Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 20 czerwca 2014

Sfinksa nieznajomość historii

fot. goal.com
W ostatnich 16 latach cztery różne zespoły wygrywały Mistrzostwa Świata - Francja, Brazylia, Włochy i Hiszpania. Trzy z nich w następnym Mundialu odpadały w fazie grupowej. Vicente del Bosque wyraźnie nie wyciągnął wniosków z porażki Francji w 2002 roku.

Widać pewną analogię między słabymi wynikami tych dwóch zespołów. Wystarczy przyjrzeć się strukturze wiekowej ich składów.

W 1998 w finale mistrzostw w składzie Francji zagrali Barthez (27 lat rocznikowo), Thuram (26), Desailly (30), Lebeouf (30), Lizarazu (29), Dechamps (30), Petit (28), Karembeu (28), Zidane (26), Djorkaeff (30) i Guivarc'h (28). Średnia wieku - 28,36. Na Mundialu w 2002 roku w spotkaniu otwarcia z Senegalem zagrali Barthez (31), Thuram (30), Lebeouf (34), Desailly (34), Lizarazu (33), Vieira (26), Petit (32), Wiltord (28), Djorkaeff (34), Henry (25) i Trezeguet (25). Średnia wieku - 30,18. Pomimo młodych Henry'ego i Trezegueta średnia wieku wyższa o 2 lata! Ten zespół jako całość mógł dobrze funkcjonować, ale jego piłkarze - każdy z osobna - nie grali już tak dobrze jak 4 lata wcześniej.

W 2010 w finale mistrzostw w składzie Hiszpanii zagrali Casillas (29), Ramos (24), Pique (23), Puyol (32), Capdevila (32), Busquets (22), Xabi Alonso (29), Xavi (30), Iniesta (26), Pedro (23) i Villa (29). Średnia wieku - 27,18. W tym roku w pierwszym meczu mistrzostw Hiszpania zagrała w składzie: Casillas (33), Azpilicueta (25), Pique (27), Ramos (28), Alba (25), Busquets (26), Xabi Alonso (33), Xavi (34), Iniesta (30), Silva (28) i Diego Costa (26). Średnia wieku - 28,64.

Naturalnie, to nie sam wiek zdecydował o słabszej grze Hiszpanów. Jednak w systemie, w którym bardzo ważne są nie tylko inteligencja i dokładne podania, ale też wysoki pressing, przygotowanie fizyczne w dużym stopniu wyznacza możliwości zespołu. Na nic setki podań, gdy zostawia się przeciwnikowi dużo miejsca i liczy na to, że obrońcy jakoś sobie poradzą.

Podważyć można też wybory personalne del Bosque. O ile trudno mieć uwagi co do doboru obrony czy nawet bramkarza (wobec kontuzji Valdesa), to już atak i pomoc budziły wątpliwości od samego początku. Trzech statycznych pomocników w środku pola - Busquets, Xabi Alonso i Xavi - oznaczało brak jakichkolwiek ataków z głębi pola, którymi tak dobrze potrafił posługiwać się Fabregas. Dość niezrozumiała była kiepska dyspozycja Silvy, ale wystawianie go na drugi mecz było obarczone sporym ryzykiem. Koke dostał szansę dopiero wtedy, gdy trzeba było ratować mecz z Chile, ale to było ponad siły młodego pomocnika.

Co najistotniejsze, w ataku del Bosque postawił na napastnika, który przez cały sezon grał w zupełnie odmiennym stylu, a do tego większość czasu przed mistrzostwami spędził lecząc kontuzję. W domu został choćby Alvaro Negredo, doskonały w Manchesterze City. Diego Costa nie oddawał z powrotem piłek partnerom, co uniemożliwiało gry kombinacyjnej, za to jego koledzy po wysłaniu mu długiego podania w ogóle nie dołączali do niego, by wspomóc atak - to po prostu nie leżało w ich stylu. Gdy zastąpił go Fernando Torres, grał równie słabo, ale to już raczej nikogo nie dziwi.

Pominięty został Negredo, marginalizowani byli Cazorla i Juanfran, w domu został Gabi, chyba najlepszy w lidze hiszpańskiej specjalista od pressingu w środku pola, który wyłączył z gry samego Busquetsa. Do tego doszło zmęczenie sezonem i kontuzje (Diego Costa, Xavi), wypalenie mentalne (chyba większość składu), poważna obniżka formy (Casillas, Pique, Silva). Hiszpania raczej nie obroniłaby mistrzostwa, ale mogła odegrać poważniejszą rolę na obecnym Mundialu. Vicente del Bosque nie zrekonstruował swojego zespołu z 2010 roku w sposób kontrolowany i został za to ukarany - demontażu dokonali Chilijczycy. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook