Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 14 grudnia 2013

Skok w system szkolenia

fot. bialoczerwoni.com.pl
"Czas na zbudowanie nowego systemu szkolenia." - podobnymi hasłami jesteśmy karmieni po każdej większej porażce naszej piłki na arenie międzynarodowej. Beton został skruszony, jednak w materii szkolenia tak naprawdę nic nie zmieniło się od kilkudziesięciu lat.

Cały polski sport wywrócony jest do góry nogami. Mamy stadiony, nie mamy gdzie trenować, inwestujemy w zagranicznych trenerów, którzy nie mają jak realizować swoich programów. Z tego marazmu wyłaniają się pojedyncze perełki, które stać na trenowanie za granicą. Przykłady Justyny Kowalczyk, Roberta Kubicy, Agnieszki Radwańskiej czy Piotra Małachowskiego są jedynie potwierdzeniem tej tezy. Gdyby nie upór w dążeniu do upragnionego celu, gdyby nie wyrzeczenia i setki tysięcy złotych wpompowane głównie przez rodziców, prawdopodobnie nigdy nie usłyszelibyśmy o dzisiejszych gwiazdach polskiego sportu. Inną gałęzią są sporty zespołowe, gdzie wychowanie jednego zawodnika nie przyniesie medalu olimpijskiego. Potrzeba jest szeroko pojętego planu, który pozwoli na kształcenie dużej grupy ludzi, dzięki której kilku zawodników z danego rocznika ma szanse na przebicie się do profesjonalnego sportu.

Na tle tego wielkiego czarnego kleksa rozlanego po szerokości i długości geograficznej naszego kraju jest jedno, nieco jaśniejsze miejsce. Jest to obszar południa Polski świadczący o tym, że lata sukcesów pewnego multimedalisty nie zostały przespane, co więcej, pieniądze, które swoimi sukcesami przyciągnął do tego sportu najlepszy polski skoczek narciarski w historii zostały znakomicie zainwestowane. Mowa oczywiście Adamie Małyszu i skokach narciarskich.

Niedługo po pierwszych sukcesach Adama Małysza zaczęto zastanawiać się, jak wykorzystać fenomen tego zawodnika. Przygotowano plan działania, zaangażowany potężnego sponsora i przystąpiono do czynu. Efektem kilku nieprzespanych nocy i pewnie wielu butelek koniaku wypitego w siedzibie PZN jest funkcjonujący od 2004 roku Program Rozwoju Skoków Narciarskich Polskiego Związku Narciarskiego, którego dzieckiem jest projekt Lotos Cup - Szukamy Następców Mistrza. Program ten zaczyna powoli owocować, a na arenie międzynarodowej pojawiają się kolejni Polscy zawodnicy wychowani przez zorganizowany system szkolenia. Co więcej, wszystkie trzy drużyny narodowe złożone są z zawodników, którzy rokrocznie, przez blisko 10 lat rywalizowali między sobą w zawodach rozgrywanych pod szyldem Lotosu.

To, dzięki czemu Polska zaczyna zbierać plony w skokach narciarskich od wielu lat, jest bolączką naszej "narodowej" dyscypliny sportu, jaką jest piłka nożna. Zmieniały się ekipy rządzące, zmieniali się sponsorzy i trenerzy. Sposób myślenia pozostał ten sam - jakoś to będzie.

Jak jest? Pokazują wyniki reprezentacji i drużyn klubowych w europejskich pucharach. Oczekujemy systemu szkolenia - krzyczą wszyscy. Od słów nikt nie przechodzi niestety do czynów. Pomysły ma każdy, eksperci prześcigają się w ideach. Tylko co z tego...

Tym większe brawa należą się PZN, który potrafił na fali sukcesów Adama Małysza rozpocząć coś, co po dekadzie zaczyna procentować. Na ten moment skoki narciarskie wydają się jedyną dyscypliną sportu w naszym kraju, w której wszystko zapięte jest na ostatni guzik. Program przygotowań jest ustalony, ale i zarazem elastyczny, trenerzy kadr narodowych potrafią współpracować ze szkoleniowcami klubowymi, a sztaby szkoleniowe potrafią wyciągać wnioski ze swoich błędów. Nie tylko mówią o ich wyciąganiu, ale to robią. Wszyscy zdają się siedzieć na jednym wózku, który pcha nasz kraj w dobrym kierunku. Wiadomą rzeczą jest, że i tu zdarzają się pewne niedociągnięcia. Są one jednak niczym w porównaniu do tego, co zostało już zrobione.

Tymczasem w polskiej piłce stagnacja jest zauważalna na każdym kroku. Co prawda powstają prywatne szkółki piłkarskie, za które biorą się głównie byli piłkarze, jest to jednak kropla w morzu potrzeb. Statystycznie młody polski adept sztuki piłkarskiej trenuje 3 godziny dziennie, ma się to nijak do jego kolegi z Wielkiej Brytanii, który na boisku spędza średnio o 6 godzin więcej. W początkowym okresie polscy piłkarze toczą wyrównane pojedynki na arenie międzynarodowej, po przekroczeniu progu pełnoletności przepaść, jaka dzieli obu piłkarzy, ma wielkość Kanionu Kolorado.

Porównań szkolenia w piłce nożnej do skoków narciarskich można dostarczyć więcej. Popatrzmy na szkoleniowca reprezentacji - Łukasza Kruczka. Trener, który na własny rachunek pracuje z polską kadrą od 2008 roku, a do roli pierwszego szkoleniowca przygotowywał się tak naprawdę od roku 2003. Kruczek dostał olbrzymi kredyt zaufania od związku, jakiego nie ma szans dostać żaden trener piłkarski. Opłaciło się? Owszem.

W polskiej piłce zaś notorycznie budujemy. Budujemy reprezentacje, drużynę na Ligę Mistrzów, na rozgrywki krajowe. Przez lata trwa permanentna budowa porównywalna do niekończącej się budowy autostrad. Choć prawdę mówiąc i z tym polska piłka zaczęła przegrywać w momencie, gdy podróż z Katowic do Gdańska w 6 godzin stała się sprawą prozaiczną. Okres budowy w naszych klubach kończy się zwykle po kilku niezbyt satysfakcjonujących wynikach drużyny. Trener jeszcze dobrze nie pozna swoich podopiecznych, a w mediach pojawiają się pogłoski o zagrożonej posadzie szkoleniowca.

W takich warunkach nie ma miejsca na spokojną prace i pełen komfort działań jaki daje menadżerowi poparcie ze strony przełożonych. Człowiek, nad którym wisi coraz groźniej wyglądające kowadło, nigdy nie spojrzy w kierunku świeżej krwi jaką mogą wprowadzić młodzi zawodnicy. Być może da szanse w jednym czy drugim meczu, ale na pewno nie postawi na niego w dłuższej perspektywie. Problemem polskiej piłki jest przede wszystkim nasza mentalność, która zachęca do szybkich czasami nazbyt pochopnych działań.

Nasza mentalność przeprowadziła nas przez wojny i powstania, pomogła w walce z pewnym ustrojem. Ten Wind Of Change powiał ponad dwie dekady temu, niestety okna najpopularniejszego sportu w naszym kraju nadal są bardzo szczelne.

Być może kolejne sukcesy skoczków narciarskich pociągną za sobą inne dyscypliny sportu, które na własne oczy, wręcz empirycznie dostrzegą niebagatelną rolę jaką odgrywa szkolenie w wieku juniora, jak wiele daje ujednolicone kształcenie, które pozwala na stały rozwój tych dziesięcio- czy dwunastolatków. Wygrana Krzysztofa Bieguna w Klingenthal przydarzyła się nieco szczęśliwie, jednak na pewno nieprzypadkowo. W każdym dotychczasowym konkursie Pucharu Świata w czołówce znajdował się inny reprezentant Polski, w czasie gdy lider zespołu- Kamil Stoch może spokojnie dochodzić do mistrzowskiej dyspozycji. Tymczasem gdy w piłkarskiej reprezentacji Polski zawodzi największa gwiazda - Robert Lewandowski, cała krytyka spada na jego barki, bo inni zawodnicy nie są w stanie wejść na odpowiedni poziom, który pozwali na zaspokojenie wybujałych oczekiwań kibiców.

Polacy od zawsze byli narodem krnąbrnym, skorym bo utarcia nosa temu, kto nagle stanął nam na drodze. W piłce potrzeba jednak pokory, chłodnej kalkulacji, która pozwala na trzeźwe myślenie i działanie. Chcemy wszystkiego od razu, nie lubimy długo czekać na efekty naszej pracy, a w szkoleniu właśnie o to chodzi. Należy przez kilka lat poświęcić się działaniu, które pozwoli na żniwa za kilka ładnych lat. Nie dadzą tu nic ciągłe zmiany prezesów, czy trenerów, bo od lat obracamy się wokół tych samych nazwisk! Jeżeli za siedemnastym razem coś się nie udało, to nie wypali także za osiemnastym…

Piotr Majchrzak
comments powered by Disqus
facebook