Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 12 maja 2014

Rosnące imperium

fot. skysports.com
Najbardziej emocjonujący sezon w 22-letniej historii Premier League nie przyniósł dramatycznego rozstrzygnięcia. Manchester City pewnie pokonał West Ham i po raz czwarty sięgnął po tytuł mistrza Anglii. Tylko czy triumf zespołu Manuela Pellegriniego rzeczywiście należy traktować jako wielkie osiągnięcie?


Najnowszy przegląd finansów w Premier League autorstwa dziennikarza śledczego "The Guardian", Davida Conna, dobitnie ukazuje skalę rozwoju imperium, w jakie coraz szybciej przekształca się Manchester City. W sezonie 2012/13 najwyższy budżet płacowy w angielskiej ekstraklasie wzrósł o kolejne 31 milionów funtów w porównaniu do wcześniejszych rozgrywek. Osiągnął zawrotną sumę 233 milionów. To o 52 miliony więcej od ciągle jeszcze potężniejszego rywala zza miedzy i kolejne dwa miliony od sponsorowanej przez ostatnich 11 lat przez Romana Abramowicza Chelsea. Od tamtej pory drużynę zasilili dodatkowo Fernandinho, Jesús Navas, Álvaro Negredo, Stevan Jovetić czy Martín Demichelis.

Rosną również przychody klubu. W ubiegłym sezonie kwota 271 milionów pozwoliła City wyprzedzić pod tym względem Chelsea (260 mln) i nieznacznie przybliżyć się do Arsenalu (283 mln). Jedynie Manchester United (363 mln) pozostaje na razie niedościgniony. Klub z Eastlands niemal podwoił swoje skromne, na tle konkurentów, przychody z dnia meczu (z 22 do 40 mln). Zwiększył też wpływy komercyjne (121 z 143 mln). W rezultacie, tylko do 31 maja 2013 roku szejk Mansour bin Zayed Al Nahyan w niespełna pięć lat zainwestował w Manchester City blisko miliard funtów.

Poza zasięgiem?

Wręcz nie sposób wyobrazić sobie, by ktokolwiek na krajowym podwórku mógł na tę chwilę nawiązać rywalizację z The Blues. Manuel Pellegrini dostał pod swoją opiekę zdecydowanie najsilniejszą grupę zawodników w lidze, budowaną od kilku sezonów i doświadczoną; taką, która posmakowała już sukcesu i została dodatkowo wzmocniona latem ubiegłego roku. Joe Hart, Vincent Kompany, Pablo Zabaleta, Yaya Touré, Samir Nasri, David Silva, Sergio Agüero - to wszystko piłkarze z najwyższej światowej półki. Gaël Clichy, Fernandinho, James Milner, Jovetić, Negredo - tacy gracze zasiedli na ławce rezerwowych wczorajszego popołudnia.

Mimo tego, sprawa tytułu została rozstrzygnięta dopiero na finiszu. Dysponujący raptem jednym piłkarzem z prawdziwego topu Liverpool pozostał w grze do ostatniej kolejki. Tuż za nim znalazła się bezzębna na pozycji środkowego napastnika Chelsea. Przez dużą część sezonu prowadzeniem w tabeli cieszył się z kolei Arsenal, czyli niejako przeciwieństwo City pod względem wydatków na transfery.

Nie można zaprzeczyć, że nowi mistrzowie mieli w trakcie rozgrywek swoje problemy. Hart, Kompany, Touré, Agüero wystąpili w tej samej podstawowej jedenastce zaledwie siedmiokrotnie w lidze. To uwypukla zresztą siłę szerokiej kadry City, za której najlepsze uosobienie należy uznać cichego bohatera sezonu, Edina Džeko. Należy też pamiętać o tym, iż ekipa Pellegriniego zdobyła również Puchar Ligi i po raz pierwszy awansowała do fazy pucharowej Ligi Mistrzów.

Radość stonowana

Sami piłkarze nie świętowali jednak sukcesu z przesadną radością. Po końcowym gwizdku dało się wyczuć raczej ulgę - że nie doszło do powtórki scenariusza z meczu przeciwko Queens Park Rangers - i poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Nasri stanął przed kamerą "Sky Sports" ze spokojem i pewnością siebie. Na pytanie o to, na czym polegała różnica w drodze do mistrzostwa, odpowiedział: - Na atmosferze w szatni, byliśmy w tym roku prawdziwymi przyjaciółmi.

I tu rzeczywiście mógł tkwić klucz. Pellegrini wprowadził tak do drużyny, jak i klubu stabilizację, jakiej brakowało za kadencji Roberto Manciniego. Być może po części dlatego nie doszło do porównywalnej eksplozji radości jak dwa lata temu, nie tylko ze względu na okoliczności ostatecznego triumfu.

Oni już tam byli. Teraz powrócili na tron, ale to cały czas początek drogi. Następny etap stanowią obrona tytułu i Liga Mistrzów. Kolejne wyzwania czekają. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook