Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 4 stycznia 2014

Sztuczna inteligencja od zaraz

fot. skysports.com
Ostatni pseudo-skandal sędziowski w Premier League pokazuje, że pragnienia wszystkich dotyczące arbitrów i ich pracy znacznie mijają się z tym, jak wyobrażamy sobie piłkarską przyszłość. Kto wie, czy władze światowej federacji nie powinny pójść o kilka kroków dalej niż wprowadzać dodatkowych asystentów czy rozważać powtórki video.

- Zmieniłeś się odkąd zagrałeś dla reprezentacji - powiedział sędzia Mark Clattenburg do piłkarza Southampton, Adama Lallany - Wcześniej zachowywałeś się inaczej.

Kapitan "Świętych" oburzył się, obraził i pożalił w klubie. Klub z kolei złożył wniosek o zbadanie sprawy do krajowego związku. Mike Riley, szef sędziów, spojrzał na pismo, przepytał pana Clattenburga, pokręcił głową z zażenowaniem i zażalenie Southampton odrzucił. I wiecie co? Klub jest oburzony. - Nie chcemy, by on sędziował jeszcze nasze mecze - piszą w kolejnym oświadczeniu.

Ten sam Mark Clattenburg rok temu wpadł w problemy, gdy Ramires - pomocnik, który więcej uwagi przykładał do ostrego odbierania piłki niż wytężonej pracy nad użyciem języka angielskiego - zasłyszał, że sędzia miał jego kolegę obrazić rasistowskim tekstem. Ten ponoć obrażony, John Obi Mikel, gdy tylko dowiedział się o tym zarzucie, zwrócił się w stronę szatni arbitra, gdzie zwyzywał jego, groził połamaniem nóg i skopał wejściowe drzwi. Kilka tygodni później Clattenburga z zarzutów oczyszczono, agresywnego pomocnika ukarano, a sędziowskie rozmowy zaczęto nagrywać. Dla świętego spokoju.

Jednak w czasie pomiędzy zdarzeniem i decyzją, Clattenburg został przez media totalnie rozwałkowany. Był to koszmar dla niego i dla rodziny, z telewizyjnymi wozami zastawiającymi podjazd w jego domku w spokojnym Gosforth. Tabloidy przedstawiały go jako szpanera, który dba o swój wygląd (a fuj!), ma drogie auto (a fe!) i zbyt kumpelsko traktuje piłkarzy oraz trenerów (ech!). Jak widać, w zawodzie sędziów nie można się dobrze prezentować, ani mieć dystansu do tego jakże nadętego biznesu.

Co więcej, sędziowie nie mogą się też mylić. Co z tego, że w ostatnim sezonie Premier League 99% decyzji o spalonym była dobra? Co z tego, że w trakcie poprzednich rozgrywek ligowych w Anglii, 98.6% z decyzji podjętych po wydarzeniach w polu karnym była prawidłowa? Howard Webb ostatnio oberwał, bo... nie podjął żadnej decyzji. Jego były kolega po fachu, a obecnie felietonista tabloidu, Graham Poll - tak, ten od trzech żółtych kartek dla jednego zawodnika na MŚ - przedstawił teorię według której Anglik unika trudnych decyzji, bo chce sędziować finał mundialu.

Pan Lee Mason oberwał też za to, że decyzje podejmował. W meczu Manchester City - Liverpool, jego asystent (błędnie) ocenił, że Raheem Sterling jest na spalonym, gdy wybiegał zza linii obrony gospodarzy na czystą pozycję. To i inne wydarzenia z meczu skłoniły Brendana Rodgersa do stwierdzenia, że inaczej być nie mogło, skoro mecz prowadził sędzia z regionu jego rywali. Czyli, krótko mówiąc, sędziowie obrywają zarówno przy podejmowaniu, jak przy braku ich decyzji. Tym razem pan Mason błędny miał też adres.

Sędziowie, chociaż coraz mocniej na to nalegamy, nie mogą po meczu rozmawiać z telewizją. Nie mogą patrzeć na telebim, który wisi nad ich głowami, bo jeszcze zasugerują się przy podejmowaniu tej czy innej decyzji. Nie mogą zbyt wiele jeść, bo zaraz ich na testach złapią, że przytyli. Jak wyliczono, będąc często starszymi wiekiem od piłkarzy, muszą wykonywać więcej sprintów niż oni (i to coraz więcej - w ciągu ostatnich pięciu lat ich liczba podniosła się o 64%) i być w lepszej formie. Do tego znacznie częściej niż kopiący podejmować dobre decyzje.

Nie mogą mieć uczuć - Anders Frisk, który zerwał ze swoim zawodem, gdy jego rodzina dostawała pogróżki po tym, jak skrytykował go i zarzucił mu stronniczość Jose Mourinho. Nie mogą mieć wspomnień - Mark Halsey, gdy chciał wydać swoją autobiografię, spotkał się z zaciekłą krytyką angielskiej federacji i komisji sędziów, dostał ofertę pieniędzy za podpisanie "lojalki" i musiał z wydawcą kombinować, a ostatecznie wydruk przeprowadzono w kraju wschodniej Europy. Tak, by nikt się nie dowiedział, że jednak będzie rzucona na rynek.

Krótko mówiąc - sędziowie niewiele mogą. Nie mogą mieć poczucia humoru (to Clattenburgowi kiedyś zarzucono, że do ławki rezerwowych Manchesteru City rzucił uwagę o Craigu Bellamym: "Jak Wy możecie z nim pracować?"), nie mogą mieć adresu zamieszkania (bo na pewno kibicują każdej lokalnej drużynie), nie mają pomocy technologii, nie mogą mieć uczuć (bo to słabość, rozproszenie), nie mogą mieć wspomnień (bo źle wpływają na wizerunek ogółu), nie mogą mieć opinii (bo nie dają wywiadów), nie mogą mieć brzuszka, własnego stylu (bo wskazówki i instrukcje szefów ważniejsze), modnej fryzury, fajnego auta, znajomych w środowisku piłkarzy i trenerów... Lista, poparta dobrymi przykładami, mogłaby się ciągnąć i ciągnąć.

Biorąc pod uwagę ile obostrzeń trzyma się tego zawodu - a jeszcze trzeba przeprowadzać akcje, by piłkarze ich szanowali - łatwo domyśleć się czego trzeba, by zrównać się realizmem z kibicowskim pragnieniem sędziowskiej perfekcji. Nie uratują futbolowego świata kolejni asystenci, nie zbawi nikogo video, potrzeba po prostu inteligencji - sztucznej inteligencji.

Pomyślcie tylko o przyszłości - o sędziach-robotach. Ich decyzje nie będą niczym wypaczone, nikt nie będzie dyskutował o klubach, którym mogą kibicować, nikt nie wpłynie na nich groźbami czy łapówką, nie będą dyskutować czy rozmawiać z piłkarzami, nie napiszą kontrowersyjnej książki, nie będą miały "brzuszka", płci (pamiętacie kontrowersje związane z wypowiedziami dziennikarzy SkySports o Sian Massey? To norma) i złych nawyków. Każdą nową interpretację wprowadzi się specjalnym algorytmem do systemu kontrolowanego z jednego miejsca, wszędzie będzie jeden styl, zniwelujemy bezbłędność czy tak głośno przeklinany "aspekt ludzki". Może nawet nie trzeba będzie stawiać maszyny na murawie, tylko podłączyć głośnik i zestaw kilku kamer - nawet lepiej, piłkarz, trener czy kibic nie będzie miał do kogo zwyzywać, na kogo się zamachnąć i do kogo wykrzywić twarz.

Albo to, albo to my - kibice, dziennikarze, piłkarze, trenerzy i działacze - będziemy wobec sędziów bardziej... ludzcy. Przynajmniej do czasu aż Sepp Blatter, prezydent FIFA na wieki wieków, pewnie także robot, podejmie się tej misji - o ile tylko przyniesie to federacji zyski... Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook