Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 27 maja 2013

Snajper pilnie poszukiwany

fot. slasknet.com
Gdy spojrzymy na tabelę najlepszych strzelców ligi polskiej w bieżącym sezonie, to naszą pierwszą reakcją będzie smutek. Potem może pojawić się zażenowanie i głębsza chwila refleksji. W Polsce brakuje dobrych, młodych napastników. Bardzo brakuje.

Kuriozum na górze

Patrząc na podium klasyfikacji strzelców, jako Polacy powinniśmy się niepokoić. Pierwsza trójka wygląda następująco: Róbert Demjan (14 bramek), Wladimer Dwaliszwili (12), Danijel Ljuboja (12). Można jeszcze dodać, że na czwartym miejscu jest Michal Papadopulos (11). Honor naszego kraju ratuje Bartosz Ślusarski, który ma na koncie 11 bramek i jest na tej samej pozycji, co Czech.

Poziom naszej ligi do najwyższych nie należy. Ale bardzo źle, jeżeli w tak dużym kraju, bardzo ciężko o napastników, którzy regularnie strzelaliby bramki. Stąd też duży udział zagranicznych zawodników w rozwoju polskiego futbolu. A raczej: futbolu klubowego, bo reprezentacja już na takiej tendencji nie skorzysta. Jeżeli najlepszym krajowym napastnikiem naszej ligi jest Bartosz Ślusarski, to jestem bardzo zaniepokojony. Z całym szacunkiem dla „Ślusorza”, ale 32-letni piłkarz z nieporażającymi wynikami strzeleckimi w czołówce snajperów ligi chluby nam nie przynosi. Oczywiście wśród tych 11 strzelonych bramek znajdzie się kilka ładnej urody, ale również mam w pamięci takie oto sytuacje:



Brutalna historia

Popatrzmy teraz na listę królów strzelców ekstraklasy z ostatnich 10 lat: 2002 rok – Maciej Żurawski, 2003 – Stanko Svitlica, 2004 – Maciej Żurawski, 2005 – Tomasz Frankowski, 2006 – Grzegorz Piechna, 2007 – Piotr Reiss, 2008 – Paweł Brożek, 2009 – Paweł Brożek / Takesure Chinyama, 2010 – Robert Lewandowski, 2011 – Tomas Frankowski, 2012 – Artjoms Rudnevs. Zobaczmy teraz, jakie były losy polskich strzelców. Maciej Żurawski po rewelacyjnej grze dla Wisły Kraków, w 2005 roku wyjechał do Celticu Glasgow. Tam z różnym skutkiem sobie radził, ale zostawił pozytywne wrażenie.

Tomasz Frankowski po zgarnięciu korony strzelców w 2005 roku bardzo szybko przeszedł do hiszpańskiego Elche. Na zapleczu Primera Division zdobył 8 bramek w 14 spotkaniach. Po krótkim epizodzie na Półwyspie Iberyjskim przeszedł do Wolverhampton, w którego to barwach nie zdobył ani jednej bramki i jego przygoda za granicą nieco zwolniła. Po grze w Teneryfie i Chciago Fire powrócił w 2009 roku do Jagiellonii i odżył na nowo. Pomimo prawie 39 lat wciąż zdobywa bramki dla Jagi i z dorobkiem zaledwie 6 goli, jest najlepszym strzelcem swojej drużyny w bieżącym sezonie.

O Grzegorzu Piechnie, bohaterze jednego sezonu nie ma się za bardzo, co rozpisywać, bo był to epizodyczny, ale bardzo ciekawy przypadek. Zawodnik wyjechał do Torpedo Moskwa, ale kariery tam nie zrobił. Później grał jeszcze w sześciu różnych klubach, jednak instynkt strzelecki został gdzieś zagubiony.

Piotr Reiss został królem strzelców w wieku 35 lat i dorobkiem zaledwie 15 goli na koncie. Z racji wieku daleki transfer nie wchodził w grę, ale po opuszczeniu w atmosferze skandalu Lecha Poznań, znalazł miejsce w Warcie Poznań. Następnie wrócił do Lecha, w którym gra do dzisiaj.

Paweł Brożek po rewelacyjnych dwóch sezonach w Wiśle Kraków, przeszedł w 2011 roku do Trabzonsporu, gdzie kariery nie zrobił. Jego dorobki strzeleckie w następnych klubach (Celtic Glasgow i Recreativo Huelva) lepiej przemilczeć.

Osoba Roberta Lewandowskiego nie wymaga komentarza. Szkoda tylko, że tacy zawodnicy nie rodzą się w Polsce częściej. Jednak widać zależność, że jeżeli zawodnik jest młody i ma instynkt strzelecki, to po osiągnięciu poziomu króla strzelców może liczyć na transfer do uznanej drużyny. O tym, jak sobie radzą na emigracji, ciężko dyskutować. Po grze w lidze polskiej raczej nie są przygotowani do pracy na wysokich obrotach, Lewandowski jest tu wyjątkiem totalnym.

Może nie będzie tak źle

Skoro raczej nie będziemy mieli kolejnego polskiego króla strzelców Ekstraklasy, to może spójrzmy trochę na dalsze miejsca w klasyfikacji. Po pierwszych akapitach artykułu budował się raczej czarny scenariusz. Musimy jednak patrzeć optymistycznie w przyszłość. Są zawodnicy tacy jak Jakub Kosecki, Maciej Jankowski, Łukasz Teodorczyk czy Paweł Wszołek. W nich cała nadzieja. Wydaje się, że to oni będą w przyszłym sezonie odpowiadać na strzelanie bramek dla swoich drużyn. Na razie nie wygląda to źle u w/w czwórki, jednak pamiętajmy, że w kraju mamy „nieco” więcej piłkarzy, którzy też muszą się rozwijać. Potrzeba też odważnych trenerów, którzy przygotują zawodników na grę na wysokim poziomie. Nie można stawiać na bylejakość, albo na slogany typu „jakoś to będzie”. Najpierw ciężka praca i samozaparcie, a efekty powinny przyjść z czasem. Przecież nikt nie rodzi się królem strzelców. Królem strzelców się zostaje. Radosław Patkowski
comments powered by Disqus
facebook