Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 9 maja 2013

Tak zaczynał Fergie

fot. oldtraffordredarmy.blogspot.com
Wyrzucił prezesa z ławki rezerwowych, zawiesił jednego z najlepszych zawodników, zwyzywał członków zarządu i dał nadzieję na lepsze jutro. Po czterech miesiącach Sir Aleksa Fergusona już w East Stirlingshire nie było, bo zgłosił się po niego większy klub. Jednak to na Firs Park garstki kibiców miały przyjemność po raz pierwszy obserwować Szkota w akcji zza linii bocznej.

Premierowe suszenie głowy

Pierwszy mecz zawsze jest najtrudniejszy. Przegrywając 0-3 do przerwy w gruncie rzeczy mało istotnym meczu o Puchar Ligi, nowi piłkarze Fergusona byli przerażeni perspektywą tego co czeka ich w szatni. Wystarczyło, że Szkot zwykł grywać z nimi na treningach, kopiąc i dokazując dopóki jego zespół nie wygrywał. - Nigdy nikogo się nie bałem - mówił skrzydłowy Bobby McCulley - ale on był przerażającym draniem od samego początku. Po meczu każdy z piłkarzy dostał kufel piwa z podziękowaniami od ich szefa.

Suszarki zabrakło przy tej okazji, a zachęcony i podbudowany zespół ostatecznie swój i Fergusona premierowy mecz zremisował. East Stirling to była ekipa budowana naprędce i za zaledwie dwa tysiące funtów budżetu transferowego, co nawet latem 1974 roku było śmieszną kwotą jak na najniższy seniorski szczebel rozgrywkowy w Szkocji.

Sam Ferguson nie chciał brać tej roboty. Do zawodu przyuczał się już w 1973 roku, gdy rozpoczął kurs w jednej z wielu filii Narodowego Centrum Sportu. - To była głównie nauka o zdrowym rozsądku w pracy menedżera, który zastosowany przeradzał się w mądrość - przypominał wielokrotnie później Szkot. Zasady takie jak: "kontroluj wiek swojej drużyny" czy "nie pozwalaj, by kontrakty wygasały w tym samym czasie" okazały się proste i skuteczne, zwłaszcza w połączeniu z charakterem słynnego Szkota.



Zwycięstwo ponad wszystko

W czerwcu 1974 trafił na Firs Park przypadkiem i tylko dzięki dobremu wrażeniu jaki wywarł na nim ówczesny prezes East Stirling, Willie Muirhead. Dostał kontrakt półzawodowy, opiewający na czterdzieści funtów tygodniowo, a zastał zespół zdołowanych fatalną grą i jeszcze gorszymi wynikami amatorów z których najlepsi co piątek otrzymywali pięć funtów. Brakowało mu też choćby jednego bramkarza. Nie było zespołu juniorów, więc co kilka dni zbierał lokalne talenty i sprowadzał im za niewielką opłatą rywali, by mogli sprawdzić swoje umiejętności i rozwijać się w warunkach meczowych. Znaczył swój teren zmieniając także klubowe stroje, a raz zawiesił czołowego piłkarza, który okłamał go, że zepsuło mu się auto i musiał opuścić trening, gdy tak naprawdę pojechał na ślub znajomego.

Ferguson postawił na prosty przekaz do swoich piłkarzy. - W Shire wszystko było mu podporządkowane. Treningi były dynamiczne, interesujące, a sam Alex pozostawał w centrum wydarzeń, gdy inni menedżerowie rzadko opuszczali swoje biuro - wspomina McCulley. Ferguson zawsze kochał dyscyplinę, ale już wtedy dałby się pokroić za swoją niezależność. Raz jego zespół przegrywał i na ławkę rezerwowych podszedł prezes klubu. - Co teraz zamierzasz zrobić? - zapytał. - Wypieprzę cie z tego miejsca, jeśli się nie ruszysz - usłyszał w odpowiedzi, szybko zmieniając lokalizację. Zatrudniając napastnika za dziewięćset funtów był gotów dokładać się do jego pensji z własnej kieszeni, gdy zarząd kwestionował ten wydatek.

Innego młokosa, George'a Adamsa, także snajpera, ściągnął za niecałą "stówę" - kiedyś słynny Szkot zażartował, że był on jego pierwszym i najgorszym transferem. Całkiem zaszczytny tytuł mając w pamięci takich tuzów jak Bebe czy Djemba-Djemba. Adams później był trenerem zespołu młodzieżowego Aberdeen, gdy pierwszej drużynie szefował Ferguson, a obaj panowie do dziś pozostają w częstym kontakcie.

Jednym z największych meczów East Stirling z tamtego sezonu były derby z Falkirk. Gdy na początku sezonu widzów na mecze przychodziło po trzysta, czterysta osób, tak tego dnia stadion pękał w szwach, a ostatecznie Firs Park wypełniło cztery i pół tysiąca fanów obydwu zespołów. Ferguson miał porachunki z Johnem Prenticem, który przejął zespół w momencie, gdy to Szkot wydawał się naturalnym kandydatem. Sir Alex przekonał zarząd, by umieścili jego piłkarzy przed tym meczem w tym samym hotelu co rywali, a rano jego rozradowana banda przeparadowała pod oknami stołówki w której przypadkowo zawodnicy Falkirk jedli śniadanie. Zobaczyli zespół pewny swego i na mecz wyszli z opuszczonymi głowami - Ferguson triumfował w lokalnych derby, a jego East Strilingshire pewnie dążyło do zajęcia czołowej pozycji w lidze.

Byłeś najlepszy, Alex

Jednak wtedy przyszedł nieoczekiwany zwrot. Z St. Mirren odchodził jego były trener, Willie Cunningham, który usilnie namawiał go do przejęcia zespołu będącego niżej w tabeli. Fergusona nie przekonały nawet trwające kilka godzin negocjacje, a sam nie mógł się zdecydować co zrobić w tej sytuacji. Uratował go jego idol i przyjaciel, Jock Stein. - Idź i usiądź w najwyższym rzędzie na Firs Park, a potem zrób to samo przy Love Street [gdzie umiejscowiony był stadion St. Mirren - przyp. red.] i wtedy będziesz wiedział - usłyszał Ferguson. Główna trybuna jeszcze wtedy jego klubu miała ledwie kilka metrów wysokości, a na obiekcie przyszłego pracodawcy mieściło się nieporównywalnie więcej kibiców. Ferguson wybrał szansę na rozwój i zanim skończył się październik już szykował się do pracy na Love Street.

- Ty draniu - wydusił z siebie jeden z zawodników East Stirling, gdy pełen emocji Ferguson poinformował piłkarzy o swojej decyzji. Większość go rozumiała, ale liczyła, że unikalna więź nawiązana z młodym i ambitnym szkoleniowcem, przy dobrych wynikach, wystarczy do dania im jeszcze jednej szansy. - Mój boże, jak wiele on nam dał - przytakiwał po latach Bob Shaw, jeden z dyrektorów klubu. - Wiedzieliśmy, że będziemy tylko kamieniem na jego drodze, ale cieszymy się, że mogliśmy dać mu pierwszą szansę w zawodzie - dodał.

East Stirlingshire po rewolucji systemowej w szkockiej piłce nigdy nie wyjrzało ponad przeciętność, a rzadkie awanse przeplatane były z natychmiastowymi spadkami. W tym sezonie grali w jednej lidze z Glasgow Rangers, kończąc na ostatnim miejscu w ogólnokrajowych rozgrywkach w ramach Third Division, choć nie poznając smaku relegacji - niższego poziomu po prostu dla nich nie ma. To było ich siódme dno na ostatnich jedenaście sezonów, a niechlubny rekord najniższej frekwencji także należy do tego klubu - ledwie 192 osoby oglądały ich mecz z Annan Athletic, co blednie przy blisko pięćdziesięciu tysiącach jakie notowali regularnie Rangersi. -To była największa tragedia dla East Stirlingshire, gdy on odszedł - rozmyślał po latach Willie Muirhead. - Był najlepszą rzeczą jaka kiedykolwiek przytrafiła się temu klubowi.

Sir Alex Ferguson na dawnym Firs Park przetrwał sto siedemnaście dni. Ciężko mówić, by ukształtowały go jako menedżera czy wpłynęły znacząco na sukcesy, które dopiero miały przyjść w kolejnych dekadach. Jednak na pewno miał on okazję sprawdzenia pewnej własnej drogi szkoleniowej przy pracy na dogorywającym, lecz wciąż żywym organizmie. Krnąbrny, często agresywny, ale zawsze po ludzku podchodzący do bliskich mu współpracowników menedżer dowiedział się, że jest dla niego miejsce w tym świecie i będzie w nim wygrywać. Kto wie, może to jedna z najważniejszych lekcji, jakie na starcie dostał? Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook