Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 10 września 2014

"Robię zamach i patrzę, jak idzie!"

fot. własne
Lukas Jutkiewicz odwiedził niemal każdą część Wielkiej Brytanii. Od Southampton i Swindon na południu, przez Everton, kolejne wypożyczenia i cztery sezony na poziomie Championship, aż po nieoczekiwany transfer do beniaminka Premier League. Dziś ciągle zaledwie 25-letni środkowy napastnik, który rozpoczął rozgrywki w wyjściowym składzie Burnley, liczy na to, że wreszcie będzie mu dane zakotwiczyć w jednym miejscu - i lidze - na dłużej.


Jutkiewicz opowiada "Krótkiej Piłce" o swoich korzeniach, tułaczce po klubach i regionach, pierwszych wrażeniach z powrotu do Premier League oraz swojej... prawej nodze*.

Wojciech Falenta: Lukas, opowiedz mi o swoim dziadku.

Lukas Jutkiewicz: Pochodził z Wilna, które dziś należy do Litwy, ale wówczas było oczywiście częścią Polski, zanim zmieniły się granice. Był polskim obywatelem i brał udział w drugiej wojnie światowej. Potem przeniósł się do Anglii, po jej zakończeniu.

Do Southampton?

Właściwie do Derby. Później moja rodzina przeprowadziła się na południe do Southampton.

Jak miał na imię?

Adam Jutkiewicz.

Ktoś z twojej rodziny mówi jeszcze po polsku? Odwiedziłeś kiedyś nasz kraj?

Mój ojciec pewnie tak, ale ja sam nie utrzymuję za bardzo kontaktu z tą częścią rodziny. Nigdy nie byłem w Polsce.

Znowu jesteś w klubie grającym na poziomie Premier League. Jak spoglądasz wstecz na swój czas spędzony w Evertonie?

To było doświadczenie, podczas którego wiele się nauczyłem tak naprawdę. To wielki klub. Być może przeszedłem tam trochę za wcześnie, ale fantastycznie było przebywać wokół piłkarzy najwyższej klasy, starając się czerpać od nich podczas codziennych treningów. Byłem nieco rozczarowany, że nie otrzymałem tylu szans gry, ilu pewnie bym sobie życzył i w końcu doszedłem do momentu, w którym musiałem zrobić krok w tył, odejść i zacząć regularnie grać, aby ostatecznie zrobić krok do przodu.

Trafiłeś tam za duże pieniądze. Odczuwałeś z tego powodu presję na swoich barkach?

Myślę, że tak naprawdę chodziło bardziej o mój młody wiek i próbę przebicia się do składu pełnego reprezentantów swoich krajów. To stanowiło największe wyzwanie. Na pewno jednak niczego nie żałuję. Trudno było odrzucić ofertę przejścia do takiego klubu jak Everton.

Od tamtej pory wiele podróżujesz. Trudno jest co chwilę zmieniać otoczenie?

Tak, sporo się przeprowadzałem, ale to coś, do czego można się przyzwyczaić, biorąc pod uwagę specyfikę tego zawodu. Na pewno chciałbym jednak zapuścić korzenie tutaj na jakiś czas.

Znasz kilka akcentów. Którym się posługujesz?

[Uśmiech] Tak, wiem, o co chodzi. Ludzie myślą, że brzmię, jakbym był nie wiadomo skąd!

Ja tego na razie nie rozgryzłem!

No dokładnie! To się waha, zgaduję, że wziąłem po trochu zewsząd. Byłem na południowym zachodzie w Plymouth, na północy w Szkocji, na północnym wschodzie, północnym zachodzie, w środkowej części kraju, a pochodzę oczywiście z Southampton! Mieszanka!

Czy okres wypożyczenia do Motherwell był punktem zwrotnym w twojej karierze?

Tak sądzę, no. To prawdopodobnie był punkt zwrotny, jeśli chodzi o zaznaczenie mojej obecności w seniorskiej piłce nożnej. Spędziłem wcześniej udany czas w Swindon, ale oczywiście byłem wtedy w dużej mierze młodym chłopakiem, potem przeszedłem do Evertonu i czułem, że Motherwell było dla mnie ważnym momentem, ponieważ potrzebowałem odejść i grać regularnie. To był taki czas, gdy potrzebowałem wyrobić sobie nazwisko poza Evertonem i tak się stało.

Strzeliłeś pewnego dość słynnego gola dla Motherwell, nie?

Przeciwko Hibernian, tak. Jeden z ostatnich meczów sezonu w SPL.

Rywalizowaliście wtedy o europejskie puchary?

Tak, pomiędzy nami i Hibernian. To był mój ostatni mecz u siebie w Motherwell, więc mam trochę miłych wspomnień...

Ostatnie dotknięcie piłki!

Myślę, że tak, no, 93. minuta - myślę, że to było moje ostatnie dotknięcie piłki, tak.

Do tego mecz był w Sky.

Tak.

Zakwalifikowaliście się wtedy do tych pucharów?

Chyba tak. Wróciłem potem do Evertonu, ale jestem w zasadzie pewien, że weszli, tak.



Biorąc pod uwagę, że byłeś wypożyczony z jednego klubu Championship do drugiego w poprzednim sezonie, byłeś zaskoczony, gdy zgłosił się po ciebie klub z Premier League latem?

Wiedziałem, że było pewne zainteresowanie z Burnley. Miałem dość mocną końcówkę sezonu w Boltonie. Wydawało się, że wszystko naprawdę dobrze się tam układało. Po prostu z jakiegoś powodu nie pasowałem do sposobu gry, jakim chciało grać Middlesbrough. Nigdy nie czułem, by mi odpowiadał.

Do tego kontuzja.

Tak, miałem kontuzję do tego, która zatrzymała mój postęp trochę. Po prostu najwyraźniej nie pasowałem do stylu gry. Ale pojechałem do Boltonu i poczułem się odmłodzony w zasadzie. Czerpałem prawdziwą przyjemność z gry. Drużyna odpowiadała sposobem gry temu, jak ja chciałem grać. Miałem dobrą końcówkę sezonu i oczywiście nie mogłem doczekać się tych rozgrywek, więc gdy pojawił się telefon z Burnley, byłem naprawdę podekscytowany. Nie spodziewałem się go. Wiedziałem, że było zainteresowanie również z kilku innych klubów. Ale gdy zgłasza się Premier League, nie można powiedzieć 'nie'.

Jakie były twoje pierwsze wrażenia, jeżeli chodzi zarówno o klub, jak i zespół?

Wiedziałem dzięki wykonaniu mojego researchu oraz znając ludzi w futbolu, że była tu naprawdę dobra grupka facetów, która była sobie naprawdę bliska i że nie ma tu gwiazd, ani niczego takiego. Każdy jest na tym samym poziomie i pracuje nawzajem za drugiego, co postrzegam za naprawdę ważne. To było coś, czego naprawdę bardzo chciałem być częścią i co okazało się prawdą.

Przygotowanie fizycznie jest kluczowe dla tej drużyny. Czy okres przygotowawczy do sezonu był cięższy niż w innych klubach?

No był ciężki. Menedżer pokłada dużą wiarę w bycie w formie, a to minimalny wymóg - bycie naprawdę dobrze przygotowanym fizycznie zespołem, gotowym do twardszego i dłuższego wysiłku niż ktokolwiek inny. Myślę, że to klucz do tego, aby być w takiej formie. Potrzebujemy ciężkiego okresu przygotowawczego, ale był on zarazem dobry i przyjemny.

Jak odnajdujesz przeskok z Championship do Premier League?

Nie mieliśmy żadnych złudzeń, że nie będzie ciężko. To oczywiście przeskok w jakości, ale naprawdę przyjemnie jest zmierzyć swoje siły przeciwko najlepszym drużynom. Odczuwaliśmy, że mieliśmy być może trochę pecha, iż nie udało nam się przywieźć żadnej zdobyczy punktowej ze Swansea.

Chelsea była szybka, nie?

No Chelsea była zespołem z najwyższej półki. Świetnie było się zmierzyć z absolutnie najlepszymi jako, że oni będą w okolicach szczytu tabeli na koniec sezonu. Wiadomo było, że będzie ciężko, ale z pewnością nie mamy się czego wstydzić. Postawiliśmy swoje warunki od początku, nastraszyliśmy ich i musieli być na swoim najwyższym poziomie, aby zdobyć bramki tak naprawdę.

Zakładam, że spędziłeś sporą część swojej kariery, grając samemu z przodu. Tutaj masz blisko siebie swojego krajana z Southampton [Danny'ego Ingsa], masz skrzydłowych często schodzących do środka. Jak bardzo to zmienia twoją grę?

Trzeba się przystosować - czy grając samemu z przodu czy mając kogoś blisko siebie...

... nawet patrząc na tamtego gola przeciwko Hibernian, byłeś tam całkowicie osamotniony!

Tak, grałem sporo czasu sam z przodu i nie mam nic przeciwko, ale oczywiście miło jest mieć kogoś, zwłaszcza z jakością Danny'ego, obok siebie. To pomaga. Cieszę się, starając się stworzyć z nim dobry duet.

Czy liczba goli [sześć w sześciu meczach], które strzeliłeś w okresie przygotowawczym była zaskoczeniem?

Trudno powiedzieć, ponieważ w okresie przygotowawczym wszystko sprowadza się do starania się o osiągnięcie formy. Gole były dodatkiem...

... niektóre były niezłe!

Niektóre były ponadto niezłe. Zakończyłem poprzedni sezon mocno, zdobywając wiele bramek w Boltonie, więc miło było to kontynuować. Ostatecznie chodziło jednak o dojście do formy fizycznej i piłkarskiej, aby pomóc drużynie. Podczas gdy jest miło, na pewno znacznie bardziej wolałbym strzelać gole w sezonie niż okresie przygotowawczym. Gdy okres przygotowawczy się kończy, zapomina się o nim.

Menedżer [Sean Dyche] powiedział, że bardzo chcesz się uczyć i czerpać z rad, których ci udziela. Czy cechuje go duże przywiązanie do detali?

Zdecydowanie. To coś, czego zawsze chciałem - polepszać się. Nie ma żadnych ograniczeń. Zawsze można się poprawić, niezależnie od wieku. Menedżer wprowadził kilka nowych pomysłów, które z pewnością mi pomagają i jest bardzo dobry w tych małych szczególikach, które mogą potencjalnie zrobić różnicę. Ta część sprawia mi przyjemność.

Twoja prawa noga jest dobra jak na lewonożnego zawodnika, zauważyłem.

Tak? Wiem, że wielu lewonożnych piłkarzy jest szczególnie lewonożnych...

... Matty Taylor?

No, ale jaką on ma lewą nogę!

Ale prawą... [grymas]

Ja po prostu robię zamach prawą nogą i patrzę, jak idzie! [śmiech] Nigdy nie sądziłem, że jest szczególnie dobra!


*Rozmowa została spisana i przetłumaczona tak, aby możliwie jak najwierniej oddać jej charakter.
comments powered by Disqus
facebook