Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 14 kwietnia 2013

Strażnik bramy arsenału

fot. michaeltrow.wordpress.com
We wczorajszym meczu z Norwich City Arsenal zdołał odnieść zwycięstwo, choć jako pierwszy stracił bramkę. Trzy gole w końcówce zapewniły Kanonierom trzy punkty, co pozwoliło im wyprzedzić w tabeli dwa inne londyńskie zespoły (co prawda Chelsea ma jeszcze mecz zaległy). Czy mocno krytykowany Arsene Wenger skończy sezon z przytupem?

Skrzydła rosną...

Są na to spore szanse, choć w ostatnich sześciu kolejkach Arsenal musi zagrać zarówno z mającymi dobry sezon MU czy Evertonem (na szczęście dla Kanonierów na Emirates), jak i z dwoma kandydatami do spadku, QPR i Wigan. Szczęśliwie dla Wengera kilku piłkarzy w ostatnim czasie wyraźnie złapało formę. Na pewno należy do nich Gervinho, którego gole i asysty mocno przyczyniły się do aktualnej serii czterech zwycięstw z rzędu w lidze. Dopiero w ostatnim meczu z Norwich Iworyjczyk nie zdołał się zapisać w protokole sędziowskim.

Cały czas imponuje Walcott, choć on akurat zanotował asysty w przegranym meczu z Tottenhamem i wygranym rewanżu z Bayernem, a także wczoraj z Norwich. Z kolei Lukas Podolski strzelił pierwszego gola od lutego. Niemiec od dwóch miesięcy był w dość kiepskiej formie i raczej grywał ogony, ale ta zdobyta w ważnym momencie bramka powinna mu dodać pewności siebie. Nieco lepiej wygląda też ostatnio Oliver Giroud, który ma kilka ostatnich szans, by jego debiutancki sezon w Premier League był oceniany jako przyzwoity.

... a strażnik imponuje spokojem

Do niedawna Wenger wystawiał w bramce Szczęsnego lub, gdy ten był kontuzjowany, Vito Mannone. Z żadnego nie był wystarczająco zadowolony, ale nie było mowy o zmianie. Do czasu. Ogromnym szokiem dla wielu obserwatorów była obecność Łukasza Fabiańskiego w składzie na rewanż z Bayernem. Tymczasem Polak spisał się bardzo dobrze w pierwszym meczu od wieków i nie tylko zachował czyste konto, ale też zebrał bardzo dobre oceny. Do dziś Fabiański zagrał w pięciu meczach, w których co prawda puścił trzy gole, ale każdy z nich był dla Kanonierów wygrany. Ale o grze polskiego bramkarza świadczą nie tylko pochwały mediów. Statystyki również potwierdzają jakość w jego grze, choć oczywiście będą one bardziej znaczące na koniec sezonu, jeśli "Fabian" rozegra pozostałe 6 spotkań - wtedy będzie miał ich na koncie 11, tylko o 2 mniej niż Mannone.

Fabiański rozegrał do tej pory 5 meczów i 2 razy zachował w nich czyste konto, co oznacza, że ma najlepszy stosunek czystych kont do liczby meczów - 0,40, przy 0,32 Szczęsnego i 0,23 Mannone. Fabiański ma również najniższy stosunek goli do liczby meczów - 0,60, przy 1,18 Szczęsnego i 1,23 Mannone. Te wskaźniki jednak są mocno uzależnione od liczby rozegranych meczów. Ale Łukasz Fabiański ma kolejny argument po swojej stronie - bardzo dobry procent obronionych strzałów. Obronił 81% strzałów, a warto zaznaczyć, że wystąpił w wyjazdowych spotkaniach z Bayernem i Swansea. Na pewno dał powód, by stawiać na niego dalej. Dla porównania, u Szczęsnego ten wskaźnik wynosi 72%, a u Mannone 69%.

Zmiana warty w bramce Kanonierów - ale kto za kogo?

Ciężko stwierdzić ze stuprocentową pewnością, czy Fabiański wywołał ten wzrost formy Arsenalu czy też z niego skorzystał, ale biorąc pod uwagę choćby jego grę z Bayernem można z dużym prawdopodobieństwem orzec, że dołożył swoją cegiełkę. Arsenal w tej chwili skupia się już tylko na lidze i jeśli polski bramkarz w meczach z Evertonem czy Manchesterem United zagra na podobnym albo lepszym poziomie, to ksywka Flappyhandski odejdzie w niepamięć. Kto wie, czy Wenger jednak nie zrewiduje swoich planów kupna nowego bramkarza, choć jeszcze miesiąc temu taki transfer wydawał się jedyną drogą dla Arsenalu. Czy Polacy będą jeszcze rządzić Londynem? Czas pokaże. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook