Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 18 maja 2013

Szary obywatel i playboy

fot. skysports.com
Ludzie, którzy się łatwo wzruszają przy pożegnaniach, musieli zużyć w ostatnich dniach całą masę chusteczek. W zeszłym tygodniu oznajmił swoje odejście na emeryturę sir Alex Ferguson. W tym tygodniu dowiedzieliśmy się, że Thomas Schaaf odchodzi z Werderu, a nieco później David Beckham obwieścił światu, że zawiesza buty na kołku. Majowie nie pomylili się aż tak wiele - ledwie o 5 miesięcy.

Thomas Schaaf może być uznany za niemiecki odpowiednik Paolo Maldiniego. Do Werderu trafił jako 11-letni chłopak i przez następnych 6 lat grał dla drużyn juniorskich. Następnie od 1978 do 1995 roku był piłkarzem seniorskiego zespołu Werderu. Jeszcze jako czynny zawodnik trenował już drużyny u-17 i u-19. Gdy zakończył karierę piłkarską, został trenerem zespołu rezerw. Wreszcie w 1999 objął pierwszy zespół Werderu i był jego trenerem aż do teraz.

Jego największym osiągnięciem pozostaje mistrzostwo zdobyte w 2004 roku. W tym samym roku Schaaf sięgnął też po puchar DFB. Ten wyczyn powtórzył w roku 2009. Ja jednak pamiętam go przede wszystkim za za Werder, który doszedł do półfinału Pucharu UEFA 2006/2007. Wtedy przechytrzył go Ernesto Valverde, ale Werder prezentował się naprawdę świetnie i szczerze im kibicowałem. Rok później, już bez Miroslava Klose, Werder doszedł do finału Pucharu UEFA, a w trakcie rozgrywek rozbłysła jeszcze mocniej gwiazda Diego, który strzelił 6 goli. Ostatecznie finał został wygrany przez Szachtar Donieck i Schaafowi zabrakło europejskiego trofeum.

Ja kojarzę Schaafa przede wszystkim z pięknym oszlifowaniem takich piłkarzy jak Mesut Özil, Claudio Pizarro czy Per Mertesacker. Przyłożył swoją rękę do ich karier i sprawił, że trafili na szczyt. Dzięki niemu również tacy zawodnicy jak Marko Marin, Ivan Klasnić, Ailton czy Tim Borowski doszli do szczytu swoich możliwości. Po ewentualnej zmianie klubu nie udawało im się prezentować równie dobrego poziomu. Chyba tylko Miroslav Klose po rozstaniu z Schaafem grał jeszcze lepiej.

David Beckham pokazał się światu strzelając 17 sierpnia 1996 gola z własnej połowy. Nieszczęśliwcem, który przepuścił piłkę, okazał się Neil Sullivan z Wimbledonu. Kariera Beckhama to jednak modelowy przykład tego, jak talent i dobra prezencja wsparte pracą mogą zaprowadzić człowieka na szczyt. Dzięki właściwej mentalności Beckham osiągnął wiele w kategoriach sportowych i jeszcze więcej w kategoriach czysto biznesowych, choć był mniej utalentowany niż np. Robinho. Beckham jednak polegał przede wszystkim nie na swojej technice, ale na inteligencji. Będąc specjalistą od długich podań na długie lata zawłaszczył pozycję prawego pomocnika, choć przecież skrzydłowy z niego żaden i gdyby już wtedy popularniejsze było ustawienie 4-2-3-1, być może nie zyskałby miejsca w podstawowej jedenastce. Wystarczy przypomnieć, że po transferze do Realu Beckham grał jako jeden z dwóch środkowych pomocników, bo prawa strona była zarezerwowana dla Figo.

Beckhama będziemy pamiętać ze zmarnowanego rzutu karnego w meczu z Portugalią, z czerwonej kartki otrzymanej w 1998 w meczu z Argentyną i pewnie też z rozciętego łuku brwiowego, spowodowanego butem kopniętym przez Fergusona. Trudniej zapamiętać jego lepsze momenty, przede wszystkim dlatego, że były normą. Jego gole z rzutów wolnych były uznawane za modelowe aż do czasów Juninho Pernambucano, a dokładne podania na 70-80 metrów były wychwalane (zwłaszcza w angielskich mediach) pod niebiosa. Nawet jeśli jego zaangażowanie w działania defensywne było niezbyt wysokie, nawet jeśli jego gra przy linii nie była zbyt spektakularna, nawet jeśli nie zdołał wygrać niczego ze swoją reprezentacją, to jednak pozostaje ikoną angielskiej i światowej piłki, zwłaszcza gdy brać pod uwagę okres 1995-2005.

Gdy ktoś pyta o Manchester United, to zaraz po Fergusonie jako następne przychodzą do głowy nazwiska Beckhama, Scholesa i Giggsa. Co jest tym cenniejsze, że to dwaj ostatni pozostali wierni klubowi na zawsze. Beckham jednak też dał od siebie wiele, ale nieco inna osobowość sprawiła, że zwiedził więcej świata. Nie ma się co łudzić - już niedługo zobaczymy go w innej roli, pytanie tylko, w jakiej i w jakim klubie? Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook