Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 25 października 2014

Szansa na przełom?

fot. skysports.com
Profesjonalny piłkarz jest takim samym człowiekiem jak członek każdej innej grupy społecznej. Mimo to tak często wydaje się stać ponad prawem oraz zaprzeczać standardom występującym w innych zawodach i dziedzinach życia. Czy skazany za tak poważne przestępstwo jak zgwałcenie Ched Evans powinien otrzymać możliwość powrotu do zawodowego uprawiania futbolu?


- Gwałt należy do najpoważniejszych przestępstw i po prostu nie ma mowy, bym zgodziła się na to, aby West Ham zatrudnił skazanego gwałciciela - napisała w swojej rubryce w dzienniku "The Sun" wiceprezes londyńskiego klubu, Karren Brady. - Ched Evans, jednomyślnie skazany przez ławę przysięgłych wraz z sędzią, który nawet odmówił mu prawa do odwołania, nie miałby miejsca w moim klubie. Co więcej, nie powinno być dla niego miejsca nigdzie w piłce nożnej. Nie można pomyśleć, że może "przemknąć" z powrotem do swojego starego życia tak łatwo.

Zatrzymana kariera

Kariera dziś 25-letniego Cheda Evansa zapowiadała się całkiem obiecująco. W 2008 roku rosły napastnik przebił się do szerokiej kadry pierwszego zespołu Manchesteru City i pewnie otrzymałby więcej szans, gdyby za sprawą szejka Mansoura w Eastlands nie pojawili się Emmanuel Adebayor, Carlos Tévez czy Roque Santa Cruz. Reprezentant Walii musiał zadowolić się transferem na zaplecze angielskiej ekstraklasy, choć dopiero na poziomie trzeciej klasy rozgrywkowej zaczął seryjnie zdobywać bramki. Trzy sezony temu strzelił aż 29 goli w 36 występach, a Sheffield United zmierzało po awans z powrotem do Championship.

Wtedy, w kwietniu 2012 roku, Evans został skazany na pięć lat pozbawienia wolności za zgwałcenie 19-letniej kobiety, którego miał dopuścić się niespełna rok wcześniej. Kilka miesięcy później sąd odwoławczy podtrzymał wyrok. Po odbyciu połowy kary piłkarz został zwolniony z więzienia 17 października bieżącego roku i nie składa broni. Natychmiast złożył odwołanie do sądu kolejnej instancji podtrzymując, że nie dopuścił się zbrodni. Zdążył również opublikować wideo, w którym - u boku swojej, niezłomnie wiernej mu dziewczyny - zadeklarował nadzieję powrotu do piłki nożnej:



Prawo do powrotu?

Sprawa wyjścia na wolność Evansa wywołała na Wyspach powszechne poruszenie. Ponad 150 000 osób podpisało petycję wyrażającą apel pod adresem Sheffield United - które rozwiązało kontrakt, ale zachowało kartę zawodniczą Walijczyka - o nieprzywrócenie go do klubu. - Lekarze czy prawnicy tracą w podobnych okolicznościach prawo do wykonywania zawodu - napisał w swoim artykule w dzienniku "Daily Mail" Martin Samuel, ukazując na przykładzie Evansa, Luisa Suareza, Johna Terry'ego czy Adela Taarabta problem z piłkarzami polegający na tym, że nigdy nie są winni.

Odmienny punkt widzenia reprezentuje szef Związku Zawodowych Piłkarzy (ang. Professional Footballers' Association), Gordon Taylor. - Mając za sobą odsiedzenie wyroku, powinno się mu pozwolić ponownie zaadaptować w społeczeństwie i brać w nim czynny udział, w zawodzie do którego jest najlepiej predysponowany - powiedział kilka dni temu. Ched Evans musi przecież coś robić, argumentują inni. Gra w piłkę nożną stanowi jedyne, co potrafi. Grupa kibiców Sheffield United skandowała nazwisko zawodnika podczas ostatniego meczu wyjazdowego w Bradford, domagając się jego powrotu.

Sytuacja bez wyjścia

Kluczowa decyzja należy do Sheffield United. W mediach pojawiła się szybko zdementowana informacja, że klub zaproponował Evansowi nowy, lukratywny kontrakt, ale pod warunkiem publicznych przeprosin. Warto zrozumieć kontekst. Gdy bramkostrzelny napastnik trafił do więzienia, drużyna znajdowała się na dobrej drodze do awansu. Bez Evansa miała jednak ogromne problemy ze zdobywaniem goli. Na finiszu rozgrywek dała się wyprzedzić w ligowej tabeli lokalnemu rywalowi - Sheffield Wednesday. W finale baraży przegrała z kolei po długim konkursie rzutów karnych z Huddersfield Town. Do dziś klub z dużego miasta, który osiem lat temu rozegrał swój ostatni sezon na poziomie Premier League, nie potrafi wydostać się z trzeciej klasy rozgrywkowej.

Nie sposób orzec, w jakiej formie po dwuipółletnim rozbracie z futbolem może znajdować się piłkarz. Jeśli tylko nawiąże do dyspozycji strzeleckiej sprzed trzech sezonów, jego gole mogą przesądzić o upragnionym awansie Sheffield United do Championship. Tymczasem jeżeli klub z Bramall Lane zdecyduje się na moralne załatwienie sprawy, po Evansa z pewnością zgłosi się ktoś inny. Co wówczas, jeżeli będzie to jeden z ligowych konkurentów, który niedługo później osiągnie sukces kosztem United? Sytuacja jawi się jako z góry przegrana.

Sheffield United miało dwa i pół roku na zajęcie stanowiska i ciągle nie dokonało wyboru. Na razie obserwuje i analizuje. Czy czeka na wynik kolejnego odwołania?

Etyka ponad biznes?

Być może nadszedł właściwy moment dla piłki nożnej. Być może pojawiła się szansa, aby pokazać, że przedstawiciel tak szczególnego zawodu - będący idolem i stanowiący wzór do naśladowania dla tak wielu innych, młodych ludzi - skazany za tak poważne przestępstwo nie zasługuje na drugą szansę i powinien raz na zawsze zniknąć z futbolu. Sprawa Cheda Evans może wysłać tak bardzo potrzebny sygnał, że w piłce nożnej względy etyczne mogą wziąć górę nad tymi sportowymi i biznesowymi. Nawet jeżeli tak trudno to sobie wyobrazić. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook