Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 20 marca 2014

Raport MLS - tydzień drugi

foto: skysports.com
Obfita w remisy i zacięte spotkania - tak minęła druga kolejka MLS. Tym razem najwięksi nieobecni poprzedniej kolejki – Toronto FC – zademonstrowali swoje nowe, wielkie nazwiska. Nawet na tak wczesnym etapie już widać, które drużyny mają w tym sezonie spore ambicje.

Jermain Defoe pokazuje moc

Największym punktem dyskusyjnym minionej kolejki było spotkanie pierwsze spotkanie Toronto FC w tym sezonie, którym był wyjazd do Seattle Sounders. Goście zaprezentowali amerykańskiemu światu piłkarskiemu swoje nowe nabytki, a największa gwiazda spisała się na miarę oczekiwań. Jermain Defoe w swoim pierwszym występie w Ameryce strzelił dwie bramki – i to już w pierwszej połowie. Pierwsze trafienie Anglik zanotował w 17. minucie po świetnie wykonanej kontrze, natomiast druga padła zaledwie siedem minut później: po błędzie obrońcy gospodarzy Marco Pappy, który nierozważnie podawał piłkę do swoich obrońców, stojących głęboko z tyłu. Futbolówka znalazła się na drodze Defoe, który bez problemów ją przejął i podwoił prowadzenie gospodarzy pewnym strzałem z linii pola karnego.

Nadzieję gospodarzom przywrócił Clint Dempsey, który w 67. minucie strzelił kontaktową bramkę. Drugiego gola jednak podopiecznym Sigiego Scmmida nie udało się strzelić i wynik nie uległ już zmianie. Po wygranej w ostatniej minucie tydzień wcześniej, tym razem Seattle poległo u siebie różnicą jednej bramki. Taki trend widoczny był przez całą kolejkę. Nikt nie wygrał różnicą większą niż jednego gola, a ponadto aż pięć z ośmiu spotkań zakończyło się podziałem punktów. Oprócz Toronto, swoje spotkania wygrała Philadelphia Union oraz Houston Dynamo.



Wojna ligi z sędziami dalej trwa – pierwsze ofiary

Niestety dla ligi i kibiców, w drugiej kolejce lockout sędziów dał się we znaki. Pomijając kuriozalną sytuację różnych strojów dla różnych ekip sędziowskich – o czym napiszę dalej – tym razem kiepskie sędziowanie zdecydowało o wyniku spotkania. W 72. minucie spotkania New York Red Bulls z Colorado Rapids, Adam Kelly z Irlandii przyznał rzut karny za coś, co można by uznać najwyżej jako przeszkodzenie się poruszania przeciwnika, co jednak i tak byłoby naciągnięciem.



To zdarzenie podsumowało mecz Kelly'ego – niekonsekwentne decyzje, słabe rozpoznanie fauli i kiepska kondycja fizyczna zauważalne dla każdego widza. Bardzo ładnie zachował się trener Nowego Jorku po meczu, który zapytany o zdarzenie odpowiedział śmiejąc się: „Nic nie powiem na ten temat. To był ważny moment w meczu.” New York Times porównał nawet tę decyzję do innej, równie kuriozalnej i podjętej sędziów zastępczych z NFL z 2012 roku – kiedy Green Bay Packers wygrało po fatalnym błędzie z Seattle Seahawks - chociaż jest to oczywiście porównanie naginane, gdyż MLS nie ma notuje nawet połowy takiego zainteresowania w USA jak liga futbolu amerykańskiego.

Żeby było ciekawiej, sam Kelly wypowiedział się dla mediów na temat swojej decyzji. Choć taka sytuacja nie byłaby niespotykana ani w Europie, ani nawet w USA, to można ją zrozumieć. Irlandczyk bowiem został zatrudniony w Stanach na zasadzie szkoleniowca sędziów i członka zarządu komitetu sędziowskiego. Kelly powiedział sucho: „Czy Olave zainicjował kontakt? Tak. Nie chcę być jakiś prostolinijny czy mówić suchymi faktami, ale jeśli chodzi o to to jest to jedyna prosta odpowiedź jakiej mogę udzielić.”

Wracając jeszcze jednak do sytuacji stanowiska byłego sędziego międzynarodowego z Irlandii. Komentarze w Internecie słusznie sugerują, że taki członek komitetu będzie spalony, gdy tylko powrócą zwykli sędziowie. Zatrudniony przez PRO (Professional Referee Organisation, wspólna organizacja amerykańskiego oraz kanadyjskiego związku piłki nożnej, stworzona w celu profesjonalizacji sędziów i podwyższenia standardów w lidze) arbiter miał być, według słów prezesów PRO, szkoleniowcem arbitrów i członkiem komitetów zajmujących się kształceniem sędziów, działających w organizacji. Sam Kelly w wywiadach dla prasy sugerował jednak, że jego celem jest ponowne pozostanie sędzią międzynarodowym i wyjazd do Rosji w 2018 roku pod skrzydłem USSF (amerykański odpowiednik PZPN). Już na starcie więc było wiele niewiadomych i w środowisku sędziowskim można było spotkać wiele nieprzychylnych mu głosów. Teraz sędziowie oglądają jego kiepskie występy w lidze, słuchają krytyki wszystkich w środowisku sędziowskim, a ponadto są świadkami udzielania przez niego wywiadów po jego meczach. Zadziwiające.

Wspominałem o sytuacji z różnymi strojami sędziowskimi. Na każdym szczeblu sędziowskim poza MLS dostawcą strojów jest Official Sports International. Sędziowie od lig juniorskich do lat 10, przez ligi amatorskie aż do drugiej ligi oraz pucharu USA włącznie, noszą stroje OSI. Wyjątkiem jest MLS, gdzie dostawcą jest sponsor ligi (ale nie związku USSF), Adidas. W pierwszy weekend wszystkie ekipy sędziowskie pojawiły się na boiskach w żółtych, standardowych strojach OSI. Nieoficjalnie wiadomo, że Adidas nie prowadzi sprzedaży strojów dla sędziów w USA, więc nie było możliwe dostarczenie odpowiedniej ilości zestawów dla wszystkich nowych sędziów w kilka dni. W miniony weekend jednak Adam Kelly i jego asystenci jako jedyni otrzymali stroje Adidasa, podczas gdy reszta arbitrów posługiwała się zestawami od OSI. Podobna sytuacja jest z odznakami sędziowskimi – niektórzy sędziowie posługują się odznaką PRO, a niektórzy swoją standardową odznaką związkową, która jest używana w każdym meczu uznanym przez USSF na terenie USA - poza MLS.

MLS na arenie międzynarodowej

Na sam koniec warto wspomnieć o podbojach zespołów z MLS w pucharach kontynentalnych. Wszystkie trzy zespoły z USA grały swoje mecze ćwierćfinałowe w Lidze Mistrzów u siebie w pierwszym tygodniu. San Jose Earthquakes zremisowało z Tolucą 1-1, a Sporting Kansas City i LA Galaxy pokonało kolejno meksykańskie Crul Azul i Tijuane 1-0. W momencie pisania tego artykułu Tijuana pokonała LA Galaxy wynikiem 3-1. Honorową bramkę strzelił Robbie Keane, który swoją drogą popisał się na poniedziałkowym treningu nietypowym trikiem. Irlandczyk kopnął piłkę do wózka na zakupy, czym wywołał sensację wśród kibiców LA i rzeszy internautów



Dzisiaj jednobramkowej przewagi bronić będzie Sporting KC, a odwrócić losy spotkania na Estadio Nemesio Diez będzie starało się San Jose.

Bartek Ciurski
comments powered by Disqus
facebook