglii z rąk The Reds, a po drugie, do Tottenhamu zawitał z Barcelony jeden z wybitniejszych napastników tamtej ery - Gary Lineker.

Rok wcześniej, w zespole Spurs zadebiutowała wielka nadzieja Anglii- ściągnięty z Newcastle Paul Gascoigne, wydarty w ostatniej chwili z rąk sir Alexa Fergusona, a obecny w kadrze Tottenhamu krajan Anglika z okolic Newcastle Chris Waddle przekonał go do przenosin do Londynu.

Lineker, Waddle, Gascoigne - trzech spośród najbardziej ekscytujących angielskich piłkarzy i filary kadry jadącej w 1990 do Włoch na Mistrzostwa Świata miało wprowadzić Tottenham w lata dziewięćdziesiąte i pod wodzą Terry'ego Venablesa nawiązać do lat Billa Nicholsona czy Keitha Burkinshawa.



Gdy nadszedł dzień konferencji prasowej, podczas której miał być przedstawiony Lineker, do biura Venablesa wpadł właściciel klubu Irving Scholar z informacją, że do Tottenhamu przyszła oferta warta 2 miliony funtów za Chrisa Waddle'a.

Nie do odrzucenia

- Złożył ją Bernard Tapie - dodał Scholar. Tapie w owym czasie był właścicielem Olympique Marsylia i jednym z potężniejszych ludzi w całej Europie, zaś klub z południa Francji rok wcześniej był półfinalistą Pucharu Zdobywców Pucharów i ówczesnym mistrzem Francji. Dla marsylczyków rozpoczynała się złota era klubu, zakończona zdobyciem Ligi Mistrzów w 1993 roku.

- Powiedz, że chcemy 6 milionów - odpowiedział Venables. Tottenham i OM spotkali się po drodze i za 4,25 miliona funtów, trzecią największą sumę transferową, Waddle udał się do Francji. Później trener Tottenhamu tak motywował tę sprzedaż: Jeśli już naprawdę mieliśmy stracić Waddle'a, to przynajmniej mogliśmy użyć tych pieniędzy, by zrównoważyć nasz ofensywny styl gry i kupić dwóch czy trzech obrońców, żeby poprawić grę w defensywie.

Biorąc pod uwagę, że w Anglii zwyciężała opcja defensywna, sygnowana nazwiskiem mistrzowskiego menedżera Arsenalu George'a Grahama, użycie pieniędzy ze sprzedaży Waddle'a na poczet wzmocnienia obrony wydawało się bardzo rozsądną opcją, wszak taką kwotę można podzielić na kilka klasowych zawodników i wznieść całą drużynę poziom wyżej.

Szybko okazało się jednak, że Venables może dysponować tylko jedną trzecią pieniędzy, które przypłynęły z Francji. Reszta musiała załatać klubowy budżet, który zanurzony w długach był już niemal po sam nos. Klub nie mógł solidnie się wzmocnić, a co więcej, musiał kontynuować sprzedaż piłkarzy, żeby spróbować wyjść ze spirali zadłużenia. Do tego doszły problemy z zobowiązaniami wobec Barcelony, której Scholar był krewny 600 tysięcy funtów za transfer Linekera. Właściciel klubu zdecydował się więc na tajną pożyczkę w wysokości 1,1 miliona funtów. Tajną, ponieważ obawiał się, tego, że zarząd dowie się o tym i nadzieje na powrót Tottenhamu na angielskie szczyty trzeba będzie odłożyć na inne czasy.

Krótkie nogi

Na boisku nie wyglądało to źle - trzecie miejsce w sezonie 1989/90 było dobrym przyczółkiem do zaatakowania najwyższych stopni podium. Opinia publiczna nie wiedziała o finansowych kłopotach Tottenhamu, a początek następnych rozgrywek napawał optymizmem. Niestety, w ostatnich 24 spotkaniach Spurs wygrali tylko 3, a do mediów zaczęły przeciekać informacje o olbrzymich długach klubu. Atmosfera wokół klubu gęstniała i wpłynęła na postawę piłkarzy, a gwoździem do trumny były doniesienia gazet o tajnej pożyczce. Zawieszono notowania Tottenhamu na giełdzie, a banki rozpoczęły akcję ratowania swoich, pożyczonych Kogutom pieniędzy.

Scholar musiał pożegnać się z klubem, a nowym szefem klubu został Alan Sugar, który choć włożył w Tottenham sporo pieniędzy pod naciskiem fanów pożegnał się z White Hart Lane oddając Spurs w ręce Daniela Levy'ego, dzięki któremu na dobrą sprawę dopiero wtedy klub stanął na nogi i rozpoczął marsz w górę tabeli.

Dziś klub sportowo plasuje się niemal w tym samym miejscu, co w 1989 roku. Jest jednak w znacznie lepszej kondycji finansowej i może z optymizmem patrzeć w przyszłość. Sprzedaż Bale'a nie jest, jak okazało się w przypadku Waddle'a, koniecznością, ale jedynie możliwością. Podobieństwa polegają przede wszystkim na pogrzebaniu sporych nadziei na sukces i rozbiciu tercetu, który miał lub ma Tottenhamowi przynieść sukcesy. Pytanie tylko, jak tę możliwość rozumie Daniel Levy i co będzie lepsze dla samego klubu. Bo skutki tego transferu mogą sięgać - jak pokazała historia, która lubi się powtarzać - nawet kilkunastu lat. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook