Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 24 czerwca 2013

Szukając nadziei

fot. twitter Paula Mersona, wieloletniego gracza Arsenalu, uzależnionego od alkoholu i hazardu
Wiesz, że zbliżasz się do końca kariery. Patrzysz na pamiątki, wycinki z gazet i robi ci się niedobrze. Nie obchodzi cię nawet rodzina - dochodzisz do momentu, że nawet to, co było twoim chlebem powszednim, staje się przekleństwem.

Artykuł powstał w oparciu o autentyczną, niepublikowaną wcześniej relację piłkarza. Zaznaczone kursywą cytaty pochodzą z książki „Melancholia” Antoniego Kępińskiego.

Ludzie żyjący z poczucia obowiązku, pozbawieni radości życia, wpatrzeni w siebie, przy głębszym poznaniu wykazują patologiczną strukturę superego (nieświadomego sumienia). Ono hamuje ich dynamikę życiową i spontaniczność wiązania się ze światem otaczającym. Czują oni niejasno, że coś ich krępuje, oddziela od świata otaczającego i nie pozwala w pełni cieszyć się życiem.

Gdy już wydaje ci się, że masz stabilną sytuacją, zawsze coś się musi spieprzyć. Na głowie masz całą rodzinę. Żonę, której chciałeś dać wszystko co najlepsze i dzieci, które od zawsze były twoim największym marzeniem. Pewnego dnia wszystko pęka. Kolejna kontuzja i jesteś wrakiem. Już wiesz, że nigdy nie będziesz grać na wysokim poziomie. Ale się nie poddajesz. Wracasz do zdrowia. Tylko wtedy w drużynie już nie jesteś potrzebny. Twój menedżer szuka ci klubu i znajduje. Trzeba się przeprowadzić prawie 700 km i zaczynać wszystko od nowa. Ale nie masz wyjścia. Musisz wyjechać. Sprzedajesz dom, w którym mieszkałeś przez 3 lata, roczne AUDI i zaczynasz inne życie.

Silne uczucia negatywne (nienawiści, lęku) mogą także na krótki czas znieść działanie układu samokontrolującego. Pod ich wpływem człowiek nie wie, co robi, zachowuje się jak automat. Dopiero po ochłonięciu z burzy uczuciowej przychodzi refleksja, a z nią często poczucie winy.

Kilka lat później patrzysz w lustro i zdajesz sobie sprawę, że sytuacja cię przerasta. Jesteś coraz słabszy. Nie masz już siły. Wiesz, że musisz utrzymać rodzinę, ale jest ciężko. Pieniądze się kończą, a nowy pracodawca nie płaci już tak dobrze, jak w poprzednim klubie. Boisz się, bo twoja sytuacja finansowa się pogarsza. Musisz jakoś załatwić pieniędzy. Idziesz na trening, ale nie myślisz o piłce. Przychodzisz na 10, robisz swoje i uciekasz. Ale nie do domu. Tam czujesz się źle. Idziesz siedzieć do baru, wypijasz kilka piw i myślisz. Gdy przychodzi noc zjawiasz się w kasynie. Niby chcesz wygrać, ale masz świadomość, że kasyno ma nad tobą przewagę.

Na początku chciałeś szybko zdobyć pieniądze. Teraz jest już inaczej. Liczy się adrenalina. Dreszcz emocji, który kiedyś dawała ci piłka nożna, dostarcza ci hazard. Balansowanie na krawędzi, tylko to podkręca ci tętno. Przegrywasz pieniądze i wracasz. Jest 6 rano. Żona robi ci wyrzuty, ale nic nie czujesz. Nie dociera do ciebie, co mówi, przecież właśnie straciłeś pieniądze. To w tej chwili jest najważniejsze.

Nagle wykrzykuje do ciebie, że jesteś zerem. To ostatnie wypowiedziane przez nią zdanie powtarzasz sobie w głowie. Alkohol buzuje i uderzasz ją po raz pierwszy i ostatni. Po chwili uświadamiasz sobie, co zrobiłeś i zaczynasz przepraszać. Mówisz, że się zmienisz, że będzie tak, jak kiedyś. Jest już za późno. Żona zabiera dzieci i wyprowadza się.

Chory depresyjny przyzwyczaja się do ciężkości swego świata. Pełna kolorów jasność dnia razi go i drażni. Świat ludzi zdrowych jest dla niego obcym światem, to już jest inna planeta.

Kolejny dzień robisz to samo. Musisz iść na trening. Robisz to na siłę, ale to dobrze. Masz pretekst do wyjścia z domu, chociaż po to, żeby zdobyć pieniądze na kasyna. Po treningu nie pytasz się już kolegów, co tam u nich słychać. Masz ich gdzieś. Ich szczęście wręcz cię drażni. Nowy dom czy samochód. Myślisz sobie: co oni wiedzą o życiu? Więc pomijasz te banalne gadki i chcesz tylko pożyczyć pieniądze. Większość się wymiguje, ale na szczęście są młodzi piłkarze, którzy chcąc się podlizać, pożyczają ci to, co chciałeś.

Osiąga przejściową radość życia i wewnętrzną lekkość stosując środki odurzające, a więc przede wszystkim alkohol. Szuka jej w zabawie i w wesołej kompanii, ale też, na odwrót - w samotnej kontemplacji natury czy też własnego wnętrza. Walczy on o zaspokojenie swych ambicji w nadziei, nie zawsze uświadomionej, że pozycja społeczna, pieniądze i inne sukcesy życiowe poprawią jego autoportret, a tym samym i nastrój.

Zarabiasz pieniądze, więc możesz teraz kontrolować swój rytm dnia. Wiesz, że poczujesz się lepiej. Zdobycie pieniędzy to był twój cel, po który ruszyłeś się z domu. Osiągnąłeś go, więc masz nagrodę w postaci alkoholu i hazardu. Po wszystkich rytuałach wracasz do domu o 7. Wiesz, że nie ma kto cię kontrolować. Telefonu i tak już nie nosisz, bo tylko cię denerwował. Za dwie godziny musisz iść na trening, więc nie idziesz spać, bo się nie opłaca. Opróżniasz tylko resztki butelek.

Na ogół chorzy depresyjni czują się lepiej w środowisku, które pod względem kolorytu odpowiada ich nastrojowi, a więc wśród ludzi smutnych. Przyzwyczajenie do ciemności depresji przeszkadza nieraz w leczeniu tej choroby.

Docierasz na trening. Ledwo trzymasz się na nogach, ale w głowie próbujesz podtrzymać świadomość, że jesteś trzeźwy i kontrolujesz sytuację. Gdy wchodzisz do szatni, panuje w niej cisza. Wiesz, że i tak nie masz szans na grę w pierwszym składzie, więc za bardzo nie musisz się przykładać. Gdy wpada trener, robi się wielkie zamieszanie. Cały sztab trenerski zaczyna się wydzierać. Ledwo trzymasz się na nogach, a w tej sytuacji nie potrafisz zachować nawet powagi.

Masz 33 lata, a rugają cię jak dziecko. Odwracasz się na pięcie i chcesz wyjść, ale się przewracasz. To musi być żałosny widok. Koledzy z drużyny podnoszą cię i odprowadzają do wyjścia z ośrodka treningowego. Chcą cię odwieźć do domu, ale ty się wyrywasz i mówisz, że sobie poradzisz. Idziesz więc do baru i chociaż nie masz pieniędzy, siedzisz tam do rana. Zawsze znajduje się ktoś, kto ci postawi alkohol. Lubisz to towarzystwo. Nie każdy może sobie pozwolić na picie od 12. Zdajesz sobie sprawę, że przebywasz w otoczeniu ludzi, którzy znają życie. Gdy jesteś już tak pijany, że nie możesz wysiedzieć, zostajesz dosłownie wyrzucony z pubu.

Śmierć społeczna równa się śmierci biologicznej. W ten sposób rodzi się lęk społeczny i on prawdopodobnie wpływa na internalizację zwierciadła społecznego. System nagród i kar działający w otoczeniu społecznym zostaje wchłonięty do wnętrza. Człowiek sam siebie i karze, i nagradza. Jest dla siebie sędzią, a nieraz i katem.

Rano budzi cię telefon. Dzwonił od kilku godzin, ale tobie nie chciało się go odebrać. 17 połączeń. Wszystkie od menedżera. Dzwoni po raz kolejny i odbierasz. To, co słyszysz, nie zaskakuje cię. Mówi, że już nie masz pracy. Zaczyna cię besztać, więc się wyłączasz i idziesz dalej spać. Budzisz się po kilku godzinach. Boli cię głowa. Rozglądasz się dookoła i widzisz straszny widok. Wszędzie butelki po alkoholu, porozrzucane brudne ubrania i zniszczony sprzęt. Nagle przypominasz sobie, jak to wczoraj wpadłeś w szał i rozbiłeś telewizor. Furię wyładowałeś też na meblach i pamiątkach sportowych. Wszystko na co pracowałeś tyle lat, jest w obecnej chwili nic nie warte.

Uświadamiasz sobie, że nie jesteś nikomu potrzebny. Wpadasz w paskudny nastrój. Chociaż zawsze dążyłeś do tego, żeby być sam, teraz jest inaczej. Pragniesz żeby ktoś z tobą był. Pierwszy nie wykonasz ruchu. Nie możesz. Po tym, co zrobiłeś, jak zawiodłeś wszystkich, pewnie nikt nie chce cię znać. Rozklejasz się, masz dość. Patrzysz na fotel, na którym leży skórzany pasek. Scenariusz samobójstwa przerabiałeś już nieraz. Boisz się, chociaż wiesz, że w tej chwili jesteś tego bliżej, niż kiedykolwiek. Robisz pętlę z paska i mocujesz na klamce. Podpierając się jedną ręką, drugą wkładasz przez głowę pętle. Teraz wystarczy tylko osunąć ręce i już będzie po wszystkim. Robisz wszystko według planu.

Element nadziei jest bardzo istotny w leczeniu depresji. Piekło depresji polega bowiem na utracie nadziei. Lekarz, a także najbliższe otoczenie chorego, powinno mu nadzieję wrócić. Nie jest to zadanie łatwe.

Plan zakończenia twojego cierpienia się nie udał. Pasek ześlizgnął się z klamki. Wpadasz w histerię. Zdajesz sobie sprawę z tego, co mogło się stać. Nagle dzwoni telefon. Jakaś siła zmusza cię do doczłapania się do niego. Odbierasz nie patrząc, kto dzwoni. To zdenerwowana żona, która po rozmowie z menedżerem przeczuwała, że coś może ci się stać. Mówisz jej wszystko. Po 15 minutach przybiega do waszego domu. Widzi ten przykry widok, ale nie jest zła. Cieszy się, że nic ci nie jest. Powtarza, że wszystko będzie dobrze.

***

Po 10 miesiącach terapii wracasz do zdrowia. To, co kiedyś wydawało ci się tak denerwujące, cieszy cię. Kariera piłkarska jest już za tobą, jednak do końca jej nie porzuciłeś. Trenujesz młodzież w klubie, w którym trenuje twój syn. Patrzysz jak się rozwija i jesteś dumny. Nie ma już wielkiego domu czy drogiego samochodu. Mieszkasz w małym mieszkaniu, ale jest fantastycznie. Spędzasz czas z rodziną i wiesz, że to jest najważniejsze. O przeszłości trzeba po prostu zapomnieć. Nie jest to łatwe, bo gdy śpisz, masz koszmary. W twojej głowie budzą się demony. Na szczęście masz przy sobie najbliższych. To, co kiedyś chciałeś zniszczyć, dzisiaj daje ci nadzieję. Radosław Patkowski
comments powered by Disqus
facebook